Najpierw trzeba stworzyć budżet

Tadeusz Markiewicz
04-09-2006, 00:00

Premierowi nie zazdrościmy. W rządowej szkole roboty ma huk, a koalicjanci jacy są, każdy jeden widzi.

Dziś zabrzmiał pierwszy dzwonek. Koniec wakacji, rząd znów bierze się do roboty. No właśnie. Czy na pewno bierze? Prace gabinetu będą zdeterminowane perspektywą wyborów samorządowych i pohukiwaniami szefa Samoobrony, straszącego koalicjantów perspektywą powtórnej elekcji parlamentarnej. Stąd premierowi Kaczyńskiemu nie zazdrościmy, pozwalamy sobie jednak podsunąć wygodną ściągawkę z zadaniami dla poszczególnych ministrów, dołączając obok subiektywną ocenę ich dotychczasowej działalności.

Jak Katon Starszy

Zwykle, na początku roku każdy uczeń chce pokazać się z jak najlepszej strony. I trzeba przyznać, że premier się starał. Przede wszystkim dawał znać, że wie, iż nie wolno igrać z rynkami finansowymi. I tak jak Katon Starszy po wielokroć nawoływał do zniszczenia Kartaginy, tak szef rządu niezłomnie opowiada się za utrzymaniem 30-mld kotwicy budżetowej. Oczywiście lepiej byłoby ten deficyt redukować, ale na bezrybiu i rak ryba. Oby tylko nie okazało się, że kotwica jest, tyle że jej łańcuch jest tak naciągnięty, że w przypadku niezrealizowania dochodów budżetowych pęknie z hukiem.

Do prawdziwego cudu można też zaliczyć wizytę premiera na giełdzie, świątyni kapitalizmu. To oczywiście zabieg piarowski, ale też sygnał od szefa rządu, że nie lekceważy świata pieniądza. Wreszcie zwraca też uwagę przywiązanie premiera do wykorzystania unijnych funduszy, które przecież pomagają modernizować nasze firmy.

Nawet CBA nie pomoże

Żeby cenzurka na koniec roku byla przynajmniej dobra, nie można spuścić z tonu. Tymczasem wielu przedsiębiorców — mimo szybkiego wzrostu gospodarczego - niepokoi się o przyszłość. A to za przyczyną pomysłów samego rządu, prezydenta, posłów partii rządzącej czy też ich krnąbrnych koalicjantów. W rozmowach podkreślają, że przede wszystkim obawiają się rozbudowywania roli państwa — niekoniecznie w tych obszarach, w których powinni być omnipotentne. A przecież silne państwo to sztandarowe założenie braci Kaczyńskich. Tylko, co ma oznaczać? Czy nie przypadkiem wzrostu liczby urzędników, pozwoleń, rozporządzeń, co w prostej linii prowadzi do korupcji? Wtedy nawet Centralne Biuro Antykorupcyjne nie pomoże.

Druga obawa wiąże się z związkowymi korzeniami szefa rządu i prezydenta. Już pojawiły się legislacyjne propozycje wzmacniające pozycję pracowników. W sejmie leżą projekty ustaw, dotyczące zwiększenia kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy oraz kar dla przedsiębiorców za czyny „przeciwko prawom osób wykonujących pracę zarobkową”. Oby nie przyniosły skutku odwrotnego od zamierzonego...

Trzecia obawa to strach przed wyborami. Kapitał lubi spokój, a rozgrywka przy urnach prawdopodobnie nie przyniesie wyrazistego rozstrzygnięcia. „Po owocach ich poznacie” — ta stara ewangeliczna prawda znajdzie zastosowanie za kilka miesięcy. Zobaczymy, czy będzie miała smak stabilizacji czy wyborczej szarpaniny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Najpierw trzeba stworzyć budżet