Nazwali mnie: tepsożerca

Rozmawiają Mirosław Banasiak i Michał Matys
18-11-2011, 00:00

O rozbijaniu monopolu, groźbie utraty 1,5 mld euro z Unii Europejskiej oraz wojsku, które blokuje Internet, opowiada Anna Strężyńska, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej

Czuje się Pani pogromcą TP SA?

Raczej wychowawcą. Jeżeli wychowanek nie chce zrozumieć, co się do niego mówi, i nie akceptuje zasad, musi pogodzić się z sankcjami.

Co było największym grzechem wychowanka?

Nie chciał dopuścić do obniżki cen oraz wpuścić konkurencji.

Dostał od państwa monopol. W 2000 roku TP SA została sprzedana France Telecom wraz z jedyną istniejącą siecią światłowodów.

Już wtedy wiedzieliśmy, że część infrastrukturalną TP SA lepiej byłoby oddać w inne ręce niż tę część, która świadczy usługi. Obawialiśmy się gigamonopolu. Ale wówczas chodziło o to, aby pozyskać do budżetu duże pieniądze.

Francuzi zapłacili dużo – 18,6 mld zł.

Oddaliśmy monopol na kilka lat na wszystkich rynkach: międzynarodowym, międzymiastowym, lokalnym. TP SA miała wtedy ponad 90 proc. klientów. Decydowała, w jakiej rzeczywistości żyjemy i jakie sznurki służą nam do nawiązywania łączności ze światem.

Dlatego Francuzom zwrócił się wydatek?

Na ten temat krążą legendy. Na pewno TP SA jest perłą w koronie grupy France Telecom. Niestety dla nas przez lata usługi oferowane przez TP SA były bardzo drogie.

Może ta prywatyzacja była błędem?

Częściowo tak, ale była też koniecznością ekonomiczną. Warto byłoby kiedyś poddać ją szczegółowej analizie. Nigdy tego nie zrobiono. Najgorsze jednak było to, że TP SA miała monopol dłużej, niż gwarantowała umowa prywatyzacyjna. Załącznik, w którym to zapisano, wygasł w 2003 roku, a parasol nad TP SA nadal był rozpięty.

Pani go zwinęła.

W 2006 roku powstał Urząd Komunikacji Elektronicznej i zaczęliśmy wprowadzać regulacje, których wymagała Komisja Europejska. Złamaliśmy monopol TP SA na rynku internetowym i telefonicznym, wpuściliśmy konkurencję i doprowadziliśmy do obniżki cen usług. Szacujemy, że dzięki temu przez pięć ostatnich lat w skali całego rynku klienci zaoszczędzili 26 mld zł, z czego na TP SA przypadło kilkanaście miliardów.

A Pani zyskała opinię...

...tepsożercy.

W tym roku Komisja Europejska nałożyła na TP SA rekordową karę 127,5 mln euro za utrudnianie dostępu do swojej sieci innym dostawcom Internetu. Czuje Pani satysfakcję?

Nie, czuję tylko olbrzymią ulgę, bo niektórzy uważali, że mam obsesję albo osobiste porachunki z TP SA. Bo nakładałam na nią jedna za drugą wysokie kary.

Może nakładała je Pani zbyt pochopnie, bo większość uchyliły sądy?

Nie mieliśmy innych środków. Szukaliśmy jakiegoś rozwiązania, aby powiedzieć TP SA: nie. Komisja Europejska potwierdziła, że mieliśmy słuszność, a TP SA blokowała innym operatorom dostęp do swojej sieci.

Czy stąd mamy w Polsce tak ogromne opóźnienie w rozwoju Internetu stacjonarnego?

Do 2009 roku TP SA nie podejmowała inwestycji, tłumacząc to niekorzystnymi regulacjami. Kilkuletni strajk inwestycyjny uderzył w nią samą, nie tylko w nasz urząd i klientów. Ten etap zakończył się pozytywnie ocenianym przez polskich i zagranicznych obserwatorów porozumieniem z TP SA. Rozpoczęło to okres inwestycji na wielką skalę oraz zakończyło okres antykonkurencyjnych działań TP SA.

Rząd nie widział problemu?

Widział, dlatego powołał nasz urząd oraz zmienił przepisy regulacyjne. Jednak samym szerokopasmowym Internetem do niedawna rząd nieszczególnie się interesował. Nie udało się zagospodarować pieniędzy, które w 2007 roku otrzymaliśmy z Unii na rozwój Internetu. Z 1,5 mld euro wydano kilkanaście procent. Przeznaczono je dla samorządów. Niestety nie były one fachowo przygotowane do inwestycji telekomunikacyjnych. Przedstawiliśmy projekt, jak im pomóc, rząd nas jednak nie poparł. Dopiero teraz, z wieloletnim opóźnieniem, zajęło się tym Ministerstwo Infrastruktury.

Czy nie przepadnie nam te 1,5 mld euro?

Cztery ostatnie lata minęły bez sukcesu, zostały nam dwa – do 2013 roku musimy zawrzeć wszystkie kontrakty. Mam nadzieję, że się uda.

Szerokopasmowe sieci mogą budować województwa we współpracy z prywatnymi przedsiębiorcami. UKE od 2007 roku angażuje się w pomoc i doradztwo dla samorządów.

Za to wykonaliśmy skok i znaleźliśmy się w światowej czołówce, jeśli chodzi o Internet mobilny.

Pojawili się operatorzy komórkowi – mieli wolne pole i przechwycili część klientów Internetu stacjonarnego. Poszukiwali nowych okazji biznesowych, tymczasem zyski z tradycyjnej telefonii spadły. Liczba klientów Internetu mobilnego wzrasta znacznie szybciej niż stacjonarnego. Opóźnienie możemy zatem obrócić na naszą korzyść, rozwijając sieci mobilne czwartej generacji, przeznaczone do multimediów. Młodsze pokolenie korzysta niemal wyłącznie z komórek.

A komórki przestały służyć tylko do rozmów, służą do przekazywania danych.

Ocenia się, że transmisja danych zajmuje 90–95 proc. pojemności sieci. Pojawiają się kolejne, wciąż nowe usługi. Ten rynek rozwija się w skokach, tak szybko, że nie jesteśmy w stanie nawet dobrze prognozować.

Zygmunt Solorz-Żak, właściciel telewizji Polsat, przejął sieć Plus, jedną z trzech największych w Polsce. Chce w niej nadawać własne programy. Wróży Pani mu sukces?

Podobne przedsięwzięcia wydają się skazane na sukces. W taki sam sposób działają telewizje kablowe – oferują telefon, Internet i telewizję. Pomysł jest na czasie, zobaczymy, jakie będzie wykonanie. Może to stanie się motorem dla konkurencji. Na rynku jest trzech graczy: Plus z Solorzem, T-Mobile i Orange, które zacieśniają współpracę, oraz mały Play. Problem w tym, że niedługo dla wszystkich zabraknie nowych częstotliwości, których Internet potrzebuje.

Dlaczego?

Bo na razie dysponuje nimi wojsko. Liczymy na to, że podejmie wkrótce decyzję w sprawie ich przekazania na potrzeby cywilne. Nowe częstotliwości będą potrzebne po części już w najbliższym roku, ale nie później niż w 2013 roku.

Czy brak nowych częstotliwości zablokuje rozwój Internetu komórkowego?

Już mamy spore opóźnienie. Większość krajów europejskich dokonała lub dokonuje rozdysponowania najcenniejszych częstotliwości. Nie chodzi tylko o to, by spełnić biznesowe plany operatorów. Rozwój telekomunikacji napędza rozwój wszystkich innych sektorów. Dzięki inwestycjom w telekomunikacji wzrasta PKB, gospodarka staje się innowacyjna, koszty informacji i transportu spadają, wzrasta międzynarodowy zasięg lokalnych przedsięwzięć. Najwyższa pora na taką świadomość na szczytach władzy i odpowiednie działania.

Pani kadencja zakończyła się pół roku temu.

No właśnie, w zasadzie mnie nie ma.

Klienci nie lekceważą Pani?

Codziennie spotykam się z wyczekującą postawą operatorów, przy podejmowaniu nowych inicjatyw czuję brak zainteresowania. Giełda nazwisk następcy jest ciekawsza.

Chciałaby Pani zostać?

Nie na każdych warunkach. Formuła UKE się wypala i pora na daleko idące zmiany. Dziś trzeba postawić postulat wspólnej regulacji sektora telekomunikacji oraz różnorakiego kontentu. Widzimy, gdzie potrzeba dokręcić, a gdzie rozluźnić reżim prawa. Mamy doświadczenie także w uruchamianiu mechanizmów samoregulacyjnych. Jako pierwsi w Polsce użyliśmy z sukcesem narzędzi bazujących na dobrowolnych porozumieniach administracji z podmiotami regulowanymi. Takich działań na rzecz rozwoju rynku wymaga Agenda Cyfrowa. Potrzebujemy więc debaty o przyszłości UKE i tylko pod warunkiem, że sensowne wnioski z tej debaty zostaną wdrożone, mogłabym zostać. &

Anna Strężyńska

(ur. 1967), prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (2006– 2011). Absolwentka prawa UW, doradca ministra łączności w gabinecie J. Buzka (1998–2001); podsekretarz stanu w Ministerstwie Transportu i Budownictwa w rządzie PiS (listopad 2005 – maj 2006).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiają Mirosław Banasiak i Michał Matys

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Nazwali mnie: tepsożerca