Na stalowy kryzys potrzeba nerwów ze stali

Izabela Tadra
22-05-2009, 00:00

Ostatnie miesiące nie były łaskawe dla przemysłu stalowego. Jednak niemal każdy z szefów firm z branży ma własną metodę na dekoniunkturę.

Ostatnie miesiące nie były łaskawe dla przemysłu stalowego. Jednak niemal każdy z szefów firm z branży ma własną metodę na dekoniunkturę.

Na kryzys narzekali wszyscy, ale chyba nikt nie miał tylu powodów, co przedstawiciele branży stalowej. Zmniejszony popyt na wszystkie rodzaje stali, zawirowania cenowe, spadki produkcji nie jedną firmę wpędziły w kłopoty. Długoterminowe prognozy dla sektora są optymistyczne, a poprawa zapowiadana jest już na koniec tego roku. Tyle, że do tego czasu trzeba jakoś dotrwać.

Rynek dla zuchwałych

Adam Świerzyński, prezes notowanej w rankingu "Gazele Biznesu" firmy Met-Prim, która produkuje drut i siatki ogrodzeniowe, dzieli strategie i programy antykryzysowe, jakie ma do wyboru branża stalowa, na pasywne i aktywne.

— Jestem zwolennikiem tej drugiej opcji. Nasza strategia koncentruje się wokół kontynuowania rozpoczętych wcześniej inwestycji i ubiegania się o kolejne. Dbamy też o naszą politykę sprzedażową i marketingową. Nie ma rady, nowych klientów można pozyskać tylko poprzez podebranie ich konkurencji — przyznaje Adam Świerzyński.

Uważa on, że strategia zaciskania pasa i oszczędzania każdego grosza wcale nie jest jedynym dobrym rozwiązaniem na czas kryzysu.

— Jeśli chce się myśleć o wyjściu z rynkowych tarapatów obronną ręką, to nie można dusić każdego grosza. Zyski wymagają też nakładów. Czekanie na okazję często może się nie opłacać — przekonuje Świerzyński.

Inni są nieco bardziej sceptyczni. A już na pewno ostrożniejsi i wybierają wariant pasywny.

Bierny opór

Marek Żołubowski, prezes Grupy Polska Stal, skupiającej dziesięć spółek z branży stalowej, twierdzi, że grupa nie ma poważnych problemów, choć jej wyniki finansowe z 2008 r. były sporo niższe niż notowane w latach poprzednich.

— Obserwujemy sytuację i liczymy na poprawę nastrojów i wyników. Naszym celem na ten rok jest nie tylko wyjście na zero ale i przynajmniej z minimalnym zyskiem — mówi Marek Żołubowski.

Ku pokrzepieniu serc

Prezes GPS już dostrzega poprawę rynkowych nastrojów.

— Powoli idzie ku lepszemu. Dużo lepsza jest zwłaszcza dyscyplina płatnicza wśród kontrahentów. Wiele firm dystrybuujących stal wiąże się tylko z ubezpieczonymi i tym samym bardziej wiarygodnymi klientami. Niestety, jeden duży odbiorca, który nagle zaczyna mieć kłopoty z płynnością finansową, potrafi zrujnować nie jedną firmę — tłumaczy Marek Żołubowski.

Jego zdaniem problem branży, tak jak i wielu innych, pogłębia się dodatkowo przez trudności w finansowaniu i kredytowaniu nowych inwestycji. Przedsiębiorcy nie tylko ostrożnie sprzedają, ale i kupują.

— Kupuje się zdecydowanie mniej. W ciągu ostatniego kwartału firmy były zmuszone do przewietrzenia magazynów i pozbycia się z nich niemal całego towaru. Tyle, że stal kupiona była od hut bardzo drogo, a musiała zostać sprzedana taniej, a więc ze stratą dla dystrybutorów. Spowodowało to, że wyniki z pierwszego kwartału też nie były zachwycające. Ale optymistycznie myślimy o następnych — mówi Marek Żołubowski.

Jest on zdecydowanym zwolennikiem pasywnej strategii na czas kryzysu, choć dostrzega w niej także niebezpieczeństwo. Przyznaje, że można przecież przespać, albo w ogóle nie wyczuć momentu, gdy będzie można sporo zarobić na różnicach cenowych…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Izabela Tadra

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Huty / Na stalowy kryzys potrzeba nerwów ze stali