Nawet na U2 trudno zarobić

Karol Jedliński,Grzegorz Nawacki
opublikowano: 13-08-2009, 00:00

Tegorocznych występów

Przyszły rok będzie testem prawdy dla organizatorów występów gwiazd

Tegorocznych występów

gwiazd w Polsce jest

rekordowo dużo. W 2010 r.

będzie dołek, bo samorządy

złapią się za kieszeń.

Zdobyć bilety na koncert Madonny czy U2? Nic prostszego. Wejściówek na sobotni występ królowej popu jest w bród nie tylko na Allegro, ale i na oficjalnej stronie artystki. Na razie bardziej opłaca się kupować na platformie aukcyjnej. Użytkownik Leon Cars przez parę dni sprzedawał wejściówkę na Madonnę wartą nominalnie 220 zł za 99 zł. W końcu znalazł chętnego. Bilety na U2 w Chorzowie dostępne były do niemal ostatniej chwili. Polacy w kryzysie odwrócili się od koncertów?

— Nie ma zapaści. Po prostu w tych dwóch wypadkach możliwe, że cennik biletów był źle skonstruowany, nieprzystający do realiów — uważa przedstawiciel branży, proszący o anonimowość.

Wpadka z Britney Spears

Jednak trzy lata temu, choć przy niższych cenach, stadion w Chorzowie U2 sprzedało w jeden dzień. Teraz nie dało rady w kilka miesięcy, tak więc szybko zapomniano o organizacji dwóch koncertów grupy w Polsce.

— Nie wypadniemy jednak z tras koncertowych wielkich gwiazd — uważa Mikołaj Ziółkowski, szef muzycznej agencji Alter Art, która organizuje m.in. Heineken Open'er Festival i Coke Live Music Festival.

Podobne kłopoty organizatorzy koncertów mają bowiem i za granicą. To w Słowenii odwołano koncert Madonny, a nie w Polsce.

Łukasz Minta, szef Go Ahead, który nad Wisłę ściągnie w tym roku m.in. Basię czy Editors, uważa, że w tym roku nie jest różowo.

— Na imprezach plenerowych jest nieco mniej ludzi, a i trudniej jest namówić firmy na sponsoring. Rośnie ryzyko — zaznacza Łukasz Minta.

Jak na razie najgłośniejsza koncertowa wpadka w Polsce to odwołanie występu Britney Spears. Nie było chętnych.

— Jeśli chodzi o liczbę gwiazd, wydarzeń muzycznych i koncertów, to z mojej perspektywy kryzysu nie widać — przyznaje jednak Mikołaj Ziółkowski.

Siła festiwali

Dla Alter Art tegoroczny Open’er był rekordowy, jeśli chodzi i o widownię (kilkanaście proc. w górę), przychody od sponsorów oraz liczbę artystów (po kilkadziesiąt proc. więcej). Do tego około 4,5 mln EUR przychodów z samych biletów.

— Organizacja festiwali jest nieporównywalnie większym przedsięwzięciem niż pojedynczy koncert — ocenia prezes Alter Art.

A większa skala imprezy daje więcej zysków. Prosty rachunek: Open’er oznacza widownię porównywalną do 5-6 koncertów U2 z rzędu. Za 65 EUR w Gdyni można było obejrzeć występ dziesiątek świetnych kapel, m.in. Kings of Leon, którzy w sprzedaży płyt w Wielkiej Brytanii biją U2 na głowę. Tymczasem, żeby posłuchać Bono, 65 EUR nie wystarczyło.

— U2 i Madonna mają lukratywne kontrakty z Live Nation, odpryskiem Clear Channel. Co ciekawe, Live Nation przez lata swojej działalności nie osiągnęło progu rentowności — tłumaczy przedstawiciel branży.

Miasto bez muzyki

Czy Live Nation zarobił na U2 i Madonnie w Polsce? Wątpliwe. Ten największy na świecie organizator koncertów (ponad 22 tys. rocznie) ściął marże o kilka procent, ale i tak po dwóch kwartałach ma 27,2 mln USD straty przy przychodach niższych o 6 proc. i malejącej widowni o 2 proc. Nie wycofuje się jednak z organizacji wielu imprez, bo ich odwoływanie generuje dodatkowe straty. Woli okopać się na rynku, czekając na prosperity. Podobnie robią niektórzy polscy organizatorzy koncertów i festiwali. Choć za rok niekoniecznie będzie łatwiej.

— Pierwsze 3-5 lat to czas inwestycji w markę wydarzenia i wtedy nie ma co liczyć na zyski. W ostatnich latach pojawiło się u nas dużo nowych festiwali. Część z nich jest finansowana w dużym stopniu ze środków samorządowych. Dlatego w przyszłym roku, przy spadających wpływach miast i gmin z podatków, ze sponsoringiem imprez muzycznych może być problem — ocenia Mikołaj Ziółkowski.

Szczecin Rock Festiwal, Gdańsk Dźwiga Muzę i podobne imprezy muszą więc uniezależnić się od publicznych pieniędzy. Zanim w samorządach zaczną obowiązywać kryzysowe budżety, ze skreśloną pozycją "kultura i promocja".

Bono i pieniądze

Koncert U2 w Chorzowie był magiczny. Przez ponad 2 godziny 70 tys. osób skakało, śpiewało, a zespół dał z siebie wiele, świetnie się przy tym bawiąc. Były momenty wzruszenia, jak przy "New Year’s Day", gdy stadion zamienił się w ogromną biało-czerwoną flagę, a Bono mówił o fenomenie Solidarności. I zadumy, jak przy "Walk On" zadedykowanym Aung San Suu Kyi, birmańskiej bojowniczce o wolność. Były i wesołe, gdy gitarzysta The Edge z okazji urodzin dostał szampana i chóralne "Happy Birthday", a potem "Sto lat". W Chorzowie bawiłem się dużo lepiej, niż kilka tygodnie wcześniej w Berlinie. W takich chwilach nie myśli się o pieniądzach. A jednak…

Sprzedaż biletów ruszyła o północy 20 marca. Rano biletów na płytę już nie było. Żal, smutek, złość na siebie, że się bardziej nie zmobilizowałem. Trudno, kupuję na trybuny za 450 zł, bo pewnie i te się niedługo skończą. Nic z tego. Cena okazała się zaporowa. Dlatego Live Nation, organizator, kilka razy wrzuca do sprzedaży te bilety po 190 zł. Przez kilka miesięcy obracał moimi i tysięcy innych osób pieniędzmi, a teraz sprzedaje te same bilety dużo taniej. Nie daje mi prawa do zwrotu ani wymiany. Więcej już biletów z wyprzedzeniem nie kupię. Jeśli tak zrobią inni, organizator będzie do końca drżał o to, ile ostatecznie sprzeda. To, że nie sprzedały się wszystkie bilety, sprawiło, że wbrew wcześniejszym sugestiom w Polsce odbędzie się jeden koncert. W Zagrzebiu, jak w większości miast będą dwa. A wystarczyło, by organizatorzy nie byli tacy zachłanni. Zamiast sprzedawać bilety po 450 zł, lepiej było sprzedać po 300 zł. Ale dwa razy więcej, bo na dwa koncerty.

O pieniądzach myśli się, pokonując 280 km dzielące Warszawę i Chorzów. Zamiast trzech godzin przyjemnej jazdy, zajmuje to co najmniej pięć, po których ma się dość. I można zaśpiewać za Bono "How long… How long must we sing this song?"

Grzegorz Nawacki

120

mln USD

Na tyle podobno opiewa 10-letnia umowa między koncernem Live Nation a Madonną...

15

mln zł

... tyle wyniósł tegoroczny budżet Heineken Music Open’er Festival...

2

mln zł

...a tyle dołożyło do Open’era miasto Gdynia

Karol Jedliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński,Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy