Największe łobuzy biją się o wolny handel

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 18-03-2014, 00:00

USA i UE zrobiły kolejny krok do integracji swoich rynków. Głównych barier nie udało się jednak pokonać.

W Brukseli zakończyła się czwarta runda negocjacji między Unią Europejską a USA w sprawie umowy o wolnym handlu (tzw. Transatlantyckie Partnerstwo w Handlu i Inwestycjach, TTIP). Negocjatorzy po obu stronach twierdzą, że rozmowy zakończyły się powodzeniem. Ustalono, że umowa będzie koncentrowała się na trzech głównych filarach. Pierwszym ma być dostępność rynków.

— Chodzi przede wszystkim o trzy grupy spraw: ograniczenia ceł, handel usługami i dostęp do zamówień publicznych — tłumaczy Ingancio Garcia Bercelo, główny negocjator TTIP w UE. Drugim filarem będą kwestie regulacyjne, czyli ujednolicanie standardów: technicznych, sanitarnych, środowiskowych czy norm bezpieczeństwa. Chodzi o to, aby dla jak największej grupy towarów zezwolenie na handel w UE oznaczało automatycznie możliwość obrotu w USA i odwrotnie.

— Chcemy uprościć procedury, by firmy nie musiały przechodzić dwukrotnie procesu wpuszczania produktu na rynek — tłumaczy Dan Mullaney, główny negocjator TTIP w USA. Trzeci filar ma najbardziej ogólny charakter. Odnosić się będzie do ogólnych zasad obowiązujących w relacjach handlowych między UE a USA, np. wspólnego podejścia do ochrony konkurencji czy rynku pracy.

— To był tydzień bardzo intensywnych negocjacji. W wielu sprawach udało nam się jednak osiągnąć porozumienie — twierdzi Dan Mullaney.

Pewien krok do przodu został zrobiony, jednak o przełomie nie może być mowy. W kwestii TTIP nadal jest mnóstwo niewiadomych, a w kilku kluczowych kwestiach obie strony są ciągle daleko od kompromisu. Nie wiadomonp., czy umowa będzie odnosić się do kwestii energii (UE domaga się m.in. zniesienia ograniczeń w imporcie energii z USA, a Amerykanie chcą wyłączyć z TTIP kwestie energetyczne)oraz czy wolny rynek obejmie też usługi finansowe. Nierozstrzygnięty jest też spór o to, czy do TTIP powinna zostać włączona umowa o ochronie inwestorów oraz czy otwarty dla zagranicznych firm będzie rynek zamówień publicznych, również na szczeblu stanowym i samorządowym.

Ostatnia runda negocjacyjna nie rozwiała też wątpliwości europejskich organizacji konsumenckich na temat rynku żywności (kontrowersje budzi głównie import z USA produktów GMO, wołowiny wspomaganej hormonalnie czy tzw. chlorowanych kurczaków).

— Dotychczas, kiedy USA i UE uzgadniały z krajami trzecimi umowy o wolnym handlu, były w uprzywilejowanej pozycji, dzięki swojej wielkości. Były „największymi łobuzami na podwórku” i mogły wywierać presję. Teraz tych dwóch łobuzów musi dogadać się, a to nie jest proste — mówi Christian Leffler, dyrektor zarządzający Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych. To oznacza, że negocjacje mogą trwać nawet dłużej niż do końca 2015 r.

— Jakość porozumienia jest ważniejsza niż tempo negocjacji. Jednak czas biegnie i świat wokół się zmienia. Rozmowy nie mogą trwać w nieskończoność — mówi Markus Beyrer, dyrektor zarządzający BusinessEurope, europejskiej federacji pracodawców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane