Na większe spadki jeszcze poczekamy

Adrian Boczkowski
opublikowano: 26-01-2010, 00:00

Balonu spekulacyjnego na GPW nie ma,

a do złamania

trendu wzrostowego

sporo brakuje

Solidne spadki z zeszłego tygodnia mogły dać początek kuli śnieżnej, ale tak się nie stało. Pogrożenie palcem przez amerykańskiego prezydenta największym instytucjom finansowym wywołało niepokój rynków, ale finansowi giganci od razu potulnie zapowiedzieli współpracę z Waszyngtonem. Początek sezonu wyników kwartalnych i ostatnie dane makro nie dały powodów do popsucia nastrojów, więc masowej i długotrwałej realizacji zysków trudno było się spodziewać. Czy ostatnia słabość rynków to okazja do zakupów? Tak sądzą na przykład londyńscy eksperci Credit Suisse. Ich zdaniem, zarówno zyski spółek, jak i dane makroekonomiczne będą wciąż pozytywnie zaskakiwać.

Dwuprocentowe osunięcia indeksów w USA dzień po dniu w miniony czwartek i piątek nie pozostały obojętne dla innych rynków, w tym polskiego. Powodów jest wiele, jak na przykład zachowanie proporcji regionalnych w globalnych portfelach (amerykańskie papiery to około połowy globalnego świata akcji) czy efekt psychologiczny (światowe giełdy chodzą z reguły w takt amerykańskich, więc wielu inwestorów nie analizuje sytuacji na lokalnych rynkach). Dlatego po 2 proc. w czwartek i piątek stracił m.in. Hang Seng z Hongkongu (zobacz wykres porównawczy obok). WIG i WIG20 tąpnęły o 2-2,5 proc. dopiero w piątek, ale to pozory względnej siły naszego parkietu.

Dla globalnych graczy, którzy patrzą przez pryzmat rozliczeń w USD, WIG20 stracił już w środę 2,3 proc. (w złotych się nie zmienił), w czwartek osunął się o kolejne 1,8 proc. (w złotych jedynie o 0,8 proc.), a w piątek — o dalsze 1,9 proc. Łącznie stracił więc 6 proc., podczas gdy główne światowe parkiety — o przynajmniej 1 pkt proc. mniej. Dlatego wczoraj WIG20 równał do średniej przy rosnącej wartości naszej waluty — podczas gdy zachodnie indeksy wahały się wokół zera, WIG20 zyskiwał w ciągu dnia około 1,5 proc. w USD i 0,5 proc. w złotych.

Czy to koniec korekty? W tej odsłonie raczej tak, ale kolejnych pretekstów do wyprzedaży akcji będzie na pewno sporo. Prognozowanie głębokości i czasu przyszłych spadków indeksów to jednak wróżenie z fusów. Dla inwestorów, a nie graczy, najważniejsze są dłuższe trendy rynku i fundamenty konkretnych spó- łek. Techniczne korekty oraz łapanie górek i dołków są znacznie mniej istotne. Dlatego powodem do rozstania się z akcjami powinno być dopiero załamanie trendu wzrostowego, a przejściowe korekty mogą okazać się dobrą okazją do kupowania papierów wyselekcjonowanych perełek, których wyceny właśnie się zniżyły. Kiedy inwestorzy powinni rozważyć czasowe zredukowanie pozycji?

Analiza średnich kroczących, które dobrze sprawdzają się do określania dłuższych trendów na giełdach, daje GPW spory zapas. Wiosną i latem zobaczyliśmy na wykresach krajowych indeksów tzw. złote krzyże, które były wyraźnym zwiastunem dalszych wzrostów. Aby obecnie powstały "krzyże śmierci" (na bazie średnich kroczących z 50 i 200 sesji), które pogrzebałyby trend wzrostowy, WIG musiałby szybko zniżyć się jeszcze o ponad 12 proc., do około 35,5 tys. pkt. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym dla długodystansowców powinno być jednak ewentualne przełamanie przez indeks szerokiego rynku bariery 39,1 tys. pkt. To obecna wartość średniej kroczącej ze stu ostatnich sesji. Linię tę WIG przebił na początku kwietnia i cały czas znajduje się ponad nią. Jeśli jednak indeks tąpnąłby o kolejne 4 proc., ryzyko załamania wzrostowej tendencji wyraźnie by wzrosło. 39 tys. pkt dla WIG i 2385 pkt dla WIG20 to poziomy graniczne także z analizy Bollingera (dolne wstęgi). Przy zbliżaniu się do nich powinien uaktywnić się rynkowy popyt.

Analiza fundamentów krajowych spółek wspiera kontynuację trendu wzrostowego. Rosną zyski spółek, a przedsiębiorstwa się rozwijają. Perspektywy eksportu w dłuższym okresie pogarsza wprawdzie zyskujący na wartości złoty (trend długoterminowy), ale na jego korzyść działa odradzający się popyt u naszych głównych partnerów handlowych i stopniowe hamowanie negatywnych tendencji na krajowym rynku pracy oraz w popycie wewnętrznym. Trudno twierdzić, że wyceny wszystkich spółek z GPW są już bardzo wysokie. Choć w pojedynczych przypadkach można tak powiedzieć, to wobec całego rynku absolutnie nie. Najlepszym dowodem na to jest przyjrzenie się wycenom wobec wartości aktywów netto (wartość księgowa jest dobrym odnośnikiem, bo nie waha się tak jak zyski). Wskaźnik C/WK dla szerokiego rynku wynosi obecnie 1,1. To nawet nieco mniej niż na początku minionej hossy (marzec 2003 r.). W szczycie hossy, w czerwcu 2007 r., C/WK przekraczał już 3,1. Przykładowo dla deweloperów różnica jest jeszcze większa — 0,7 wobec 5,44 (wybrane wskaźniki dla innych branż prezentujemy obok). Ryzyko erozji aktywów poprzez wysokie straty finansowe jest niskie, więc potencjał wzrostu kursów w kilka lat — bardzo wysoki.

Problem polega jednak na tym, że to amerykańskie indeksy wyznaczają kierunek innym, a nie odwrotnie (zobacz wykres obok). Rynki wschodzące, w tym polski, wykonują mocniejsze ruchy, ale jedynie na bardzo krótko potrafią obrać inny kierunek niż inwestorzy zza oceanu. Tymczasem tąpnięcie indeksów w USA pod koniec zeszłego tygodnia było najmocniejsze w całym dotychczasowym ich marszu do góry. SP 500 i DJIA otarły się już o stusesyjną średnią kroczącą. Dalekowschodni Hangseng, który jest barometrem dla rynków wschodzących, wyraźnie zszedł poniżej tego wsparcia. Choć w USA spółki są wciąż wyceniane poniżej historycznych średnich, a fundamenty gospodarki mają wciąż się poprawiać, to warto na bieżąco obserwować rynki. Załamanie trendu wzrostowego będzie można obwieścić jednak dopiero, gdy SP 500 szybko zszedłby poniżej 1010 pkt (brakuje do tego 9 proc.). W przeciwnym razie powinniśmy zobaczyć wzrostowe odbicie.

Trend obowiązuje, ale to

Ameryka wskaże kierunek

Przemysław Smoliński

analityk DM PKO BP

WIG20 wybił się dołem z krótkoterminowej konsolidacji. Pojawił się sygnał sprzedaży o minimalnym zasięgu wyznaczonym na 2300 punktów. Choć na razie jest jeszcze za wcześnie, by mówić o odwróceniu trendu, to jednak należy być przygotowanym, że w pesymistycznym scenariuszu indeks blue chipów może w średnim terminie zniżkować nawet poniżej 2000 pkt.

Kluczowe będzie jednak to, jak potoczą się notowania na amerykańskim rynku. Tam zachowanie indeksów na ostatnich sesjach nie napawa optymizmem. Najbliższe wsparcie dla SP 500 stanowi strefa 1080- -1085 pkt. Jednak prawdopodobnie spadki będą silniejsze i indeks zejdzie albo w okolicę 1040, albo wręcz poniżej 1000 pkt.

WIG20 nie spadnie poniżej 2200 pkt

Maciej Bobrowski

dyrektor działu analiz Beskidzkiego Domu Maklerskiego

Najbliższe wsparcie dla indeksu WIG20 to 2380-2400 pkt. Zejście poniżej będzie wyraźnym sygnałem do głębszej korekty w średnim terminie. Jednak nie spodziewam się, by indeks blue chipów spadł poniżej 2200 pkt. Generalnie ten rok w naszej ocenie nie będzie już tak udany dla posiadaczy akcji jak 2009 r. Nie spodziewamy się, by WIG20 zanotował taką stopę zwrotu, jak w minionym roku. Uważamy, że ten rok będzie dużo spokojniejszy niż miniony i nie zakładamy tak silnych rajdów — zarówno w dół, jak i w górę — jak miało to miejsce w ostatnich miesiącach. Maksymalną wartość WIG20 na 2010 r. prognozujemy na 2700 pkt. Ten rok dla wielu spółek nie będzie istotnie lepszy niż ubiegły pod względem wyników. Dlatego trudno spodziewać się, by ich papiery osiągały podobne stopy zwrotu jak w zeszłym roku, kiedy to inwestorzy dyskontowali już przyszłą poprawę. Już teraz wiele spółek jest notowanych z dużą premią.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane