Najpiękniejszy dom w Warszawie

opublikowano: 30-08-2018, 22:00

Kamienica przy Hożej 42 to inwestycja na najwyższym w tej chwili poziomie w mieście. Ma nie tylko podziemny garaż, nowoczesne windy i piętro rekreacyjne, ale też bujnie porośnięty roślinnością z całego świata ogród w stylu mediolańskim i dwa 360-metrowe penthouse’y z domkami dla gości – mówi Michał Borowski, prezes Made Concept.

Hoża 42 zmieniła się nie do poznania. Pod tym adresem jeszcze dwa lata temu…

…stała droga pani zaniedbana kamienica z 1895 roku. Zaniedbana, ale w całkiem niezłym stanie przeżyła wojnę. Jako jedyna w kwartale ulic nie została spalona. Na archiwalnych zdjęciach widać, że ma dach, kiedy budynki obok go nie mają. Potem nienaruszona przetrwała również lata 50., mimo że plan Bieruta zakładał zburzenie całego śródmieścia i zbudowanie go na nowo. Stoi do dziś i jak pani widzi, dawno nie była taka piękna. Ponadto chyba dobrze odnajduje się w otoczeniu chociażby betonowego modernistycznego budynku, w którym teraz rozmawiamy. I co więcej, kiedy kilkanaście lat temu została zwrócona spadkobiercom, miała ustalony stan prawny.

Rzeczona proweniencja była powodem, dla którego zdecydował się pan ją kupić kilka lat temu?

Oczywiście. Wiele lata spędziłem w Szwecji, gdzie wyremontowałem dziesiątki podobnych kamienic, dlatego wiem, jakie to jest ważne. Nasza kamienica miała od początku udokumentowaną sytuację prawną. Dlatego dziś kupujący tu apartamenty mają ten komfort, że papiery są jawne i do wglądu.

Kamienica przy Hożej 42 to inwestycja na najwyższym w tej chwili poziomie w mieście. Takich budynków w Warszawie jest zaledwie kilka. Zdaje się, że siła tej kamienicy tkwi w jej kompletności…

Trudno się z panią nie zgodzić. Po pierwsze jest centralnie położona w śródmieściu, ale na tyle wyciszona i hermetycznie zamknięta, że jeśli ktoś chce zaznać ciszy i spokoju, to bez problemu tu je osiągnie. Ponadto ma dwa dwupoziomowe, 360-metrowe penthouse’y z domkami dla gości, podziemny garaż, nowoczesne windy, ale też piętro rekreacyjne z basenem, sauną, siłownią i salą klubową, komórki gospodarcze dla mieszkańców, stylową klimatyzowaną recepcję, której podłoga wyłożona jest betonową mozaiką oraz spory ogród w stylu mediolańskim porośnięty drzewami i krzewami wszelkiej maści. Wreszcie budynek jest zabytkowy, w pełnym rozumieniu tego słowa. Kiedy powstał, takie bardziej wykwintne kamienice jak nasza budowało się na wzór pałaców z XVII w. Dlatego do dziś budynek ma swój urok i szarm, którego staraliśmy się podczas jego renowacji – pod czujnym okiem konserwatora – nie zgubić.

Ma pan na myśli kaflowe przepiękne piece kaflowe, rzeźby w recepcji, bogato zdobioną sztukaterię…

Dorzućmy jeszcze schody z piaskowca, na których przed chwilą położyliśmy francuskie dywany, poręcze, balustrady, nowoczesne okna skrzynkowe, które wyglądają, jakby je żywcem ktoś wyjął z XIX w., wysokie rzeźbione dębowe odrestaurowane drzwi wejściowe do każdego mieszkania, witraże w oknach wychodzących na dziedziniec odlane z kolorowego szkła z Jasła, zabytkowe drewniane podłogi i wreszcie odrestaurowana kuta brama pochodząca z 1894 r.

…która prowadzi na porośnięte bujnie patio.

Ogrodnicy właśnie kończą tu swoje prace. Nie dalej jak wczoraj z nimi rozmawiałem i podkreślali, że ogród ma wymarzone warunki dla roślin, które czują się dosłownie jak w uchu, tzn. mają pół-zamkniętą przestrzeń, dzięki czemu nie trzeba ich ochraniać zimą. Jakie mamy rośliny? Otóż dwie pochodzące z południa soliterowe parocje perskie, gatunek niemal u nas nieznany. To gęste krzewy uformowane w trzymetrowe owale. Latem mają duże, eleganckie, błyszczące liście, które jesienią z daleka mienią się na żółto i bursztynowo. Ponadto rosną w ogrodzie nobliwe trzmieliny, cisy okrywowe, paprocie, barwinki, heuchery i hosty, które dodają nieco magicznego klimatu, jednocześnie gęsto porastają powierzchnię ziemi.

Słowem, jak z „Tajemniczego ogrodu”?

(śmiech). Można i tak to ująć. Rośliny i efektowne oświetlenie dodają takiego charakteru. Ogród urządziła rodzinna firma Grąbczewscy z podwarszawskiego Runowa. Ich działalność opiera się głównie na prowadzeniu szkółek produkujących drzewa i krzewy. Proszę sobie wyobrazić, że historia tej ogrodniczej firmy sięga 1936 roku, kiedy jej założyciel Leopold Grąbczewski rozpoczął masową produkcję róż. Dziś dostarczają zieleń do parków i ogrodów w całej Polsce. Pamiętam, że kiedy skończyliśmy uzgadniać kształt ogrodu i rodzaje roślinności, Wojciech Grąbczewski stanął dumnie, popatrzył na nasze patio i powiedział bez cienia wątpliwości - „to będzie najpiękniejszy dom w Warszawie z genialnym ogrodem”… Ogrodem, który został tak pomyślany, by przez okrągły rok cieszyć oczy mieszkańców. Najpiękniej powinien wyglądać jesienią. Proszę wtedy do nas zajrzeć. Firma Grąbczewski projektuje też ogród w jednym już sprzedanym penthousie.

A propos – rzeczone penthouse’y to dwie wisienki na torcie tej inwestycji.

Na pewno to moje oczko w głowie. Zresztą jeden z nich już jest, tak jak powiedziałem, sprzedany. Obydwa są dwupoziomowe, dzięki czemu dzienna część pomieszczeń ma wysokość od 3,5 do 8 m. Przylegają do niego tarasy na dachu, które są tak przygotowane, by przyszły właściciel mógł urządzić na nich piękne ogrody. Z tarasów rozciąga się widok na centrum Warszawy. Jest też tam miejsce na oranżerię z drzewkami pomarańczowymi, a nawet - jak już wspomniałem - domek dla gości z oddzielnym wejściem. Obydwa penthouse’y mieszczą się w nadbudowanej części kamienicy, która przywodzi na myśl styl loftowy.

Na parterze kamienicy mieszczą się też dwa lokale użytkowe. Z piekarni pachnie już świeżym chlebem na zakwasie.

…i francuskimi croissantami. Wiem, kiedy przechodzę obok tej piekarni robię się głodny (śmiech). Ale mówiąc całkiem poważnie, pewnie lada moment otworzą. Będzie to tradycyjna francuska piekarnia „Aromat” – bagietki i chleby będą tu ręcznie wyrabiane z francuskiej mąki.

To rzeczywiście piekarnia z tradycjami. Pamiętam, że w „Aromacie” w halach Koszyki jadłam przepyszyne tartaletki cytrynowe z bezą.

A jadała pani tam sernik? To dopiero niebo w gębie, podobnie jak ich autorskie ciasto z malinami. Pani Beata i jej syn Pan Maciej Adamczyk prowadzą jeszcze Piekarnię przy Siennej. Przez lata mieszkali we Francji, Beata w pewnym momencie porzuciła korporację, skończyła kurs cukierniczy we Francji, ale piekarnię postanowiła otworzyć w Warszawie. Codziennie wypiekają ciasta, pieczywo, ciastka. Na miejscu będzie można też zjeść ich firmowe kanapki, np. z kozim serem i figową konfiturą albo napić się aromatycznej kawy. Wiem, że współpracują z warszawską palarnią Czarna Fala, która dostarcza im świeżo wypalane ziarna. Obok piekarni „Aromat” będzie działał „Zespół Fryzjerski 1909” upamiętniający króla fryzjerów, Polaka – Antoniego Cierplikowskiego, który na początku ubiegłego stulecia pracował w Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku, a jego klientkami były Coco Chanel, Josephine Baker, Édith Piaf czy Brigitte Bardot. Sławę zdobył dzięki temu, że jako pierwszy odważył się ostrzyc kobietę na krótko. Ważne dla mieszkańców jest to, że poza tymi dwoma lokalami – piekarnią i salonem fryzjerskim, do których można będzie wejść wyłącznie z zewnątrz – nie ma w budynku żadnych innych lokali usługowych. Powód? Nie chcemy wpuszczać na dziedziniec ludzi postronnych. Mieszkańcy mają się tu czuć bezpiecznie i komfortowo.

Kto będzie prowadził salon?

Dwoje warszawskich mistrzów fryzjerstwa z dużym doświadczeniem w tej branży – Kasia Poniatowska- Miłek i Darek Miłek. Kiedy po raz pierwszy z nimi rozmawiałem, byłem szczerze zaskoczony tym, z jaką pasją i błyskiem w oku opowiadają o swoim zawodzie. Wiem, że zanim sięgną po nożyczki, wnikliwie przepytują klientów, by nie tylko wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom, ale też móc zaproponować najbardziej optymalną fryzurę. Słyszałem też, że nie boją się eksperymentów i ekstrawagancji, ale nie odżegnują się też od klasyki w jej najlepszym i najmodniejszym wydaniu.

Wspomniał Pan o komforcie mieszkańców. Wiem, że nie sprzedaje Pan apartamentów na wynajem.

Droga pani, to z najwyższej półki inwestycja premium, rządzi się swoimi prawami. Nie ma żadnego powodu, żeby narażać przyszłych mieszkańców, którzy niemało zapłacili za apartamenty, na hotelowe porządki za ścianą. Nie sprzedaję tu apartamentów tym, którzy chcą je kupić wyłącznie w celach inwestycyjnych. Zresztą statut wspólnoty, która się niedawno – po tym, jak do kamienicy wprowadzili się pierwsi mieszkańcy - zawiązała, będzie kompatybilny z naszymi założeniami i nie powstanie tu aparthotel.

Skąd takie innowacyjne na polskim rynku myślenie?

Po pierwsze ktoś musi ten trend rozpocząć. Ponadtomoje doświadczenie, jak pani wie, wiąże się nie z polskim, ale zagranicznym rynkiem. Daję nazwisko temu projektowi, bo jestem fachowcem – niegdyś, jako pełnomocnik prezydenta Warszawy i Naczelny Architekt Warszawy, brałem udział w tworzeniu i Muzeum Powstania Warszawskiego, i Muzeum Historii Żydów Polskich czy Centrum Nauki Kopernik, nie mówiąc o latach spędzonych w Szwecji, gdzie zbudowałem dziesiątki kamienic i doprowadziłem do końca dziesiątki poważnych projektów. Zresztą regularnie czytam „New York Timesa”. W ostatnim pisali o Palmie de Mallorca, czyli jednym z największych ośrodków turystycznych świata. Tam też zmagają się z problemami krótkoterminowego wynajmu. Burmistrz miasta chce całkowicie zakazać korzystania tam z airbnb i innych podobnego typu portali. Nad turystami w takich miejscach trudno zapanować, mocno się tam też chwieje branża hotelowa. Nie wspominając o samych mieszkańcach, którzy się stamtąd wynoszą, bo inwestorom przestaje się opłacać wynajem mieszkania stabilnej rodzinie. Wolą kasować krótkoterminowych turystów i sporo więcej na tym zarabiać.

Od wielu miesięcy trzyma się pan konsekwentnie tej zasady.

Owszem, i nie ustąpię. Gdybym nie był taki rygorystyczny, już dawno wszystkie mieszkania przy Hożej 42 byłyby sprzedane.

Rynek mieszkań luksusowych dopiero w Polsce raczkuje. Jak go mądrze budować? Jak wyznaczać standardy?

Jakość, jakość, jeszcze raz jakość – całościowa, od fundamentów aż po detale. Druga kwestia to klucz doboru mieszkańców. To są ludzie zamożni, którzy szukają czegoś wyjątkowego. Kolejna kluczowa rzecz to uregulowana sytuacja prawna budynku i jego proweniencja – niejeden klient pyta o nią w pierwszej kolejności. Dla mnie ważnym elementem jest też indywidualny kontakt z klientem.

Zjadł Pan zęby na podobnych inwestycjach. Czuje Pan jednak dumę, że po dwóch latach od startu inwestycji wprowadzają się do niej pierwsi mieszkańcy?

Na pewno czuję ogromną satysfakcję, że projekt został dobrze przemyślany, należycie wykonany, a mieszkańcy dostają apartamenty na najwyższym poziomie. Teraz wreszcie nadszedł moment, kiedy mogę spokojnie usiąść w fotelu i powiedzieć: „udało się zamknąć tę inwestycję w zaplanowanym czasie”. Do końca roku chcemy sprzedać pozostałe mieszkania.

Rozgląda się pan już za kolejną inwestycją w Warszawie?

Droga pani, nie byłbym sobą, gdybym nie węszył (śmiech). Chociaż w Warszawie brakuje kamienic „do wzięcia” z ustaloną sytuacją prawną. Wciąż ze zdumieniem przyglądam się wielu rozpadającym się budynkom, z którymi miasto ciągle się nie uporało, a w których wciąż w nie najlepszych warunkach mieszkają ludzie. Należałoby wybudować im przyzwoite domy, dać możliwość przeprowadzki, a te straszące wraki albo wyremontować, albo sprzedać. Mówię to od lat 90. ubiegłego wieku. I wciąż naiwnie liczę na to, że ktoś mnie wreszcie wysłucha.

Może powinien Pan zająć się polityką?

O nie! Proszę nawet tak nie żartować. Nie jestem politykiem tylko architektem a swoje już zrobiłem. Teraz kolej na nowe pokolenie. Mam tylko nadzieję, że to nowe pokolenie wsłucha się w potrzeby i tkankę miasta, i zajmie się paroma ważnymi kwestiami jak np. poprawa jakości tak zaniedbanej przestrzeni publicznej. Warszawa to miasto z duszą, dobry gospodarz ją dostrzeże.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Najpiękniejszy dom w Warszawie