Nadmierny optymizm jest zagrożeniem dla hossy

Piotr Kuczyński
26-05-2003, 00:00

Optymizm inwestorów jest zaraźliwy. Nawet ja — zdeklarowany w długim terminie niedźwiedź — piszę, że rynek może w tym roku zachowywać się przyzwoicie. To powinno niepokoić.

Z Ameryki

sy mocno spadły. Najważniejszym tematem był słaby dolar i możliwość wejścia amerykańskiej gospodarki w deflację. Jeśli sytuacja będzie się rozwijała tak jak na wykresie obrazującym cykl deflacyjny — to znajdujemy się jeszcze daleko od jego zakończenia. Przed nami jeszcze dewaluacje walut różnych krajów w celu zwiększenia atrakcyjności eksportu, wojny handlowe, a w końcu, bankructwa spółek. Wygląda to groźnie. Nic więc dziwnego, że Fed zrobi wszystko, żeby tego uniknąć. Jednak szanse ma na to małe.

Podczas spotkania ministrów finansów grupy G-7, sekretarz skarbu USA powiedział, że osłabienie dolara w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy jest „całkiem umiarkowane”. Takie stanowisko praktycznie poparł Alan Greenspan twierdząc, że rząd powinien mówić w tej sprawie jednym głosem. W ten sposób doprowadzi się do załamania eksportu europejskiego i azjatyckiego, co musi obniżyć PKB w tych krajach, zmniejszyć w nich — i tak słaby — popyt wewnętrzny oraz zwiększyć bezrobocie i zapotrzebowanie na import. Kto więc ma kupować te duże ilości amerykańskich, tanich, produktów? I jeszcze jedno. O od połowy 2001 r. dolar osłabł o 40 proc. w stosunku do euro i jak pomogło to amerykańskiemu eksportowi?

W USA krążyła pogłoska, że Fed może obciąć stopy o 50 pkt przed posiedzeniem FOMC (24-25.06), co dodatkowo osłabiało dolara. Wystąpienie szefa Fed wydaje się jednak chwilowo taką możliwość wykluczać. Alan Greenspan oczekuje ożywienia gospodarczego, w umiarkowany sposób obawia się deflacji i twierdzi, że jeśli nawet ona się pojawi, to ma on narzędzia, żeby ją zwalczyć. Uważam, że może jedynie przedłużyć agonię. Generalnie można powiedzieć, że w tej chwili Fed stosuje politykę „pożyjemy, zobaczymy”. Stanowisko banku, w zależności od następnych danych makro może się więc zmieniać.

Spójrzmy w tym kontekście na międzyrynkową analizę techniczną (MAT). Wspominałem już, że jesteśmy blisko szczytu, a załamanie na rynku obligacji poprzedzi załamanie na rynku akcji. Warto jednak zauważyć, że między tymi wydarzeniami powinien być kontynuowany okres wzrostu cen akcji. Będzie to rezultat przechodzenia z rynku obligacji w akcje w nadziei na ożywienie gospodarcze. Ponieważ są to procesy długotrwałe, to zaczynam przypuszczać, że powrotu do rynku niedźwiedzia przez dłuższy czas nie będzie.

Wydaje się, że obecny rok —przynajmniej w części — może być niezły, jeśli wszystkiego nie zmienią ataki terrorystyczne albo załamanie dolara. W to, że rozpoczęła się fala takich ataków nikt już chyba nie wątpi. To było do przewidzenia i chyba tylko prezydent Bush i jego administracja mogli być tak naiwni żeby twierdzić, że wygrana wojna z Irakiem przyhamuje terroryzm. W USA i krajach sojuszniczych, Wielkiej Brytanii i Australii podniesiono poziom zagrożenia terrorystycznego — ale nie u nas, nasz kraj jest podobno oazą spokoju. Moim zdaniem, szykuje się jednak coś poważnego na terytorium krajów tworzących antyiracką koalicję.

Obecny tydzień będzie specyficzny, bo w poniedziałek giełdy nie pracują. Jednak nie zabraknie w nim danych makro. Zobaczymy jak zmieniło się nastawienie konsumentów w maju. Pokaże to zarówno indeks zaufania konsumentów, jak i zweryfikowany indeks nastroju Uniwersytetu Michigan oraz dane o wydatkach i przychodach Amerykanów. Nowe informacje z rynku nieruchomości pokażą czy w tym sektorze trwa hossa. Istotne będą również dane o PKB w pierwszym kwartale. W piątek dowiemy się, co zmieniło się w maju w gospodarce (Chicago PMI). To będą dane majowe, więc nie będzie można mówić, że nie ma w nich skutków zakończenia wojny z Irakiem. Jest małe „ale”. Złe dane mogą — po początkowej negatywnej reakcji — wywołać grę pod obniżkę stóp.

W czwartek rynki ruszyły do góry zachęcone prognozami National Association for Business Economics. Może i nie byłoby w tym nic dziwnego, ale ta prognoza była bardzo wątpliwej jakości zachętą do kupna akcji. Trzy miesiące temu mówiono o wzroście PKB w 2003 r. o 2,7 proc., a teraz prognozy obniżono do 2,3 proc. Pozytywne jest tylko to, że prognozuje się wzrost w 2004 r. na poziomie 3,6 proc. Tak odległe prognozy są kompletnie bez znaczenia, a pozytywna reakcja inwestorów potwierdza jedynie panujący obecnie hurraoptymizm. I ten niezwykły optymizm jest najbardziej niepokojący. Ilość byków ciągle powyżej 60 proc., indeks VIX poniżej 20... Nawet ja —zdeklarowany w długim terminie niedźwiedź — piszę, że rynek powinien w tym roku zachowywać się przyzwoicie. W dłuższej perspektywie są to bardzo niepokojące sygnały.

Na indeksie S&P 500 można wyrysować rosnący klin, z którego indeks w tym tygodniu wyszedł. Teoria mówi, że sprowadzi to S&P 500 przynajmniej do poziomu 800 pkt. Wszystko wskazuje na to, że powinniśmy mieć do czynienia z cyklicznym spadkiem indeksów. Tyle, że nie widzę na razie katalizatora dla takich spadków. Dobre dane przedłużą optymizm, złe rozbudza nadzieję na obniżkę stóp. Wydaje się, że jedynie geopolityka (ataki terrorystyczne), albo rynek walutowy mogą wywołać w tym tygodniu duże spadki.

Z Polski

Nasz rynek na tle światowych zachowywał się znakomicie. Dane makro są nadal bardzo obiecujące. Mocno wzrosła dynamika produkcji przemysłowej. To już kolejny wzrost i widać wyraźnie, że nasz eksport doskonale sobie radzi w trudnych warunkach. Ciągle pozostaje jednak to samo pytanie: jak długo jeszcze? Jeśli zaczną się wojny cenowe, to skończy się przysłowiowe „eldorado”. Znacznie wzrosła sprzedaż detaliczna w kwietniu. Spadło nieznacznie bezrobocie, ale to może być czynnik sezonowy. Warto zauważyć, że według CBOS, poprawiły się nastroje społeczne — to taki nasz indeks nastroju konsumentów. Ożywienie gospodarcze trwa, ale to, czy będzie trwałe zależy od tego, co wydarzy się w gospodarkach Eurolandu w drugiej połowie roku.

Smuci mnie bardzo postawa Europejskiego Banku Centralnego. Mało, że spóźnia się z obniżkami stóp, walcząc nie z tym wrogiem z którym trzeba (inflacja), to jeszcze jego członkowie są całkowicie pewni, że postępują właściwie. To taka specyfika europejskiej bankowości. Prezes ECB twierdzi, że spodziewa się poprawy sytuacji w Eurolandzie w tym roku. Z kolei członek rady banku, E. Welteke, nie widzi żadnych oznak deflacji w Niemczech i Europie, a inny członek rady, T. Padoa-Schioppa, uważa, że Europa musi przywyknąć do normalnych fluktuacji na rynku walutowym i nie wiązać nadziei na ożywienie ze słabą walutą. Według mnie, to objaw krótkowzroczności.

Zupełnie inaczej sytuację widzą naukowcy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Reuters poinformował, że główny ekonomista niemieckiego instytutu DIW stwierdził, że zgadza się z MFW, który ostrzegł, że Niemcy mogą niedługo stanąć w obliczu deflacji (recesja trwa – PKB spadł). Uważam, że naukowcy mają rację. Deflacja jest groźna, szczególnie dla Niemiec, a jeśli tam się pojawi to przeniesie się na cały Euroland. Dlatego też szybkie i duże obniżki stóp są konieczne, a poza tym niezbędne są wyjątkowe posunięcia w Niemczech oraz w stosunku do naszego zachodniego sąsiada.

Myślę, że nadchodzi pora na wzmocnienie się złotego w stosunku do euro. O dolarze nie wspominając. W idealnym przypadku, kiedy zachodzi równość fal A i C euro powinno na dnie korekty kosztować nieco powyżej 4,10 zł. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, jeśli weźmie się pod uwagę oczekiwania na wejście Polski do UE. Nawiasem mówiąc, w naszym katolickim społeczeństwie, słowa papieża niewątpliwie poważnie zwiększają szansę udanego referendum. Roma locuta causa finita. W kontekście zachowania rynku walutowego istnieje olbrzymia pokusa zarobienia dwa razy. Wyobraźmy sobie, ze kapitał spekulacyjny wchodzi w akcje na osłabieniu złotego, prowadzi je do góry, złoty się wzmacnia przed wejściem do UE, potem mamy realizację zysków na akcjach i opuszczenie naszego kraju. Fundusze, które chciałby rozpocząć taką grę, a wydaje się, że tak właśnie jest, zarobiłyby na kursach akcji i na walucie. Pokusa warta grzechu. Jest jeszcze jedne element — hossa na rynku obligacji. Ten rynek jest zdecydowanie bardziej płynny niż giełdowy (obroty liczone są w miliardach złotych) i tam idą kapitały z zagranicy. Zapewne część tych kapitałów trafiła na rynek akcji. Ciekawy będzie moment (pewnie po czerwcowym posiedzeniu RPP), kiedy nastąpi realizacja zysków. Jest szansa, żeby część kapitałów przeszła wtedy na rynek akcji.

Rozpoczynający się tydzień jest interesujący, bo w poniedziałek mamy święto w USA i Wielkiej Brytanii, a to ogranicza aktywność inwestorów na giełdach europejskich. Istotne wydarzenie będzie miało miejsce we wtorek. Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnie, czy Zgromadzenie Narodowe będzie mogło podjąć decyzję o wstąpieniu Polski do UE, gdyby w referendum nie było wymaganej frekwencji. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby TK wykluczył taką możliwość. Gdyby jednak tak się stało, to sytuacja zrobiłaby się nieciekawa, a rynek akcji czekałyby niemiłe chwile. Odbędzie się również posiedzenie RPP (27-28.05). Zakładam, że stopy zostaną obniżone.

Jak można było oczekiwać, decyzje odnośnie planu naprawy finansów publicznych rząd podejmie dopiero po referendum. Wszystko jest odkładane na „po referendum”. Nie tylko reforma finansów, ale i walki partyjne. Należy obawiać się, że właśnie po referendum otworzy się prawdziwa puszka Pandory. Jeśli więc indeksy maja rosnąć to powinny przed głosowaniem.

Gdyby zarówno TK, jak i RPP nie zawiodły pokładanych w nich nadziei, a na giełdach światowych nie doszło do poważnych zawirowań wywołanych następnymi atakami terrorystycznymi czy sytuacją na rynku walutowym, to nasz rynek powinien nadal utrzymywać trend wzrostowy. Jest tylko jeden problem. Bardzo nie podoba mi się odczyt indeksu WIGOMETR. Pokazuje on, że jest 57proc. byków i tylko 17 proc. niedźwiedzi. To dzwonek alarmowy. Oznacza to, że większość inwestorów jest „w akcjach” i czeka na wzrosty. W krótkim życiu tego wskaźnika zawsze następny tydzień był spadkowy. Jak to skorelować z optymistycznym wyglądem indeksów i dobrym zachowaniem rynku? Może początek tygodnia będzie mocno wzrostowy (fala 5), a potem rozpocznie się korekta? Takie rozwiązanie byłoby najbardziej logiczne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Nadmierny optymizm jest zagrożeniem dla hossy