Na salonach i trybunie

Jerzy Turbasa Krawiec
17-12-2007, 00:00

Dlaczego Silvio Berlusconi przeszczepił sobie włosy, gdy czoło niebezpiecznie podążało w kierunku karku? Dlaczego Margaret Thatcher nosiła kostiumy firmy Aquascutum, a Helmut Kohl kazał podpiłować sobie jedynki? Bo polityczne aspiracje wymagają „wyglądu sukcesu”.

Z tegoż samego powodu prezydent Argentyny począł farbować sobie włosy na ciemno, a młody Bill Clinton wręcz odwrotnie — „posiwiał” sobie czuprynę. Socjotechnika już dawno obowiązuje w ustabilizowanych demok- racjach. Wygląd ma przekonywać, bo mówi o właścicielu cały czas, choć jego usta milczą.

Kierunek: dobry garnitur

Czy zatem nie należałoby wprowadzić niezbędnych zmian w wyglądzie polskich polityków? Spróbujmy to uczynić w stosunku do byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego.

Jego życiorys jest przykładem ogromnej deter- minacji. Mógłby być wzorcem stałości poglądów bez względu na koniunkturę. Do czasu ostatnich wyborów ten brat bliźniak uchodził za najskuteczniejszego rozgrywającego na naszej scenie politycznej. Ma wyrazisty wizerunek osobisty, ale czy wizerunek zewnętrzny za nim nadąża?

Nigdy nie przywiązywał wagi do wyglądu. Gdy został premierem, doszło jednak do radykalnych zmian fryzury i garniturów. Włosy uległy skróceniu i uporządkowaniu, czym podkreślono jego skupioną twarz, przekonującą pewnością i energią.

Ale w sprawie garniturów... Pozwolę sobie na kilka spostrzeżeń. Po pierwsze: są, niestety, ze zbyt niskiej półki. Po drugie: winny być indywidualnie krojone i szyte na miarę. Typ sylwetki lidera PiS-u sprawia, iż konieczne wydają się korekty, których żaden gotowy garnitur nie zaproponuje, a które zapewnią korzystny optycznie wizerunek.

Absolutnie zalecałbym marynarki jednorzędowe (ale jedynie na dwa guziki). Mają dłuższy dekolt i pozwalają „wyciągnąć” sylwetkę. Guzik w talii niechby powędrował niżej niż te dotychczas. To ten właśnie „spinacz” decyduje o właściwej proporcji sylwetki, więc jego umiejscowienie jest niebywale istotne. Dolnego guzika zalecałbym nigdy nie zapinać, by poły rozchodziły się dołem, dając lekkość sylwetce na wysokości bioder.

Tył marynarki powinien niezbyt wiernie trzymać się konturów, by zapewnić korzystny profil. Istotą dobrego garnituru nie jest wierne przyleganie — zgodne z budową ciała — lecz narzucenie właściwych proporcji i zatuszowanie wszelkich uchybień budowy.

Gatunkowo

Temu maskowaniu winny służyć właściwie dobrane tkaniny, zawsze ciemne. Niezły byłby zarówno bardzo ciemny granat lub ciemny popiel, znamionujący profesjonalizm (dobrze korespondujący z włosami) w wąskie, delikatne prążki, które zawsze korzystnie działają optycznie na sylwetkę. Unikać jak ognia szerokiego tenisu! Zdecydowanie skrócić należy rękawy, by mógł dołem pojawić się mankiet koszuli — na grubość papierosa. By zapewnić właściwą oprawę głowy, przydałaby się marynarka z szerszymi ramionami, za to bez rozcięć tyłem i ciut przedłużona w stosunku do dotychczasowych, z silniejszym podcięciem przodem.

Koszule białe zwracają uwagę na twarz, ale zaproponowałbym — przy mniej wyrazistych tkaninach garnituru — koszule w delikatny prążek, jakie nosi na przykład prezydent Sarkozy, o podobnym przecież wzroście. Z pewnością ociepliłyby wizerunek.

Od szyi do butów

Ciut większy rozmiar kołnierzyka i na niższej stójce zapewni lepszy komfort; wówczas też kołnierzyk opadnie niżej, wydłużając szyję, i wyeksponuje twarz. Korzystając z prawa wertykalizacji: przedłużyłbym długość krawatów, by swoim końcem sięgały do dolnego szwu paska spodni, co przysłuży się sylwetce, dzieląc ją optycznie. Zwłaszcza przy rozpiętej marynarce. Stosowne byłyby krawaty bardziej zdecydowane kolorystycznie — wyrazisty burgund lub ciemnoniebieski (czysta socjotechnika — ściągają uwagę otoczenia), z drobnym wzorem lub bez niego.

Zaproponowałbym też liderowi PiS spodnie noszone nie na pasku, lecz szelkach. Dałyby one komfort w noszeniu — a nie opadające spodnie, które z czasem trzeba podciągać, gdyż zanadto łamią się na butach. No i przy wysokim podbiciu stopy zalecałbym większy skos dołem nogawek. Zmieniłbym również buty — na oxfordy lub broksy, lecz klasyczne, czyli takie, by nosek nie miał prawa być podwinięty. Notabene: buty polityków to ich pięta achillesowa, choć nie jestem pewien, czy jedyna i największa. Należałoby jednak zwracać na ich krój, linię i styl większą uwagę, choćby z szacunku dla siebie, bo — jak ktoś stwierdził — człowiek najwięcej czasu spędza w łóżku i w butach. l

Strój, bo strzelam

Czy jedynie nadzwyczajna mobilizacja (wybory) powinna zastanawiać, jak ważny jest wizerunek? Czy warto weń inwestować? Czy na drzwiach do debat politycznych nie należałoby umieszczać tabliczek z napisem: „Strój, bo strzelam”? Gdy spytano londyńskiego krawca Haywarda: „Co najtrudniejsze jest w szyciu garnituru?”, ten bez wahania odparł: „Płacenie przez klientów stosownych należności”. Nieraz, fakt, niemałych. Pokonania tej mentalnej bariery życzę polskiej klasie politycznej.

Tekst: Jerzy Turbasa, krawiec

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa Krawiec

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Na salonach i trybunie