Nadzór ukarze milczącespółki

Kamil Zatoński
opublikowano: 23-01-2009, 00:00

Nadzorca wszczął już kilka postępowań, które wyjaśnią, czy ci, którzy stracili na opcjach, nie ukrywali tego przed inwestorami.

Żądające spłaty zobowiązań banki to

nie jedyny problem wystawców toksycznych instrumentów

Nadzorca wszczął już kilka postępowań, które wyjaśnią, czy ci, którzy stracili na opcjach, nie ukrywali tego przed inwestorami.

Jak mówi Łukasz Dajnowicz z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), "sytuacja jest dynamiczna, a w kręgu zainteresowania komisji pojawiają się następne spółki". Postępowania administracyjne wobec kilku zostały już wszczęte. Mają pokazać, czy firmy właściwie informowały inwestorów o ryzyku, na jakie się naraziły, zawierając feralne transakcje opcyjne.

— KNF może nałożyć karę pieniężną w wysokości do 1 mln zł, a w uzasadnionych przypadkach nawet usunąć akcje spółki z obrotu na GPW — mówi Łukasz Dajnowicz.

I choć tak drastycznych decyzji nie należy się spodziewać, to pewne jest jedno — kary muszą się posypać, bo zdecydowana większość firm nie sygnalizowała, że może mieć ogromne problemy z walutowymi instrumentami pochodnymi.

Pod lupą

Według ankiety przeprowadzonej pod koniec ubiegłego roku przez Komisję Nadzoru Finansowego wśród spółek giełdowych aż 99 emitentów z GPW (a więc mniej więcej co czwarty) zawierało w 2008 r. transakcje opcyjne. 35 firm już wówczas zanotowało z tego tytułu straty. Już wtedy komisja podkreśliła, że z uwagi na prawdopodobieństwo ujemnej wyceny zawartych w 2008 r. i nierozliczonych jeszcze opcji walutowych "grupa 99" podlegać będzie szczególnemu nadzorowi pod kątem tego, czy upubliczni informacje dotyczące wpływu opcji na wyniki finansowe.

I choć minął już miesiąc, a rok obrotowy w większości spółek został już zakończony, komunikaty o stratach lub potencjalnych stratach na walutowych instrumentach pochodnych pojawiają się sporadycznie. W sumie od połowy października, kiedy opcyjną puszkę Pandory otworzyły Długie Rozmowy (spółka z grupy PPWK), do posiadania w różnym okresie tych derywatów (zarówno w "toksycznej" pozycji spekulacyjnej, jak i pozycji, która służyła jedynie do zabezpieczenia wpływów z eksportu) przyznała się zaledwie co trzecia spółka z 99. Są to: ACE, Apator, Azoty Tarnów, Cersanit, Ciech, Energomontaż-Północ, Energopol, Erbud, Forte, Irena, Indykpol, Krosno, KPPD, Lena Lighting, Naftobudowa, Odlewnie, Optopol, Police, Polimex, Polna, Projprzem, ZA Puławy, Rafamet, Ropczyce, Sanwil, Sfinks, Pol-Mot Warfama, Wielton, Zelmer oraz spółki zależne od Pagedu, Pamapolu, PPWK i Rafako. Przy czym w kilku przypadkach informacje okazały się zdawkowe: nie przedstawiono dokładnie, jaki będzie skutek rozliczenia lub wyceny opcji, ponadto o niebezpieczeństwie poniesienia strat informowano prawie zawsze już po fakcie.

Precedens już jest

Tymczasem, jak pokazał przypadek ukaranego w środę przez KNF Hutmenu (jego spółka zależna spekulowała i poniosła duże straty na kontraktach na metale, a nie waluty, ale mechanizm był podobny do tego, który ujawnił się przy opcjach), spółki powinny jak najszybciej przekazywać informacje o zawarciu tran- sakcji, które niosą ze sobą ryzyko istotnego wpływu na wyniki. Definicja "istotności" jest niestety płynna.

— Ważna jest specyfika sytuacji. Ogólnie można powiedzieć, że obowiązek informacyjny powstaje wtedy, gdy strata osiąga poziom, przy którym znacząco wpływa na wynik finansowy spółki — mówi Łukasz Dajnowicz z KNF.

Wolno, ale sprawiedliwie

Takie dokładne szacunki podały w ostatnich dniach m.in. Puławy, Sanwil, Sfinks, Wielton i Pamapol, problem zasygnalizowały też Azoty Tarnów. Wniosek o postępowanie upadłościowe złożyły Odlewnie Polskie, które pod koniec grudnia, już po obniżeniu prognoz wyników, nie chciały odpowiedzieć na pytania "PB" o szczegóły transakcji. Wymijających odpowiedzi udzielali przedstawiciele Optopolu, który — choć o posiadaniu opcji informował już kilka miesięcy temu — nie poinformował inwestorów o tym, jakie będą tego konsekwencje dla wyników. Z naszych ustaleń wynika, że KNF weryfikuje przypadek firmy z Zawiercia.

Kiedy można oczekiwać decyzji w tej i w innych sprawach?

— Obowiązuje nas procedura administracyjna, więc jeśli nie ma pełnej współpracy ze strony spółki, to procedura może trwać dłużej niż kilka miesięcy — mówi Łukasz Dajnowicz.

okiem eksperta

Niech nie skończy się na gadaniu

To dobrze, że najpewniej nie skończy się tylko na trafiających zwykle w próżnię pretensjach drobnych inwestorów. Mam nadzieję, że działania Komisji Nadzoru Finansowego wpłyną na postępowanie menedżerów spółek giełdowych i wykonywanie przez nich obowiązków informacyjnych. Tymczasem nie ma wątpliwości, że w wielu przypadkach zostały spełnione przesłanki do opublikowania raportu bieżącego: zawierane spekulacyjne transakcje wiązały się z ryzykiem znacznego wpływu na wyniki finansowe. Była to także informacja, która mogła wpłynąć na cenę akcji. Jednocześnie usprawiedliwieniem nie może być to, że transakcje zdarzyły się w spółkach zależnych,

bo notowana na giełdzie firma ma obowiązek przedstawiania sytuacji w całej grupie

kapitałowej.

Można przypuszczać, że gdyby niektóre spółki właściwie wypełniały powinności wobec inwestorów, do zawierania przez nie spekulacyjnych transakcji na instrumentach pochodnych w ogóle by nie doszło.

Raimondo Eggink

CFA, członek rad nadzorczych

kilku spółek giełdowych

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy