Najcenniejsza „Dama…”

  • Materiał partnera
opublikowano: 05-12-2019, 15:22

Polska jest jednym z siedmiu krajów, które mają obraz Leonarda da Vinci. „Dama z gronostajem” to jeden z najpiękniejszych portretów na świecie, najważniejszy i najcenniejszy obraz w polskich zbiorach. Już od 20 grudnia będzie go można znów oglądać w wyremontowanym i zmodernizowanym Muzeum Książąt Czartoryskich.

Arcydzieło zostało zakupione w okolicznościach nie do końca wyjaśnionych, około 1800 r., kiedy rozpoczęła się podróż Adama Jerzego Czartoryskiego do Włoch. To pewnie wtedy książę zakupił obrazy Rafaela i Leonarda i przekazał matce Izabeli Czartoryskiej. Ta, choć nie była zachwycona portretem damy, umieściła go w 1809 r. w Domku Gotyckim w Puławach.

38-letni Leonardo namalował „Damę…” w 1490 r. w Mediolanie. Obraz przedstawia dziewczynę, która na lewej ręce trzyma białego gronostaja, a prawą gładzi jego futerko. Zwierzątko, które jest właściwie współbohaterem portretu, Izabela Czartoryska określała jako brzydkiego psa.

Dziewczyna z obrazu to Cecylia Gallerani, wielkiej urody i inteligencji poetka pisząca po włosku i łacinie. Za powstaniem portretu stoi Ludvico Sforza, książę Mediolanu, któremu Cecylia urodziła nieślubnego syna. Znawcy obrazu uważają, że przedstawia on Cecylię w odmiennym stanie, o czym ma świadczyć właśnie trzymane na dłoni zwierzątko. Gronostaj był bowiem antycznym symbolem macierzyństwa, a sam książę Sforza kawalerem Orderu Gronostaja. Portret prawdopodobnie pozostawał w posiadaniu Cecylii aż do jej śmierci w 1536 r. Co działo się z obrazem przez następne 300 lat, pozostaje zagadką.

Żaden ze słynnych czterech kobiecych portretów Leonarda nie przetrwał do naszych czasów w pierwotnym stanie. Zmianom podlegały farby, którymi je namalowano, następowały procesy starzenia materiałów. Obrazy poddawano także różnym zabiegom na zlecenie ich właścicieli. Nie wiadomo jednak, kto i dlaczego zezwolił na przemalowanie oryginalnego tła i detali stroju damy. Wiadomo natomiast, że księżna Izabela otrzymała obraz jeszcze z jego oryginalnym, namalowanym przez Leonarda tłem. Powszechnie sądzi się, że pęknięcie lewego górnego narożnika obrazu było przyczyną zmian.

Tak czy inaczej „Dama z gronostajem” pozostaje magnesem, który najmocniej przyciąga widzów do zwiedzania zbiorów Czartoryskich. Pracownicy muzeum opowiadają, że zagraniczne wycieczki, zwłaszcza te z Japonii, przychodziły często tylko po to, aby obejrzeć „Damę…”. Podobnie Pierre Rosenberg, dyrektor Luwru w latach 1994-2001, gdy gościł w muzeum, pytał tylko o dzieło Leonarda. Jakaż była satysfakcja oprowadzającej go kuratorki muzeum, gdy dyrektor zerkający ze zdziwieniem i uznaniem na dzieła kolekcji Czartoryskich, poprosił jednak o oprowadzenie go po wszystkich salach.

„Dama z gronostajem”, którą oglądać będzie można na drugim piętrze, obok Sali Polskiej, zyska nową gablotę dla swojego obrazu. To jedna z najnowocześniejszych konstrukcji na świecie, bardzo skomplikowana, gwarantująca kompletne bezpieczeństwo obrazu w przypadku jakiegokolwiek wydarzenia losowego. Zajmie jedną piątą pomieszczenia, w którym będzie prezentowana. To obecnie najbardziej wyrafinowany, odnoszący się tylko do jednego obiektu, skomplikowany system zabezpieczenia dzieła sztuki. Takiej konstrukcji nie ma żadne inne muzeum w Polsce, a wiele zagranicznych placówek może jej pozazdrościć. Mógłby się zawalić cały fragment ściany, na tle której prezentowane jest arcydzieło, a i tak pozostanie ono nietknięte. Projekt gabloty nie był nigdzie wysłany czy wdrukowany, został przekazany na nośniku danych bezpośrednio dyrektorowi muzeum. Jak wygląda struktura zabezpieczeń, wie tylko kilka osób.

Ostatnio przez media przewinęła się dyskusja o możliwości wyjazdu „Damy z gronostajem” do Turynu, a wcześniej do Luwru. Dyrektor przyznaje, że Luwr prosił kilka razy o wypożyczenie dzieła, a nawet interweniował w tej sprawie u ministra kultury Piotra Glińskiego, ale o wyjeździe nie ma mowy.

„Chyba żadne dzieło tej klasy co „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci nie tułało się tyle po świecie na skutek wojen czy ludzkiej ambicji i chciwości. Portret tej dziewczyny co najmniej 30 razy zmieniał miejsce pobytu, przewożony w jukach konnego posłańca, karetą, ładowną bryką, pociągiem, samochodem, samolotem, promem, niekiedy niesiony pod pachą” — pisał w 1944 r. wieloletni kustosz Muzeum Książąt Czartoryskich, Marek Rostworowski, nie wiedząc wtedy jeszcze, że przez kolejnych 20 lat tych podróży będzie jeszcze kilkanaście. Wygląda jednak na to, że „Dama z gronostajem”, tym razem na stałe, bezpiecznie zadomowi się w Muzeum w Krakowie.

Marzena Sobala

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu