Na rynku pracy powiało marazmem

Jacek Kowalczyk
18-08-2011, 00:00

Od kilku miesięcy pracodawcy tracą chęć do tworzenia etatów. Ale i tak jest lepiej niż przed kryzysem.

Lipiec, w którym zatrudnienie nie rośnie? To nie jest dobry znak

Od kilku miesięcy pracodawcy tracą chęć do tworzenia etatów. Ale i tak jest lepiej niż przed kryzysem.

Rosnący niepokój na rynkach finansowych wystraszył polskich pracodawców. Tegoroczny lipiec był pod względem zatrudnienia wyjątkowo nieudany — mimo że zwykle w tym miesiącu liczba miejsc pracy rośnie, tym razem właściwie się nie zmieniła. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło zaledwie o 1,6 tys. osób (dynamika równa 0,0 proc.), choć bywały lata, kiedy w lipcu przybywało kilkanaście tysięcy miejsc pracy.

Poczekamy, zobaczymy

— Brak wzrostu zatrudnienia w okresie wakacyjnym, kiedy popyt na pracowników zwykle wyraźnie wzrasta, to nienaturalne zjawisko. Te dane źle wróżą zbliżającym się miesiącom, bo po zakończeniu prac sezonowych bezrobocie wzrośnie — mówi Tomasz Hanczarek, prezes Work Service.

Lipiec był miesiącem, w którym zaczęły mocno spadać notowania akcji na giełdach, wzrosły niepokoje związane z greckim kryzysem w strefie euro, a cena franka szwajcarskiego wzrosła z 3,2 do rekordowego wówczas 3,5 zł. Te rynkowe wstrząsy odbiły się na nastrojach szefów firm w Polsce.

— Przedsiębiorcy poczuli niepokój o przyszłość globalnej koniunktury, a więc i własną. Chcą przeczekać ten okres zawirowań i wstrzymują się z decyzjami o przyjęciu nowych ludzi do pracy. Będą podejmować decyzje kadrowe, kiedy sytuacja się wyklaruje — mówi Karolina Sędzimir, p.o. głównego ekonomisty PKO BP.

O niepokoju pracodawców mogą świadczyć też dane o wynagrodzeniach. Wprawdzie dynamika płac utrzymuje się od kilku miesięcy na zbliżonym poziomie (w lipcu wyniosła 5,2 proc.), ale w coraz większym stopniu wzrost ten opiera się na wypłatach jednorazowych premii. W minionym miesiącu firmy wypłaciły pracownikom 220 mln zł wypłat z zysku — trzykrotnie więcej niż przed rokiem.

— Przedsiębiorcy, dzięki ostatnim dobrym wynikom finansowym, są obecnie w stanie podnosić faktyczne zarobki swoich pracowników. Jednak coraz częściej wolą robić to przez jednorazową premię niż trwałą podwyżkę wynagrodzeń. To pokazuje, że nie są pewni, czy te wyższe wynagrodzenia będą mogli utrzymać. Nie chcą się do tego zobowiązywać — wyjaśnia Karolina Sędzimir.

Z wysokiego konia

Lipiec to kolejny miesiąc z rzędu, kiedy pogarsza się sytuacja na rynku pracy. Pokryzysowe ożywienie szczyt osiągnęło pół roku temu — roczna dynamika zatrudnienia sięgała wówczas 4,1 proc. Od tego czasu tempo przyrostu miejsc pracy w firmach spada. W lipcu zatrudnienie było już tylko o 3,3 proc. wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, a według ekonomistów, w kolejnych kwartałach dynamika będzie się dalej obniżać.

— Niepewność firm o przyszły popyt, zwłaszcza zagraniczny, skutkuje tym, że ograniczają one inwestycje i przyrost zatrudnienia. Dlatego w IV kwartale dynamika zatrudnienia spadnie poniżej 3 proc. — prognozuje Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.

Według PKO BP, w przyszłym roku wskaźnik ten obniży się do 1,5-2 proc. Marcin Mróz, główny ekonomista BNP Paribas Polska, zwraca jednak uwagę, że mimo ostatnich kłopotów sytuacja na polskim rynku pracy cały czas jest bardzo korzystna. Obecnie firmy zatrudniają 5,53 mln osób. W lipcu 2008 r. było to 5,4 mln.

— Patrząc z tej perspektywy, nasz rynek pracy jest w lepszej formie niż przed wybuchem światowego kryzysu. W dodatku mimo panicznych nastrojów na rynkach finansowych polska gospodarka cały czas ma silne fundamenty. Dlatego nie spodziewam się, że firmy zaczną wkrótce masowo zwalniać pracowników — uspokaja Marcin Mróz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Na rynku pracy powiało marazmem