Nad Wisłą kolejna sesja zmarnowanych szans

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 18-04-2008, 00:00

Mija tydzień od panicznej przeceny, którą wywołały fatalne kwartalne wyniki koncernu General Electric. Nurkujące amerykańskie indeksy pociągnęły za sobą rynki całego świata, a warszawscy inwestorzy boleśnie odczuli skutki tej korekty.

Teraz mogą czuć się szczególnie rozżaleni, patrząc na rosnącą dysproporcję między indeksami GPW a ich zagranicznymi odpowiednikami. Pierwsze sesje tygodnia przyniosły odbudowę popytu na rynku amerykańskim. Kulminacją tego procesu była duża zwyżka w środę, po której notowania na Wall Street wróciły do poziomu sprzed piątkowego załamania.

Tymczasem warszawski rynek wciąż nie potrafi otrząsnąć się z pesymizmu, a Wig20 znajduje się prawie 5 proc. poniżej kwietniowego szczytu. Wyczerpani długą konsolidacją inwestorzy przestali reagować na pozytywne sygnały z zewnątrz i czekają, aż na rynkach zagranicznych ukształtuje się wyraźniejszy trend. Ponieważ strach jest emocją silniejszą od nadziei, łatwiej przychodzi im podjąć decyzję o sprzedaży niż o kupnie.

Środowy pokaz siły popytu za oceanem wydawał się idealnym pretekstem do wyrwania GPW z marazmu, ale znane już lokalne powody zapobiegły realizacji wzrostowego scenariusza. Chociaż rynek terminowy sugerował rano kontynuację zwyżki za oceanem dzięki doskonałym wynikom IBM, warszawscy gracze wietrzyli korektę, nie wierząc w możliwość dłuższej serii wzrostowej w Nowym Jorku.

Jak myśleli, tak grali, kupując akcje ostrożnie i trzymając palec na spuście w razie pogorszenia nastrojów za granicą. Gdy po chwili zagraniczne indeksy zaczęły słabnąć, w Warszawie wygrała podaż. Indeksy zanurkowały pod kreskę i nie udało im się nad nią wrócić.

Powodem ochłodzenia nastrojów były dość cierpkie informacje ze spółek. Mocno potaniały papiery Nokii po obniżeniu prognozy wzrostu sprzedaży, a Merrill Lynch i Pfizer rozczarowały słabymi wynikami. Na szczęście dane makro z USA nie sprawiły nieprzyjemnej niespodzianki, choć nie były też idealne. Spadł wyraźnie wskaźnik koniunktury przemysłowej w rejonie Filadelfii. Rynek jest teraz jednak wyrozumiały i łatwo wybacza gospodarce mniejsze potknięcia, licząc na jej odrodzenie w drugim półroczu.

Mimo spokojnego otwarcia sesji w USA indeksy GPW zakończyły dzień niewielką stratą, co należy uznać za zdecydowaną porażkę. Obroty wyniosły 1 mld zł, co sugeruje dalszy brak zainteresowania akcjami. Najlepiej wypadły spółki surowcowe, a na drugim biegunie znalazły się banki.

Co dalej?

Między barierami

Od dłuższego czasu Wig20 waha się w szerokim, około 300-punktowym przedziale. Dopóki nie pokona wyraźnie poziomu 2700 lub 3000 pkt, nie może być mowy o nowym trendzie. W świetle ostatnich wydarzeń wydaje się jednak, że nadal bardziej prawdopodobne jest przebicie górnej bariery niż wyjście dołem.

Włodzimierz Uniszewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu