Nadchodzi sezon polowań na sztukę

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 19-08-2015, 22:00

Rynek sztuki zwykle budzi się we wrześniu. Jedni kolekcjonerzy wystawiają wtedy swoje trofea na sprzedaż, a inni wyruszają na wieczorne łowy.

Pod koniec czerwca jeden z mieszkańców Szkocji ogłosił, że na poddaszu, w starej aktówce ojca, który był rosyjskim żołnierzem, odnalazł zwinięte w rulon płótno Picassa. Kubistyczny obraz, który osłonięty był jeszcze jakąś torbą z niemieckimi napisami i kilkoma stronami radzieckich gazet, trafił do londyńskiego zespołu badającego autentyczność w Christie’s. Strych ogólnie zawsze dobrze jest pod tym kątem przejrzeć, ale jeśli nie znajdziemy na nim nawet mających antykwaryczną wartość gazet, pozostaje nam tylko rozeznać ofertę, która czekać będzie na nas pod koniec lata. Żeby jednak w nowym sezonie łowieckim udało nam się coś upolować, dobrze wpaść na jakiś trop trochę wcześniej, bo miejsc, gdzie sztuka może się ukrywać, jest naprawdę sporo.

Tegoroczne targi Art Basel zgromadziły w Bazylei zarówno wystawców z najbardziej liczących się galerii na świecie, jak i nielicznych przedstawicieli z Polski.
Zobacz więcej

TARGI RÓŻNOŚCI:

Tegoroczne targi Art Basel zgromadziły w Bazylei zarówno wystawców z najbardziej liczących się galerii na świecie, jak i nielicznych przedstawicieli z Polski. ART BASEL

Kto da więcej

Chociaż domy aukcyjne odpowiadają w rzeczywistości za znaczną część rynkowego obrotu, mechanizm samej licytacji nie jest powszechnie zbyt dobrze znany — zdarza się, że obawiamy się płacenia wadium, nie jesteśmy pewni co do wysokości prowizji czy zwyczajnie nie lubimy się pojedynkować. Pierwszym wrażeniem nie powinniśmy się jednak zrażać, bo regulaminy dostępne są zazwyczaj na stronach internetowych, a zaznajomienie się z ich treścią nie zajmuje raczej dużo czasu.

Ogólna zasada tego modelu jest natomiast taka, że licytowanie już z samej definicji polega na podbijaniu ceny, co w niektórych przypadkach może przynieść nawet klientom korzyść. W związku z tym, że właściciele obiektów liczą na najwyższy zarobek, domom aukcyjnym dużo łatwiej jest pozyskiwać z rynku lepsze prace, chociaż zaznaczyć trzeba, że wystawiając obraz na aukcję, trzeba liczyć się z ryzykiem sprzedania po niskiej cenie wywoławczej.

Zanim stawimy się na wieczorną licytację, warto też obejrzeć pracę nie tylko w katalogu, ale również na przedaukcyjnej wystawie — a jeśli zdarzy nam się zapomnieć w ogóle o tej dacie, nie trzeba wygaszać łowieckiego instynktu, tylko przyjrzeć się tzw. ofercie poaukcyjnej. W gąszczu niesprzedanych dzieł sztuki też można coś upolować, ale w tym przypadku również liczyć trzeba się z prowizją.

Wytyczoną ścieżką

Tropicielom na rynku sztuki sprzyjać mogą też galernicy, pod warunkiem że relacje budować będziemy tylko z tymi o niezachwianej reputacji. Zdecydowaną przewagą transakcji zawieranych w ten sposób jest to, że cena nie musi być jawna — jeśli więc później będziemy chcieli taki obraz sprzedać, w ustalaniu stawki nie będzie nas krępowała poprzednia wartość. Ceny w galeriach często się też negocjuje, a cały proces nie przebiega tak błyskawicznie, jak podczas licytacji, szczególnie jeśli galernik nie ma jeszcze tego, co nas interesuje i będzie dopiero czegoś takiego szukał. Na rynku sztuki najnowszej galerie reprezentują często artystów na wyłączność, co znacznie ułatwia kolekcjonowanie, chociaż jednocześnie jest też trochę wbrew myśliwskiej idei, bo teren, do którego zawęzić można poszukiwania, jest i zagrodzony, i mały.

Monet na targu

Określenie „targi sztuki” kojarzyć mogłoby się z okazyjnymi zakupami i taniością, ale byłoby to chyba najmniej właściwe połączenie z możliwych, dlatego że oferenci wystawiają na swoich stoiskach z reguły to, co mają najwyższej jakości. Uczestniczenie w rodzimych targach nie jest jeszcze zbyt często możliwe, ale poświęcenie jakiegoś niedzielnego popołudnia na obejście chociaż części stanowisk warszawskich dawać może dużo okazji do branżowych rozmów.

W taki sposób poznać można wystawców z różnych stron i dowiedzieć się, jakie galerie warto w przyszłości odwiedzić, o ile od razu nie dokonamy zakupu na miejscu. Warszawskich targów nie należy jednak porównywać do zagranicznych, bo poza samym zamysłem trudno właściwie znaleźć jakiś mianownik — w Bazylei, Kolonii, Londynie czy Nowym Jorku wystawiane są najdroższe na świecie prace, a w pierwszych kilku godzinach zawiera się transakcje na setki milionów dolarów.

Mimo to, trzymając się lokalnej skali, nie powinno się ograniczać poszukiwań wyłącznie do oferty polskich galerii czy domów aukcyjnych, szczególnie że w większości znaczących zagranicznych licytacji można wziąć udział telefonicznie albo przez internet. Zaufania nie warto mieć tylko do wystawców na powszechnych portalach aukcyjnych, gdzie między zużytą kurtką a nową ładowarką zdarza się też mniej lub bardziej oryginalna twórczość.

Ryzyko byłoby wtedy nawet wyższe, niż jeśli zaopatrywalibyśmy się w sztukę na ulicznym bazarze, chociaż wokół pchlich targów krążą od czasu do czasu krzepiące opowieści o znalezionym przypadkiem dziele muzealnej klasy. Trudno jednak liczyć, że zbudujemy kolekcję dzięki tak fortunnym przypadkom, zwłaszcza że do każdej takiej historii znaleźć można szybko jakąś znacznie mniej budującą. W tym samym miesiącu, kiedy na strychu odnalazł się zakurzony obraz Picassa, na którymś ze śmietników wylądowała warta 10 tys. USD instalacja. Pracownik miejskich służb potraktował w ten sposób stojącą na zewnątrz drewnianą ławkę, na której umieszczony został kawałek sztucznej trawki — kolekcjonerom pozostaje wierzyć, że musiał to być jakiś protest, bo zupełny zbieg okoliczności byłby chyba zbyt wymowny.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy