Narodowy wpadł w poślizg

Dawid Tokarz
opublikowano: 30-03-2011, 00:00

Choć budowa Stadionu Narodowego nie idzie jak po maśle, jej wykonawca i inwestor zapewniają, że problemu nie ma.

Podwykonawcy alarmują, że termin zakończenia inwestycji jest zagrożony

Choć budowa Stadionu Narodowego nie idzie jak po maśle, jej wykonawca i inwestor zapewniają, że problemu nie ma.

Wszyscy żyjemy w przekonaniu, że budowa Stadionu Narodowego przebiega zgodnie z harmonogramem, a w niektórych elementach nawet go wyprzedza. Z ustaleń "PB" wynika jednak, że sztandarowej inwestycji na EURO 2012 najpewniej nie uda się zakończyć w planowanym i uzgodnionym z UEFA terminie, czyli do końca czerwca 2011 r. Przekonani o tym są podwykonawcy budowy, których wynajął generalny wykonawca, czyli międzynarodowe konsorcjum austriackiej Alpine Bau oraz giełdowych PBG i Hydrobudowy Polskiej.

— Są opóźnienia, których już nie uda się nadrobić. Przy dobrej woli wszystkich stron i maksymalnym sprężeniu stadion może być oddany do użytku przed 30 czerwca, ale część robót na pewno będzie skończona po tym terminie, realnie — do końca 2011 r. — ocenia prezes jednej z firm podwykonawczych.

— Pewne opóźnienia występują już od etapu konstrukcji żelbetowych i, jak to na budowie — na zasadzie domina, wszystko się przesuwa w czasie. Nie zmieni tego ciśnienie ze strony wykonawcy, bo nie można zrobić czegoś, kiedy fizycznie nie można otworzyć frontu robót — dodaje kolejny z podwykonawców.

Jeszcze inny przyznaje, że problem opóźnień istnieje, ale odmawia rozmowy o szczegółach.

— Jeśli pan coś napisze i ta bomba z opóźnionym zapłonem wybuchnie, będziemy jeszcze w gorszej sytuacji niż obecnie — tłumaczy.

Trudne rozmowy

Przegląd szczegółowego harmonogramu budowy potwierdza wersję podwykonawców — część zadań jest prowadzona z opóźnieniem. Zazwyczaj drobnym, jak w wypadku części prac elewacyjnych i wykończeniowych, robót zewnętrznych, drogowych czy montażu siedzeń. Są jednak i poważniejsze przesunięcia. Dla przykładu, instalacje elektryczne i sanitarne, warte łącznie ponad 200 mln zł, według wersji wykonawcy z ubiegłego roku, miały być oddane do końca lutego 2011 r. Tymczasem wykonujący je podwykonawcy (odpowiednio konsorcjum Elektrobudowy, Qumak-Sekom i Przedsiębiorstwa Agat oraz spółka Imtech) pracują pełną parą i wcale nie widać końca ich robót.

To dlatego, jak wynika z informacji "PB", Narodowe Centrum Sportu (NCS), czyli inwestor obiektu, rozmawia o przesuwaniu terminów poszczególnych robót z konsorcjum wykonawczym, a równolegle konsorcjum prowadzi podobny dialog z podwykonawcami. Część z podwykonawców jest w podbramkowej sytuacji, bo grożą im bardzo wysokie kary umowne. Druga część próbuje wykorzystać trudne położenie generalnego wykonawcy, żądając od niego tzw. pieniędzy za przyspieszenie.

Tonowanie nastrojów

Karolina Szydłowska, rzecznik konsorcjum Alpinie Bau, PBG i Hydrobudowy, zapewnia, że proces inwestycyjny przebiega prawidłowo, a niektóre roboty (np. części deweloperskie) konsorcjum przekazuje NCS w terminach wcześniejszych, niż przewiduje kontrakt.

— Podczas realizacji każdego projektu mogą wystąpić czynniki, które powodują przesunięcia pierwotnie zakładanych terminów. Przykładem może być zeszłoroczna zima, która spowodowała przesunięcie pierwszego terminu kluczowego, albo wprowadzone przez NCS zmiany projektowe, związane m.in. z dodatkowym zabezpieczeniem przeciwpożarowym i antyterrorystycznym — mówi Karolina Szydłowska.

Z naszych informacji wynika, że duża część problemów wynika z faktu, że dopiero w sierpniu 2010 r. minister sportu zdecydował, że to NCS będzie operatorem stadionu.

— Jako operator stadionu mamy dużo nowych wymagań, dotyczących choćby wykończania powierzchni komercyjnych czy gastronomicznych. Te modyfikacje w naturalny sposób kolidują z częścią planów wykonawcy i mogą powodować drobne opóźnienia. Nie stanowią one jednak jakiegokolwiek zagrożenia dla całości projektu — zapewnia Rafał Kapler, prezes NCS.

Priorytetem dla państwowej spółki są imprezy przewidziane na wakacje i jesień bieżącego roku.

— Jesteśmy przekonani, że zostaną przeprowadzone zgodnie z planem — mówi szef NCS.

Czarny scenariusz

Pierwsza z nich to zaplanowane na 6 sierpnia zawody motocyklowe Red Bull X Fighters, a kolejne: m.in. uroczyste otwarcie Stadionu Narodowego (27 sierpnia), pierwszy mecz piłkarski na tym obiekcie (Polska—Niemcy 6 września) oraz duże koncerty i, jeszcze niepewna, walka bokserska Tomasza Adamka z którymś z braci Kliczków.

W związku z tymi właśnie imprezami później, niż planowano, bo dopiero po imprezie Red Bulla, a przed meczem Polska—Niemcy, zostanie położona np. murawa.

Przedstawiciele NCS przyznają, że w związku z tymi zawirowaniami stadion może być wykończany już po terminie zakończenia budowy zadeklarowanym UEFA, czyli po 30 czerwca. A co jeśli spełni się najczarniejszy scenariusz i zaplanowane na wakacje i jesień 2011 r. imprezy jednak nie będą mogły się odbyć?

— Takiej ewentualności nie bierzemy nawet pod uwagę. Także dlatego, że oznaczałoby to dla wykonawcy nie tylko konieczność zapłaty bardzo wysokich kar umownych, ale też, na podstawie aneksu z połowy 2010 r., odszkodowania za utratę wpływów z tych imprez — tłumaczy Rafał Kapler.

1,56

mld zł

Taki jest całkowity budżet budowy Stadionu Narodowego...

1,25

mld zł

...tyle wynosi wynagrodzenie generalnego wykonawcy, czyli konsorcjum Alpinie Bau, PBG i Hydrobudowy Polskiej...

1,25

mln zł

...tyle wynosi kara umowna za każdy dzień zwłoki w zakończeniu budowy stadionu, jeśli opóźnienie nie przekroczy 14 dni...

6,25

mln zł

...a tyle za każdy dzień opóźnienia po 14 dniach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy