Najmądrzej byłoby zamienić się z Danią

Jacek Zalewski
16-07-2008, 00:00

Nie wiadomo jeszcze, na podstawie jakiego traktatu — lizbońskiego czy nicejskiego — Unia Europejska będzie funkcjonowała za trzy lata, ale na pewno w drugim półroczu 2011 jej przewodnictwo będzie sprawowała Polska. Dla pewnej ciągłości unijnej władzy ustanowiony zostały tzw. system trójkowy i kierownictwo w okresie od 1 lipca 2011 r. do 31 grudnia 2012 r. przypada Polsce, Danii i Cyprowi — ale pierwsza jego część nam.

Gorzej trafić się nie mogło, a to ze względu na przypadające w Polsce jesienią 2011 r. planowe wybory parlamentarne. Połączenie obu przedsięwzięć jest niewykonalne, zatem coś trzeba przesunąć. Wręcz znakomitym ruchem byłaby zamiana na półrocza — Dania chętnie wzięłaby nasz przydział, a Polska pierwszą połówkę 2012 r. Nie burzyłoby to politycznego kalendarza, a wielkim finałem polskiej prezydencji w czerwcu 2012 r. było otwarcie w Warszawie piłkarskich mistrzostw Europy.

Ta zamiana jest naprawdę znakomitym pomysłem, ale chyba nie znajdzie siły przebicia. Czyli pozostaje przyspieszenie wyborów parlamentarnych z jesieni na wiosnę 2011 r. Dałoby to wartość dodaną — mianowicie wybory wreszcie wróciłyby do terminu przedwakacyjnego, co nowej ekipie umożliwiałoby konstruowanie budżetu własnego zamiast psioczenia na odziedziczony. Z tym, że wybory musiałyby się odbyć najpóźniej w maju, aby na 1 lipca 2011 r. nowy rząd był już uformowany.

Jak wiadomo, do skrócenia kadencji konieczna jest zgodna uchwała Sejmu. Przez wiele lat wydawała się ona mrzonką, ale rok temu klasa polityczna dowiodła, że czasem bywa możliwa. Wiosną 2011 r. musiałaby racjonalnie i zgodnie zagłosować rządząca obecnie koalicja PO z PSL (PiS i lewica są do takiego głosowania gotowe w każdej chwili). Czy będzie to realne — zależy od przebiegu na jesieni 2010 r. wyborów prezydenckich, nakładających się terminowo z samorządowymi.

Jeśli uporamy się z problemem wyborów, to wypadałoby pomyśleć o jakiejś okazji do zorganizowania w Polsce unijnego szczytu (te standardowe, na koniec każdego półrocza, odbywają się tylko w Brukseli). Nie trafi się nam tak naturalna okazja, jak wielkie spotkania UE z Ameryką Łacińską czy Azją, bo one przypadają na lata parzyste. Zatem — może pogrzebać w historii? O, jest coś okrągłego — 29 października 2011 r. przypadnie równiutkie 400 lat od triumfalnego wjazdu do Warszawy hetmana Stanisława Żołkiewskiego, który przywiózł wziętego do niewoli cara Wasyla IV Szujskiego, aby ten ukorzył się przez królem Zygmuntem III Wazą. Hm, fajna okazja... Po pierwsze — zrównoważyłoby to ustanowione przez Władimira Putina 4 listopada święto Rosji na pamiątkę wyrzucenia polskiej załogi z Kremla. Po drugie i ważniejsze — nadałoby nowy impuls wschodniemu wymiarowi unijnej polityki.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Najmądrzej byłoby zamienić się z Danią