Nawet Monciak ustępuje

Jacek Zalewski
30-07-2008, 00:00

Kilka dni temu wyrażaliśmy nadzieje, że parlamentarne wakacje, podczas których klasa polityczna rozjeżdża się m.in. nad morze, pozwolą odet-chnąć od igrzysk. A Sopot w środku lata kojarzył się nam z festiwalami, molem i szpanerskim Monciakiem. Tymczasem wczoraj letnia stolica Polski na krótko przejęła od opustoszałej Warszawy rolę stolicy politycznego zgiełku. Na sesję rady miasta przeniosła się atmosfera niedawnych bulwersujących obrad komisji sejmowej. Posłowie PiS wyprawili się do Sopotu rozliczać prezydenta Jacka Karnowskiego i starli się z posłami PO.

Styki władzy centralnej i lokalnej sformalizowane są nie tylko na poziomie komisji wspólnej rządu i samorządu. Ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz większość statutów, w tym m.in. Sopotu, umożliwiają zainteresowanym parlamentarzystom uczestnictwo w sesjach rad — a pod tym terminem rozumie się aktywny udział i zabieranie głosu. Jednak podjęta przez posłów PiS próba ingerowania w porządek obrad sesji była niedopuszczalnym nadużyciem praw gości.

Samorząd terytorialny ma wiele wad, ale jedną wielką zaletę — pozostaje samorządem. Obwinianego o korupcję Jacka Karnowskiego — podobnie zresztą jak aresztowanego Czesława Jerzego Małkowskiego w Olsztynie — da się usunąć ze stanowiska tylko w referendum lub na podstawie prawomocnego wyroku. No, chyba że sam zrezygnuje. Posłowie PiS obiecali wczoraj Karnowskiemu, że taką decyzję na nim wymuszą — jako że sam prezydent Sopotu zamierza twardo walczyć o oczyszczenie się z zarzutów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nawet Monciak ustępuje