Nadzór już namierza giełdowego proroka

Andrzej Stec
13-02-2009, 00:00

Gruba ryba, która otworzyła

Gruba ryba, która otworzyła

lub powiększyła w środę

krótką pozycję na rynku

terminowym, miała rację.

Zarabia krocie.

Do gry weszła KNF.

Majstersztyk — tak maklerzy komentują końcówkę środowej sesji. Ktoś podbił rynek akcji, a prorok (chyba z zagranicy) na potęgę wystawiał w tym czasie kontrakty. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) identyfikuje zleceniodawców.

KNF na tropie

Pesymista miał najwyraźniej rację, otwierając w środę krótką pozycję na rynku kontraktów terminowych na indeks WIG20. Dzięki czwartkowym spadkom zarobił krocie.

— Zauważyliśmy to nietypowe zdarzenie. Wyjaśniamy, czy nie doszło do manipulacji. Identyfikujemy zleceniodawców — mówi nam Łukasz Dajnowicz, rzecznik Komisji Nadzoru Finansowego.

Większy pesymizm

W środę, tuż przed końcem notowań ciągłych, na rynek akcji trafiło duże zlecenie koszykowe, które załamało indeks WIG20 (o około 15 pkt.), a z nim kurs kontraktów na WIG20. Na fixingu kończącym sesję ktoś z kolei dokupił akcji blue chipów, dźwigając WIG20 w górę (różnica między indeksem a kursem kontraktu wzrosła do aż 41 pkt.). W tym samym momencie jakaś niewidzialna ręką na potęgę handlowała na rynku terminowym. W jednym tylko zleceniu właściciela zmieniło 1 tys. kontraktów.

— Na zakończenie sesji kontrakt wykazał dość duży pesymizm, odnotowując 41-punktową ujemną bazę. Takie zachowanie rynku potwierdza nasze założenie, że rynkowi trudno będzie na tę chwilę rozwinąć większą tendencję wzrostową — napisali w porannym, czwartkowym komentarzu analitycy ING Securities.

A LOP rośnie

Bardzo prawdopodobne, że duże koszykowe zlecenia z rynku akcji miało jakiś związek z grubą rybą z rynku terminowego. Jeśli tak, to korzystając ze środowego zamieszania, mogła ona bez większych problemów (kosztem day-traderów, którzy liczą na zmniejszenie ujemnej bazy) otwierać na dogrywce kolejne krótkie pozycje. Sugerowała to bardzo szybko zwiększająca się liczba otwartych pozycji (tzw. LOP).

Zagranica się bawi

Według niektórych maklerów tak odważne decyzje (duże zlecenia z większym limitem cenowym) na GPW podejmują zazwyczaj inwestorzy z zagranicy. Zwłaszcza że wczorajszy pesymista nie liczył się z każdym punkcikiem na kontrakcie. Liczyła się tylko ogromna determinacja do realizacji zlecenia.

— Krajowi gracze z reguły są ostrożniejsi i bardziej oszczędni. Po co rzucać zlecenie na 1 tys. kontraktów, czy 30 mln zł na rynek akcji, jak lepiej podzielić tę kwotę na mniejsze części i zaoszczędzić na tym parę groszy. Chyba że ma się pewność co do kierunku, w którym podąży rynek — mówi nam rozmówca związany z dużym krajowym biurem maklerskim.

Będzie gorzej?

W czwartek krajowe indeksy, przy niemal minimalnych obrotach, znów ledwo stąpały na własnych nogach. Rano wystarczyło zaledwie 10 mln zł, aby zdołować główny indeks o 2 proc. Ostatecznie WIG20 zanurkował o 3,2 proc. Na rynku kontraktów znów wzrosła liczba otwartych pozycji (do 93 tys.), a ujemna baza jeszcze bardziej się zwiększyła (44 pkt). To zła wróżba dla akcji.

— W pesymistycznym scenariuszu (choć na razie bardziej prawdopodobnym), strona podażowa w niedługim czasie, podejmie kolejne próby zepchnięcia rynku poniżej dołka z 4 lutego tego roku (1425 pkt.) — przewidują analitycy ING Securities.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Stec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nadzór już namierza giełdowego proroka