Najlepszy rumak dla prezesa

Katarzyna Frendl
11-05-2006, 00:00

Większość prezesów firm w Polsce porusza się autem służbowym, choć nie jest to regułą. Okazało się, że wcale nie są skorzy do chwalenia się swoimi maszynami. Po pierwsze, menedżerowie wyższego szczebla narażeni są na zagrożenie przestępczością, stawiają więc na dyskrecję. Po drugie, uważnie przyglądają się sobie wzajemnie i żaden prezes nie chciałby „stracić na prestiżu”. Pewien prezes niedużej firmy pytany o auto powiedział nieśmiało: „To tylko Skoda Superb. Ale za to bardzo dobrze wyposażona. Ma nawet miejsce na nogi w otworze przedniego fotela, bym mógł się wyciągnąć podczas podróży z kierowcą”.

— Poprzednio jeździłem VW passatem 1,9TDI (136KM) highline, a wcześniej lexusem IS200 z silnikiem 2,5 l V6. Oba auta w wersji sedan z pełnym wyposażeniem. Obecnie używam nowego VW passata 2,0l FSI (200KM) w wersji sedan highline, oczywiście z pełnym wyposażeniem uzupełnionym o usportowione zawieszenie, dodatkowe poduszki powietrzne dla pasażerów z tyłu i kilka innych „gadżetów” (np. wbudowany zintegrowany telefon). To jeden z pojazdów, który w ramach aktualnej polityki samochodowej DHL (czyli limitu wartości pojazdu) zapewnia wszystko, czego potrzebuję — duże wnętrze, znaczną moc (200 KM) i dobre przyspieszenie, dobre wyposażenie i wysoki komfort jazdy, usportowiony „charakter”. Krótko mówiąc, dobry balans moich potrzeb i ceny samochodu — opowiada Tomasz Buraś, wiceprezes ds. operacji DHL Express Polska.

W Polsce ci, którym przysługuje najlepsze auto świata — służbowe — najczęściej wybierają Volvo, Opla, Forda, Peugeota, Toyotę, Volkswagena, Audi, Mercedesa i BMW. Zdecydowana większość jeździ autami z silnikami benzynowymi, a przeciętna pojemność silnika to 2,5 l. Kierują się w swoich wyborach niezawodnością związaną nieodłącznie z bezpieczeństwem, ale też komfortem i elegancją. Zużycie paliwa zazwyczaj schodzi na dalszy plan.

— Wcześniej jeździłem volvo V70, 170 KM z silnikiem 2,4 l benzynowym, plus dostępne ponadstandardowe wyposażenie dla tego modelu. Obecnie — volvo S80, 170 KM z silnikiem 2,4 l plus dostępne ponadstandardowe wyposażenie dla tego modelu, czyli opcje zapewniające nie tylko bezpieczną, ale również wygodną jazdę. Od lat jestem wierny marce Volvo, bo dotychczas spełnia moje oczekiwania. Należę do kierowców wymagających — samochód musi być zawsze sprawny i niezawodny. Wybieram samochód z mocnym silnikiem, ponieważ lubię szybką i dynamiczną jazdę. Jednocześnie Volvo jest samochodem, który w swojej klasie zapewnia maksymalny komfort w rozsądnej cenie — mówi Andrzej Woźniakowski, prezes Computer Service Support.

Business class

Każdy producent samochodów stara się dorównywać najlepszym standardom, oferując przemyślane rozwiązania dla ludzi biznesu. Wspomniany VW Passat to klasa wyższa średnia i coraz bardziej ekskluzywna. Pokryta szlachetnym, prawdziwym drewnem czy też aluminium lub doskonałą imitacją włókna węglowego przestrzeń kokpitu nie pozostawia wątpliwości co do źródeł inspiracji; wzorami są tu Audi (A8, A6) oraz VW Phaeton. Optyczne wrażenie luksusu potwierdza zmysł dotyku. Materiały, których użyto do produkcji deski rozdzielczej, kierownicy, dźwigni zmiany biegów czy obić są doskonałej jakości. Świetnie spasowane i solidne. Jest też zestaw głośnomówiący do telefonu (wykorzystujący bluetooth).

— Najbardziej cenię w nim jakość wykończenia i zdolności trakcyjne (połączenie mocy silnika z doborem zawieszenia). Auto doskonale przyspiesza (szczególnie z wyłączonym ESP), co oprócz sprawiania przyjemności daje dodatkowo poczucie bezpieczeństwa. Istotne jest dla mnie także to, iż samochód nie zwraca uwagi innych użytkowników, a zapewnia komfort podróżowania i dodatkowo — w przeciwieństwie do innych marek — nie stanowi wielkiego kłopotu pozostawienie go na parkingu niestrzeżonym — mówi Tomasz Buraś.

Volvo S60 (S80) wybierają tradycyjni, klasyczni zarządcy. To według nich elegancka, a zarazem stonowana i pozbawiona krzykliwego przepychu limuzyna. Szwedzi zawsze stawiali na bezpieczeństwo, dlatego każde volvo wyposażane jest w szereg nowoczesnych układów pomagających uniknąć wypadku. Ze względu na tę zaletę kupują go dyrektorzy, spędzający większość czasu w podróżach służbowych. Taki luksus w ujęciu skandynawskim emanuje swoistym prestiżem, w inteligentny sposób łącząc estetykę z nowinkami technicznymi. Po otwarciu drzwi z kabiny wydobywa się intensywny zapach tapicerki ze starannie wyprawionej skóry z kontrastowymi przeszyciami, a przytulne, ciepłe wnętrze zachęca, by spędzać w nim dużo czasu.

— Mój samochód łączy w sobie dwie ważne cechy — prostą i klasyczną elegancję z dynamiczną i płynną jazdą. Stylistyka wnętrza zapewnia komfort i wygodę nawet podczas dłuższej jazdy, a nowoczesne systemy — poczucie bezpieczeństwa, co przy moich częstych podróżach samochodem ma niebagatelne znaczenie — tłumaczy Andrzej Woźniakowski.

Wielu menedżerów podkreślało też prestiż i status marek: Mercedesa (S), BMW (7) czy Jaguara (S-type), które jednak wymieniali zwykle jako perspektywę, do której dążą w przyszłości, czyli ewentualny następny swój zakup. W tego rodzaju limuzynach prezesi z reguły są wożeni przez szoferów. W BMW serii 7 mogą odpocząć na tylnych fotelach (niezależnie regulowanych), które dają się pochylać, odsuwać, podnosić. W zależności od tego, czy są wykończeni po ciężkim dniu i marzy im się drzemka, czy właśnie opracowują strategię najbliższego spotkania i muszą jednocześnie telefonować, obsługiwać komputer oraz na bieżąco śledzić notowania giełdowe, auto będzie im służyć jako miejsce pracy albo jako namiastka domowej kanapy. Rozłożony niczym w samolotowej bizness class fotel, pod stopami mięciutkie podkładki, od niepowołanych hałasów chroni znakomite wyciszenie i podwójne, klejone szyby, a od niepowołanych spojrzeń — komplet sterowanych elektronicznie rolet. W takich warunkach mogą też rozkoszować się relaksującym dźwiękiem płynącym z kilkunastu głośników znanej audiofilskiej firmy. Gdyby jednak przyszło zasiąść za kierownicą, tu również zaznają relaksu — fotele z przodu mają funkcję masażu przydającego się podczas dłuższych podróży oraz regulowaną górną część oparcia.

And the winner is...

Jednoznacznego zwycięzcy brak. Można bowiem zaobserwować pewien dobrze rokujący trend: decydenci wcale nie chcą poruszać się typowym autem dla prezesa. Oczywiście samochód powinien posiadać wszystkie „biznesowe” cechy, lecz najlepiej, by jego wygląd czy marka nie kojarzyły się z przyjętym stereotypem. Jeśli Mercedes, to może przewrotnie — terenowy (seria G), jeśli BMW, to może sportowe (seria 6), jeśli Volvo, to SUV XC90. Nie chodzi przecież o kolejną limuzynę na firmowym parkingu. Drugą obserwowaną tendencją jest powrót do aut klasycznych. Restaurowanie oldtimerów jest nie lada wyzwaniem zarówno ambicjonalnym, jak i finansowym. Poza tym poruszanie się klasykiem wzbudza ciekawość, niektórzy rozmówcy twierdzą wręcz, że szacunek. A to niezwykle pomaga w negocjacjach. Trzecia możliwość, na którą pozwalają sobie nieliczni biznesmeni, to tuningowanie swoich maszyn lub zamawianie fabrycznie już podrasowanego auta.

Przekrój służbowych limuzyn znacząco różnicuje się od pewnego czasu i brak tu wyraźnych liderów, przedział cenowy również jest coraz szerszy i niekoniecznie zależy od kondycji firmy. Szczególnie młodsza kadra prezesów, dysponując określonym budżetem, stara się wyróżnić w tłumie, być trochę bardziej oryginalną, innowacyjną i trendy.

Gdybym mógł wybierać bez ograniczeń...

Andrzej Woźniakowski

prezes Computer Service Support

Przydałaby się jakaś zmiana, więc wybrałbym auto terenowe — oczywiście duże, bezpieczne, może tym razem byłoby to auto z silnikiem Diesla. Jestem zapalonym narciarzem i co roku wyjeżdżam z dziećmi do Włoch, Austrii lub w inne ciekawe miejsca, a samochód terenowy byłby idealny na takie wyjazdy. Na rynku jest kilka interesujących dla mnie modeli, ale nie planuję kupna takiego samochodu w najbliższym czasie. Auto terenowe miałoby również szczególną zaletę na co dzień — pewnie świetnie radziłoby sobie podczas jazdy po zniszczonych polskich drogach.

Gdybym mógł wybierać bez ograniczeń...

Tomasz Buraś

wiceprezes ds. operacji DHL Express Polska

Nie chodzi w moim przypadku wyłącznie o środki finansowe, ale raczej o... stan naszych dróg. Cena bowiem mojego „wybranka” z kilkunastoletnim rodowodem (a pojazd ten jest ponadczasowy i wiek nie gra roli) nie jest wcale wygórowana. Gdyby nasze drogi były podobnej jakości jak te w Niemczech i gdyby do tego — podobnie jak tam — przynajmniej część z nich nie była opatrzona znakiem ograniczenia prędkości, zdecydowanie jeździłbym porsche 911 (chętnie turbo). Czemu? Porsche to samochód legenda, lecz ja najbardziej cenie go za zdolność (i wrażenia) pokonywania zakrętów — za to, jak hamuje przed wejściem w łuk i jak pozwala przyśpieszać przy wychodzeniu z niego. Gwarantowanym wyrazem twarzy użytkowania 911 jest... uśmiech od ucha do ucha. Zdecydowanie zakupiłbym porsche — żaden inny samochód nie daje tyle... uśmiechu i radości z jazdy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Frendl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Najlepszy rumak dla prezesa