Nadużycie flagi pomogło marce

Marcin Złoch
20-04-2005, 00:00

Prezes Maxdaty, niemieckiej firmy produkującej monitory Belinea i pecety, opowiada o wynikach polskiego oddziału i zaangażowaniu w sponsoring.

„PB”: Niemiecka Maxdata na polskim rynku działa od niedawna, ale obecność firmy jest wyraźnie dostrzegalna w branżowych zestawieniach. Oddział rozwija się zgodnie z przyjętymi planami?

Jurgen Renz: Rozpoczęliśmy działalność w Polsce we wrześniu 2002 r. W 2003 r. sprzedaż produktów osiągnęła poziom 21,4 mln EUR. W minionym roku wartość sprzedaży wzrosła w stosunku do 2003 r. o 71 proc. i wyniosła 36,6 mln EUR. Motorem wzrostu okazały się monitory Belinea — udało nam się sprzedać ponad 58 tys. sztuk, z czego ponad 30 tys. to urządzenia 17- -calowe. Po nich największym zainteresowaniem cieszyły się notebooki, a dalej pecety i serwery. Polska jest dla mnie, z punktu widzenia centrali, interesującym rynkiem, tu odnotowujemy największy w regionie wzrost przychodów.

Maxdata w 2004 r. w segmencie 15- -calowych monitorów LCD pierwsza na rynku przełamała barierę cenową, proponując klientom urządzenia za mniej niż tysiąc złotych. Nie boi się pan, że wojna cenowa wpłynie na pogorszenie wyników w przyszłości?

Staramy się nie przyciągać klientów wyłącznie ceną, jednak nie można ukrywać, że jest ona istotna dla nabywców. Dlatego też w naszym portfolio znajdują się komputery z procesorami AMD lub systemem operacyjnym Linux. Według niezależnych instytucji badawczych, jesteśmy największym europejskim producentem komputerów — a to oznacza możliwości elastycznego podejścia do cen. O wyniki w przyszłości jestem spokojny. Tegoroczny I kwartał był bardzo dobry — sprzedaliśmy tyle monitorów, co w pierwszej połowie 2004 r.

Wcześniej, przed objęciem kierownictwa Maxdaty, pracował pan także w firmach produkujących komputery, np. w IBM, gdzie odpowiadał pan za komputery osobiste. Czy nie szkoda panu, że ta firma odsprzedała dział komputerów osobistych i nie będzie już produkować pecetów — porzucono niejako pana dziecko. Czy może to mieć wpływ na pozycję Maxdaty na rynku?

Nie komentuję posunięć konkurentów, ale myślę, że wielu kupujących przyjdzie na zakupy do nas. Wcześniej kupowali urządzenia IBM, bo ogólnoświatowa marka dawała poczucie bezpieczeństwa. Teraz ten argument upadł, zaczęto postrzegać nas jako alternatywę.

Odebrał pan nagrodę sponsora programu „Internet w szkołach — Projekt Prezydenta RP”. Jak dużo trzeba ofiarować, aby zasłużyć na ten tytuł?

Prezydencka inicjatywa „Internet w szkołach” ma na celu popularyzację nowych technologii wśród młodzieży szkolnej i akademickiej. W ramach programu sponsorowaliśmy kilka pracowni, a dodatkowo — samodzielnie — dwie szkoły. Dotychczas przekazaliśmy uczniom sprzęt o wartości 250 tys. zł. W liczbach bezwzględnych przekłada się to na 300 monitorów, 50 komputerów osobistych i kilkanaście notebooków.

Czy tego typu sponsoring wyróżnia nasz kraj?

Oczywiście, że nie! W wielu europejskich krajach funkcjonują podobne programy, chociaż w Polsce nasze zaangażowanie jest największe.

Oprócz wyposażania pracowni komputerowych, firma stara się zyskać popularność także dzięki obecności w sporcie. Czy niedawna wpadka z flagą startową Adama Małysza wzbogaconą o emblemat Maxdaty nie zepsuła nieco wizerunku firmy?

Paradoksalnie było odwrotnie. Znajomość marki wzrosła, nie zauważyliśmy także spadku sprzedaży. Na Zachodzie zdarzają się takie, kontrowersyjne dla Polaków, działania marketingowe. Ale mogę obiecać, że to się już nie powtórzy. Współpracująca z nami firma okazała się nadgorliwa. Nie mogąc wywiązać się z wszystkich warunków kontraktu sponsorskiego, zaproponowała coś innego — coś od siebie, bez porozumienia z nami. Flaga startowa miała być cała biała —niestety, partnerzy przedobrzyli. Proponowano różne flagi startowe z napisem Maxdata, ale zanim daliśmy jakąkolwiek odpowiedź — trener już tą machnął.

Maxdata skupia się na działaniach sponsorskich w kręgu sportów zimowych. W Niemczech oprócz skoków stawiacie na biatlon. A pan woli sporty letnie czy zimowe?

Bardzo lubię narty i snowboard. Do Warszawy przyjechałem wprost ze stoku.

Stąd opalenizna?

Oczywiście!

Czy niemiecka firma pomaga w zorganizowaniu piłkarskich mistrzostw świata, które będą prowadzone na niemieckich stadionach?

Niestety, nie. Chociaż wydajemy na współpracę ze sportowcami kilkanaście milionów euro rocznie, to wymagany przez organizatorów poziom zaangażowania w ogólnoświatową imprezę okazał się dla nas zbyt wysoki...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Złoch

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Technologie / Nadużycie flagi pomogło marce