Nadzór to żyła złota

Tadeusz Markiewicz
opublikowano: 03-06-2009, 00:00

GTC i Wistil — pierwsza firma zarabia krocie, druga — przynosi wielkie straty. Łączą je zarobki szefów rad nadzorczych. Najwyższe w kraju.

Oto najlepiej

zarabiający członkowie rad

nadzorczych giełdowych spółek

GTC i Wistil — pierwsza firma zarabia krocie, druga — przynosi wielkie straty. Łączą je zarobki szefów rad nadzorczych. Najwyższe w kraju.

Eli Alroy, Zenona Kwiecień, Jacek Domogała, Mirosław Kalicki i Arkadiusz Krężel. Co łączy te nazwiska? Po pierwsze — zasiadają (bądź zasiadali) w radach nadzorczych grup giełdowych, po drugie — nie mogą narzekać na wynagrodzenie. Tak wynika z zestawienia przygotowanego przez "PB", opartego na raportach rocznych spółek giełdowych. Policzyliśmy. W przypadku dwóch osób roczne wynagrodzenia przekroczyły 1 mln zł brutto, dziewięciu — 400 tys. zł, a szesnastu — 300 tys. zł. O takim wynagrodzeniu może pomarzyć niejeden prezes giełdowej spółki.

Rodzina, ach, rodzina

Niekwestionowanym rekordzistą jest Eli Alroy, szef nadzoru Globe Trade Centre (GTC). Przez rok jego wynagrodzenie z tytułu zasiadania w radzie nadzorczej deweloperskiej spółki z WIG 20 wyniosło 2,8 mln zł. To i tak dużo mniej niż w 2007 r., wówczas było wyższe o 2 mln zł. Co ciekawe, to jedyny menedżer z firmy z głównego indeksu giełdowego, który znalazł się w naszym zestawieniu. Na drugim miejscu plasuje się Zenona Kwiecień z grupy Wistil. W ubiegłym roku otrzymała aż 1,1 mln zł. Gros tej kwoty (842 tys. zł) pochodzi z pracy w nadzorze spółek zależnych. I pewnie mniejszościowi akcjonariusze Wistilu (który jest kontrolowany przez rodzinę Kwietniów) nic by przeciwko takim wynagrodzeniom nie mieli, gdyby tekstylno-porcelanowa grupa była żyłą złota. Sęk w tym, że nie jest. Skonsolidowane przychody rok do roku spadły, a wynik netto sięgnął minus 124 mln zł!

— Główni właściciele spó-łek, zasiadając w radzie, przyjmują dwie taktyki: bądź nadzorują je za darmo lub niewielkie pieniądze i żyją z dywidendy, bądź każą sobie płacić za posiedzenia rady bardzo wysokie kwoty. Wistil jest tym drugim przypadkiem. Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (SII) pytało o wynagrodzenia organów tej spółki. Usłyszeliśmy, że decyduje o nich walne. Nie wiem, po co takie spółki mają status publicznych, skoro są traktowane przez ich głównych właścicieli jak folwark — mówi Jarosław Dominiak, szef SII.

Krążenie w grupie

Na trzecim miejscu w zestawieniu plasuje się Jacek Domogała. Szef rady nadzorczej Famuru i założyciel grupy pracującej dla górnictwa otrzymał 597 tys. zł netto. Gdyby były one opodatkowane liniowo (19 proc.), kwota brutto (czyli taka, jaką najczęściej podają raporty roczne) wyniosłaby około 740 tys. zł. Tuż za jego plecami plasuje się Mirosław Kalicki, były szef rady nadzorczej FAM, który niedawno stracił wpływ na firmę. Z tytułu pracy w radzie nadzorczej spółki matki oraz w firmach zależnych zainkasował 657 tys. zł. Wielką piątkę zamyka Arkadiusz Krężel, przez wiele lat szef państwowej Agencji Rozwoju Przemysłu, obecnie pracujący na rzecz Romana Karkosika. Za nadzorowanie spółek Boryszewa zainkasował 557 tys. zł.

— Chcę podkreślić, że w związku z zakrojoną na szeroką skalę restrukturyzacją w zeszłym roku Arkadiusz Krężel przez pół roku zasiadał w radach nadzorczych wielu spółek zależnych grupy. W tym roku programy restrukturyzacyjne zaczynają przynosić efekty i jest już obecny w mniejszej liczbie spółek — tłumaczy Ewa Bałdyga, rzecznik Boryszewa.

Opcje dla rady

Ciekawym przypadkiem jest rada nadzorcza Stalproduktu. Jej członkowie otrzymują tantiemy z zysku. To — w połączeniu z wynagrodzeniem za samą pracę w radzie (dodajmy — dużo skromniejszym) — daje od 397 tys. do 414 tys. zł na głowę.

— Dla mnie jest to dość kuriozalne rozwiązanie. Z kodeksu spółek handlowych jasno wynika, że rada jest organem nadzorczym i doradczym. Jeśli ktoś miałby w ten sposób partycypować w zyskach, to tylko zarząd, który odpowiada za wyniki — uważa Leszek Kurycyn, dyrektor operacyjny Manpower Professional, firmy zajmującej się rekrutacją menedżerów.

Mniej zasadniczy jest Jarosław Dominiak.

— W przypadku Stalproduktu mamy do czynienia z formą programu opcyjnego. Jako potencjalny akcjonariusz dopuszczam taką możliwość, o ile członkowie rady aktywnie uczestniczą w pracach spółki. Jestem w stanie wyobrazić sobie taką sytuację, że rada nadzorcza spółki X sprzeciwia się zaangażowaniu w opcje walutowe, dzięki czemu potem ratuje nawet kilkadziesiąt milionów złotych. W takiej sytuacji warto zapłacić członkom takiej rady po kilkaset tysięcy złotych — kwituje Jarosław Dominiak.

Płacić 3,3 tys. zł czy 40 tys. zł za jedno posiedzenie

rady? Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi.

"Wynagrodzenia członków organów spółki powinny wiązać się z zakresem zadań i odpowiedzialności wynikającej z pełnionej funkcji, powinny odpowiadać wielkości spółki i pozostawać w rozsądnym stosunku do jej wyników ekonomicznych" — tak brzmi cytat z rekomendacji dotyczących dobrych praktyk spółek giełdowych. To nieostre sformułowanie sprowokowało nas do zadania pytania, ile powinni zarabiać członkowie rad nadzorczych.

— Trudno o odpowiedź. Możemy mówić o dobrych praktykach. Często stosowanym rozwiązaniem jest wypłata średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, wynoszącego obecnie 3,3 tys. zł, plus ewentualne dodatki. Jestem także w stanie wyobrazić sobie wyższe wynagrodzenie w spółkach, które dobrze prosperują. Wtedy "sky is the limit". Jeśli jednak spółki balansują na granicy zyskowności lub ponoszą straty, trzeba apelować o rozsądek — mówi Leszek Kurycyn, dyrektor operacyjny Manpower Professional.

Piotr Wielgomas, prezes Bigramu, firmy doradztwa personalnego, uważa, że kluczową kwestią jest zakres obowiązków członka rady.

— Jeśli aktywnie pracuje na jej rzecz i ma swoje biuro w siedzibie spółki, to trzeba mu odpowiednio płacić — uważa Piotr Wielgomas.

Podobnego zdania jest Jarosław Dominiak, szef Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (SII).

— Za statyczny udział w obradach rady nie powinno się płacić dużych pieniędzy. Jeśli jednak członek rady aktywnie wpływa na działalność spółki, niech to będzie wynagrodzenie rynkowe. Ale — moim prywatnym zdaniem — nie powinno być liczone w milionach złotych — twierdzi szef SII.

Tadeusz Markiewicz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu