Nadal jest źle

Anna Bytniewska
03-10-2003, 00:00

Po ośmiu miesiącach spada sprzedaż cementu. Z pomocą śpieszy resort gospodarki.

Nie widać ożywienia w budownictwie — kole zamachowym gospodarki. Taką opinię wydała branża cementowa i nie jest ona, niestety, bezpodstawna. Producenci liczyli na to, że koniec 2003 r. będzie okresem hossy na rynku. Tymczasem sprzedaż po ośmiu miesiącach tego roku spadła o 6,5 proc. w stosunku do analogicznego okresu 2002 r.

— Wrześniowa sprzedaż ukształtuje się najwyżej na podobnym poziomie jak w ubiegłym roku. Cały rok zakończy się zużyciem sięgającym 10,6-10,8 mln ton. To oznacza, że wróciliśmy do poziomu konsumpcji z 1995 r. Gdyby sprawdziły się dawne prognozy, powinno to być nawet 14-15 mln ton — mówi Andrzej Balcerek, prezes Górażdże Cement, wiceprzewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Producentów Cementu i Wapna.

Powodem mniejszego zużycia cementu jest nie tylko mniejszy popyt na krajowym rynku, ale także narastający lawinowo import z Białorusi. Po sześciu miesiącach 2003 r. wyniósł on już 350 tys. ton, podczas gdy przez cały 2002 r. sprowadzono do Polski 465 tys. ton.

— W najbliższych dniach spodziewamy się decyzji resortu gospodarki w sprawie ograniczenia importu białoruskiego cementu — twierdzi Andrzej Balcerek.

Resort gospodarki już zdecydował o tym, że import białoruskiego cementu będzie zahamowany.

— Jeszcze w tym miesiącu wprowadzimy uregulowania, które zatrzymają napływ cementu z Białorusi na poziomie ubiegłorocznym, czyli 465 tys. ton — mówi Wiesław Karsz, dyrektor Departamentu Postępowań Ochronnych Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej.

Ta wielkość raczej nie usatysfakcjonuje producentów cementu.

— Aby import nam nie zagrażał, powinien wynieść maksymalnie 200-250 tys. ton cementu rocznie — twierdzi Andrzej Balcerek.

Producenci cementu próbują radzić sobie na kurczącym się rynku przede wszystkim ograniczając koszty, ale nie tylko. Zaostrza się walka o rynek.

— Z roku na rok spadają ceny cementu, ale nie można jeszcze mówić o wojnie cenowej. Sytuacja jednak jest na tyle trudna, iż niewykluczone, że będzie następowało wyłączanie kolejnych pieców i młynów w cementowniach — mówi Andrzej Balcerek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nadal jest źle