Na Węgrzech trwają wybory

PAP
aktualizacja: 08-04-2018, 13:05

Węgrzy licznie biorą w niedzielnych wyborach parlamentarnych, które przesądzą, czy Koalicja Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (KDNP) będzie rządzić przez trzecią z rzędu kadencję. Przed niektórymi lokalami wyborczymi stoją kolejki.

Według danych Narodowego Biura Wyborczego frekwencja o godz. 11 wyniosła 29,93 proc.

Wśród głosujących, z którymi rozmawiała PAP, byli zarówno tacy, którym podoba się polityka obecnego rządu, jak i jej przeciwnicy. Budapeszt jest tradycyjnie bardziej lewicowy niż reszta kraju, co znalazło odbicie w wypowiedziach wyborców.

Z głosów tych, którzy zdecydowali się poprzeć koalicję rządzącą, wynikało, że przyniosła skutek intensywna kampania rządu skierowana przeciwko imigracji.

„Trzeba bronić kraju przed imigrantami. Nie zgadzam się z tym, żeby ich rozdzielać między państwa członkowskie Unii Europejskiej” – powiedział młody mężczyzna.

Około 30-letnia kobieta także przytaczała ten argument. „Nie chcę, żeby przyszli tu imigranci, dlatego zagłosowałam na Fidesz. Chociaż tak w ogóle nie jestem jego zwolenniczką. Gdyby nie sprawa imigracji, głosowałabym na Koalicję Demokratyczną, albo Węgierską Partię Socjalistyczną (MSZP), bo kiedy oni byli u władzy, lepiej się żyło biednym ludziom. Ja wychowuję jedno dziecko. Teraz łatwiej jest tylko tym, którzy mają więcej dzieci” - powiedziała.

Również mężczyzna w średnim wieku, który przyszedł do lokalu z dzieckiem w wózku, wypowiadał się przeciwko migracji, ale on z kolei doceniał rządowy program wsparcia rodzin. „Dla mnie jako człowieka z rodziną, chrześcijanina i osoby żyjącej w tradycyjnym związku małżeńskim, w dodatku mieszkającego w byłej dzielnicy żydowskiej jest bardzo ważne, żeby u władzy były partie, które popierają rodziny i zapobiegają temu, by na Węgrzech zachodziły procesy wzmacniające nastroje antychrześcijańskie i antyżydowskie. Ważne jest też to, by spadek ludności kraju hamować nie poprzez relokację migrantów, tylko wsparcie rodzin” - oznajmił.

Niektórzy podkreślali, że sytuacja na Węgrzech nie jest czarno-biała. Takiego zdania był młody człowiek czekający w kolejne do jednego z lokali wyborczych w VII dzielnicy.

„Są takie sfery, w których chciałbym zmian, i takie, w których moim zdaniem kierunek jest dobry. Uważam, że niedobre są działania rządu tworzące atmosferę ogólną – plakaty antyimigracyjne, itp. Kiedy przeprowadziłem się do Budapesztu, praktycznie na każdym rogu były demagogiczne plakaty, które mi się absolutnie nie podobają. Jest to robione za nasze pieniądze, a poza tym nie przynosi żadnej korzyści społecznej, a tylko niszczy społeczeństwo. Pozytywne są moim zdaniem ulgi rodzinne” - powiedział. Dodał jednak, że jego zdaniem negatywów jest więcej niż pozytywów i dlatego będzie głosować za zmianą. „Myślę, że zagłosuję na Gergelya Karacsonya (kandydata na premiera koalicji MSZP i partii Dialog - PAP)” - oznajmił.

Inny młody człowiek w tej samej kolejce także deklarował, że chce zmian. Pytany, co mu nie odpowiada, odparł: „Wszystko, ale najmniej sytuacja w służbie zdrowia. Sam w niej pracuję. Przede wszystkim chciałbym materialnych zmian, wyższych wynagrodzeń, więcej pracowników”.

Kobieta w średnim wieku podkreśliła, że próbowała śledzić kampanię wyborczą i obejrzała debatę kandydatów na premiera. „Bardzo mi się nie podobało, że obecny premier (Viktor Orban) nie wziął w niej udziału, a także to, że prawicowa i lewicowa opozycja bardzo się atakowały. Głosowałam na partię Polityka Może Być Inna”.

Za zmianami głosowała także inna kobieta. „Głosowałam za zmianami, bo jako Węgierka chcę mieszkać w Europie. Nawet jeśli większość moich rodaków zdecyduje, że woli kierować się w stronę Azji, i tak będę żyć jak Węgierka w Europie, najwyżej z wielkim bólem zmienię kraj zamieszkania. W kampanii wyborczej wszystko było jasne. Jeśli ktoś rządzi 8 lat, to trzeba patrzeć na wyniki – w oświacie, w służbie zdrowia, w infrastrukturze. Podczas kampanii nie usłyszeliśmy o tym od Fideszu ani słowa” – powiedziała PAP.

Jedna ze starszych pań wychodzących z lokalu wyborczego odniosła się do dziennikarki PAP z dużą niechęcia. „Niech się Polacy wstydzą, że przyjeżdżają popierać Orbana. To niedopuszczalne” – powiedziała.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Na Węgrzech trwają wybory