Nazwę obiektu kupię. Za miliony złotych

Karol Jedliński
opublikowano: 10-02-2010, 00:00

Przybywa obiektów z nazwami sponsorów. Ale prawdziwy wysyp "aren" wszelkiej maści dopiero przed nami.

Przybywa obiektów z nazwami sponsorów. Ale prawdziwy wysyp "aren" wszelkiej maści dopiero przed nami.

Kilka tygodni temu serwis e-familio.pl miał swoje pięć minut. Jego właściciele kupili, za 30 tys. zł. w licytacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, prawa do nazwy pociągu kursującego na trasie Warszawa—Kraków. Wczoraj pojawiła się oferta dla dużych graczy, na przynajmniej kilka lat. Do kupienia jest nazwa warszawskiego Centrum Expo XXI. Za ile?

— Za prawa na 5 lat trzeba będzie wyłożyć miliony złotych. Już mamy dwóch chętnych — zaznacza Wojciech Majeran z Ciszewski Marketing Sportowy, agencji prowadzącej negocjacje w imieniu właściciela Centrum Expo.

Zainteresowana dwójka to duży bank z zagranicznym kapitałem oraz operator telekomunikacyjny. Jest o co się bić, bo jak pokazują wyliczenia, inwestycje w taki nietypowy marketing dają nawet 12-krotnie większe korzyści finansowe.

— W ten sposób, szczególnie w Polsce, można się łatwo wyróżnić, zabłysnąć — uważa Wojciech Majeran.

Kilku potentatów już to zauważyło. Mamy więc "areny" od Winiar, BGŻ czy Dialogu, Atlasu i PGE. W najbliższych latach zmian nazw będzie więcej. Szanse na lukratywne i wieloletnie kontrakty mają duże obiekty. Najlepiej stadiony, choćby te na Euro 2012, ale nie tylko. Swojego sponsora znalazło rondo w Jaworznie, nazwę chętnie odda też nowiutka i duża hala sportowo-widowiskowa w Dąbrowie Górniczej czy podobna, dopiero powstająca, w Legionowie pod Warszawą. W 2012 r. wartość wszystkich umów z zakresu tzw. naming rights w Polsce ma wynieść 300 mln zł. To mniej więcej tyle co jedna duża, 10-letnia umowa dla popularnego stadionu w Teksasie.

— Doradcy prognozowali, że za prawa do nazwy Baltic Areny w Gdańsku dostaniemy maksymalnie 5 mln zł rocznie. Mylili się — cieszy się jednak Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska.

PGE za 5-letnią umowę zapłaci 35 mln zł. Na pewno przez najbliższe lata nie do kupienia będą prawa do nazwy Stadionu Narodowego, za które trzeba zapłacić dużo więcej. Roczne kwoty mogą sięgnąć kilkunastu milionów złotych. A jeszcze w sierpniu 2009 r., tuż przed Mistrzostwami Europy w Koszykówce i meczami w łódzkiej Arenie, do gry wszedł Atlas. Podpisał umowę na 5 lat, płaci zaledwie milion złotych rocznie. I ma Atlas Arenę, w której wciąż coś się dzieje. Efekt? Google pokazuje 3 mln wyników wyszukiwania dla Atlas Areny, prawie dziesięć razy więcej niż na hasło "stadion narodowy" i kilkanaście razy więcej niż w przypadku "Expo XXI". I choć w oficjalnych dokumentach mistrzostw nie można było używać słowa "Atlas", to i tak nie sposób było nie dostrzec pokaźnej nazwy firmy budowlanej wyrytej z każdej strony hali i obecnej m.in. na dziesiątkach znaków drogowych.

— Podobne zakazy będą na Euro 2012, ale wszyscy wiedzą, że można je tak obejść, by np. w materiałach promocyjnych używać nazwy "PGE Arena" — ocenia Wojciech Majeran.

Karol Jedliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane