Na zakazie handlu pracownicy stracą więcej niż firmy

ZBIGNIEW INGLOT prezes firmy Inglot
opublikowano: 18-05-2017, 22:00

Zakaz handlu w niedzielę nieprzerwanie budzi emocje wśród wszystkich detalistów.

Dotychczas głośno wypowiadali się w sprawie przedstawiciele gastronomii czy sektora odzieżowego, ale też branża kosmetyczna może mieć sporo do stracenia. Paradoksalnie najwięcej stracą jednak nie przedsiębiorcy, ale pracownicy.

Zakaz handlu to mniej etatów. W handlu detalicznym już dawno skończyły się czasy kolejek do kas. Etaty „z niedziel” nie będą zatem potrzebne w pozostałe dni tygodnia. Ci, którzy stracą pracę, nie znajdą jej łatwo w innych miejscach, bo w podobnej sytuacji będzie ogromna liczba firm. Ucierpią zwłaszcza studenci i młodzi ludzie, którzy mają w weekend więcej czasu i chcą go wykorzystać na zarobienie pieniędzy.

Zakaz handlu to zachęta do zakupów poza Polską. Wiele przygranicznych miejscowości żyje z handlu z sąsiadami. Widać to również u nas w Przemyślu, gdzie istnieją firmy rozwijające się głównie dzięki obsłudze cudzoziemców zza pobliskiej granicy. Podobnie jest również na zachodzie Polski. Dodatkowo, ruch generują turyści — przyjeżdżający i my jako turyści powracający z wyjazdów. Przy dzisiejszych częstych podróżach zakupy na kolejny dzień będziemy robić częściowo w miejscu wyjazdu czy wylotu, skoro po przyjeździe nie będziemy w stanie zaopatrzyć się na miejscu.

Zakaz handlu to też uprzywilejowanie m.in. stacji benzynowych, które mają być otwarte w niedzielę, a dziś już nie sposób znaleźć takich, które handlują tylko benzyną. To tu będą się więc pojawiać klienci, którym zabrakło części produktów spożywczych. Choć logika wskazywałaby, że skoro Polacy mają — zgodnie z wolą twórców projektu ustawy — robić zapasy żywności na niedzielę, to równie dobrze można by im nakazać robić zapasy benzyny… i zamknąć stacje.

Zakaz handlu to narzucanie sposobu życia. Grupa obywateli, która zebrała odpowiednią liczbę podpisów, chce zdecydować o tym, jak pozostali (m.in. osoby różnych wyznań czy o różnych przyzwyczajeniach) będą mogli (czy też jak nie będą mogli) wykorzystać swój czas w niedzielę. Wśród nich są osoby, które w tygodniu pracują na tyle ciężko, że zakupy odkładają na niedzielę, bo wtedy mogą je zrobić bez większego pośpiechu.

Zakaz handlu obowiązuje w niektórych krajach. To fakt. Na każdy przykład jego obowiązywania jestem w stanie wymienić wiele miejsc, w których go nie ma. Niemcy i Włochy są w tym kontekście wymienianejako wzory. My jesteśmy obecni w 80 krajach na świecie. W żadnym z nich nie widziałem korelacji między dniami wolnymi od handlu a efektywnością gospodarki i — co również bardzo ważne w tym kontekście — zadowoleniem mieszkańców z życia.

I w końcu najważniejsze pytanie: czy zakaz handlu w niedzielę osłabi nasz biznes? Skutki trudno przewidzieć, jednak myślę, że mimo wszystko damy sobie radę. Poza sklepami w Polsce mamy ponad 500 punktów sprzedaży za granicą. Tak międzynarodowo zdywersyfikowana sieć sprzedaży pozwoli nam złagodzić skutki proponowanego zakazu.

Żałuję, że do dyskusji na ten temat nie zostali zaproszeni przedsiębiorcy, którzy mają podpisane na kilka lat umowy najmu lokali z centrami handlowymi. Podsumowując, należałoby się zatem zastanowić, czy nie szukać innych rozwiązań, jak skrócenie czasu pracy lub zatrudnianie w niedzielę na zasadach całkowitej dobrowolności ze strony pracownika.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ZBIGNIEW INGLOT prezes firmy Inglot

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu