Nasze (nie)drogie paliwo

Marcin Bołtryk
opublikowano: 18-03-2011, 00:00

Od grudnia do marca benzyna podrożała tylko o 12 proc. Polacy mogą jednak pozazdrościć Szwedom siły ich portfela.

Skala podwyżek na polskich stacjach wcale nie była wysoka. Marna to pociecha

Od grudnia do marca benzyna podrożała tylko o 12 proc. Polacy mogą jednak pozazdrościć Szwedom siły ich portfela.

Z najnowszego raportu spółki E-petrol, monitorującej rynek paliw, wynika, że średnia cena litra benzyny (EU 95) na polskich stacjach wynosi obecnie 4,98 zł. Taniej jest tylko w Rumunii (w przeliczeniu 4,95 zł). Najwięcej za litr bezołowiowej płacą Holendrzy — 6,76 zł. Posiadacze aut z silnikiem diesla też nie powinni narzekać. Kowalski płaci za litr ON średnio 4,88 zł. Mniej płaci mieszkaniec Luksemburga (4,82 zł), dużo więcej Szwed (aż 6,5 zł).

Przyjrzyjmy się zestawieniu skali podwyżek. I tu Polska nie wypada najgorzej. Od grudnia 2010 r. do marca 2011 r. benzyna zdrożała u nas średnio tylko o 12 gr. To najmniej w UE. Znów łapią się za kieszeń Szwedzi. W ich przypadku ceny wzrosły aż o 58 gr. Za olej napędowy płacimy średnio o 22 gr więcej niż w grudniu 2010 r. Wolniej ceny rosły tylko w Grecji i Słowenii — odpowiednio o 20 i o 16 gr.

Odwrócić wykres

Z raportu innej firmy badawczej — BM Reflex, która porównała ceny paliw na europejskich stacjach w ujęciu rocznym, wynika, że najbardziej zdrożał diesel (o 28 proc.), a za benzynę trzeba zapłacić o 18 proc. więcej. Cypryjczycy płacą za litr diesla aż o 43 proc. więcej niż przed rokiem, a podwyżki na naszych stacjach wyniosły 21 proc. Również na Cyprze najbardziej zdrożała benzyna (EU 95) — o 26 proc. W Polsce średnio o 13 proc.

— Rzeczywiście, dane wyglądają dobrze. Ale tylko wtedy, gdy patrzymy na nominalne wartości. Nie powinno się rozpatrywać cen paliw w oderwaniu do wysokości zarobków. A jeśli wziąć pod uwagę siłę nabywczą Polaków, to wykres można by w zasadzie odwrócić — podkreśla Rafał Zywert, analityk rynków terminowych z BM Reflex.

Z jego wyliczeń wynika, że mieszkaniec Szwecji, gdzie średnia cena litra oleju napędowego w marcu 2011 r. jest najwyższa w Europie, może za średnią krajową pensję kupić około 1,5 tys. litrów tego paliwa. Polak — zaledwie 477 litrów. Podobnie jest z benzyną. W Holandii kosztuje ona najwięcej w UE, ale za tamtejszą przeciętną pensję można zatankować ponad 1320 litrów. W Polsce tylko 470.

Bez BAF ani rusz

Wahania cen paliw mogą się odbić się na kondycji firm transportowych, zwłaszcza krajowych, rozliczających się w złotych. Operatorzy logistyczni, którzy świadczą usługi transportu międzynarodowego, zazwyczaj w umowach z klientami stosują zmienny, procentowy dodatek paliwowy BAF (Bunker Adjustment Factor).

— W ostatnich miesiącach BAF rósł wraz ze wzrostem cen paliw. Dodatkowe wpływy uzyskane przez operatora z BAF są przekazywane przewoźnikom, którzy kompensują sobie w ten sposób wzrost cen paliwa, który jest dla nich podstawowym kosztem — wyjaśnia Tomasz Cegielski, dyrektor krajowego biznesu lądowego firmy Schenker.

Dodaje jednak, że szybki wzrost cen paliw oznacza poważne kłopoty tych przewoźników, którzy nie korzystają z dobrodziejstw BAF i nie mają stałych umów ze spedytorami lub klientami.

— Często oznacza to dla nich zawieszenie działalności lub nawet bankructwo. Niestety, taki scenariusz przy cenie 5 zł za litr paliwa może stać się realny dla wielu małych przedsiębiorców z branży TSL — uważa Tomasz Cegielski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu