NBP o linii kredytowej: nie chcę, ale niech wam będzie

PAP, JKW
opublikowano: 30-04-2010, 12:41

Bank centralny nadal twierdzi, że Polsce nie jest potrzebna elastyczna linia kredytowa w MFW. Ale w dzisiejszym komunikacie napisał, że jeśli rząd chce ją przedłużyć - proszę bardzo.

Nie jest obecnie zasadne ponowne ubieganie się przez Polskę o udostępnienie elastycznej linii kredytowej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy - uważa NBP. Deklaruje, że może poprzeć starania o linię, gdyby minister finansów uznał to za konieczne.

Siedziba Narodowego Banku Polskiego
Siedziba Narodowego Banku Polskiego
None
None

 

Z dwóch stron

W piątkowym komunikacie zarząd banku centralnego poinformował, że aktualny stan rezerw dewizowych wskazuje, że "stanowią one wystarczający bufor bezpieczeństwa dla systemu bankowego w Polsce". Dostęp do FCL nie jest również uzasadniony "makroekonomicznymi uwarunkowaniami sytuacji gospodarczej w Polsce" - uważa NBP.

Jednak w praktyce NBP zgadza się na linię kredytową. Zarząd banku w komunikacie wyjaśnia, że jeśli rząd potrzebuje linii, to NBP ją dla niego weźmie.

"Gdyby Minister Finansów uznał za zasadne uzyskanie przez Polskę dostępu do Elastycznej Linii Kredytowej w związku z wystąpieniem czynników fiskalnych, mogących mieć wpływ na bilans płatniczy kraju, to Narodowy Bank Polski będzie gotów poprzeć starania rządu w powyższym zakresie" - podkreślił w komunikacie NBP.

Ministerstwo Finansów na razie nie odpowiedziało jednoznacznie, jaka jest decyzja w sprawie linii w MFW. Dotąd przekonywało jednak, że taka umowa jest potrzebna. W odpowiedzi na komunikat NBP, wystosowało swoje oświadczenie, w którym pisze o korzyściach wynikających z przedłużenia linii kredytowej.

"Udostępnienie Polsce FCL odgrywa bardzo ważną rolę z punktu widzenia pozytywnej percepcji gospodarki, bezpieczeństwa gospodarczego państwa, ochrony wartości polskiej waluty oraz wzmocnienia wiarygodności Polski na międzynarodowych rynkach finansowych" - pisze resort finansów.

 

Plusy i minusy

W ocenie członka Rady Polityki Pieniężnej prof. Adama Glapińskiego, wszystkie analizy NBP wskazują, że teraz nie ma potrzeby, by Polska ponownie ubiegała się o udostępnienie elastycznej linii kredytowej. Wyjaśnił, że o to występuje minister finansów lub NBP.

"Gdy minister finansów stara się o dostęp do FCL, to NBP musi się pod tym podpisać i występuje jako tzw. agent finansowy. Wówczas linia kredytowa może być użyta na cele bilansu płatniczego, w tym na cele stabilizacji budżetu państwa" - podkreślił w rozmowie z PAP Glapiński. Dodał, że w tej sytuacji szef resortu finansów wychodzi z założenia, że może to być przydatne dla zwiększenia bezpieczeństwa deficytu budżetowego.

"Kiedy NBP występuje o linię kredytową, potrzebny jest podpis ministra finansów. Wtedy linia kredytowa może być użyta do stabilizacji kursu złotego i zwiększenia rezerw NBP" - wyjaśnił Glapiński. Podkreślił, że w obecnej sytuacji bank centralny nie widzi zagrożenia w tym zakresie i uważa poziom własnych rezerw za wystarczający.

Pełniący obowiązki prezesa NBP Witold Koziński mówił na początku kwietnia, że można poczekać z przedłużeniem umowy dotyczącej FCL. Wskazał, że 5 maja mija rok od podpisania pierwszej umowy dotyczącej tego kredytu z MFW. Ocenił wówczas, że nie jest to data, która zmuszałaby nas do podpisania kolejnej umowy. "Możemy to zrobić parę miesięcy później, nawet rok później" - mówił.

Według banku centralnego, Polska ma obecnie dobrą pozycję makroekonomiczną i jest w bardzo dobrej sytuacji, jeśli chodzi o rezerwy walutowe. Jak mówił Koziński, w ciągu roku aktywa rezerwowe Polski wzrosły o 17,4 mld dolarów, tj. o prawie tyle, ile wynosi FCL. Zapowiedział, że jeżeli resort finansów dojdzie do wniosku, że linia jest potrzebna, to NBP "jest otwarty na dyskusje".

Tymczasem premier Donald Tusk mówił na początku kwietnia, że podtrzymanie elastycznej linii kredytowej byłoby zabezpieczeniem dla Polski "na wszelki wypadek". Zapowiedział, że precyzyjną ocenę w tej sprawie zostawia ministrowi finansów Jackowi Rostowskiemu. Zaznaczył, że elastyczna linia kredytowa była dowodem względnego, ale dość wyraźnego zaufania do Polski, w przeciwieństwie do bardzo wielu innych państw.

Zdaniem premiera sporo racji ma resort finansów, który przekonuje - widząc co się dzieje w niektórych państwach UE - że lepiej jest dmuchać na zimne i mieć zabezpieczenie w postaci dostępu do elastycznej linii kredytowej. "Ta ostrożna polityka Rostowskiego - jeśli chodzi o finanse - na razie przecież sprawdza się całkiem nieźle, mówiąc delikatnie"- ocenił premier.

Umowę z MFW dotyczącą tzw. elastycznej linii kredytowej Polska podpisała w maju ubiegłego roku. Zgodnie z nią Polska przez rok ma dostęp do ok. 20,58 mld dolarów, które zasilają rezerwy walutowe banku centralnego. Środki te nie są wykorzystywane. FCL przyznawany jest jedynie krajom o stabilnych fundamentach makroekonomicznych. Ministerstwo Finansów uważa, że wobec niepewnej sytuacji na świecie przedłużenie dostępu do elastycznej linii kredytowej jest zasadne.

Według NBP, koszt kredytu to ok. 182 mln zł, które obciążają wynik NBP. Bank centralny szacuje, że gdyby Polska faktycznie chciała skorzystać z linii kredytowej, to w przypadku wykorzystania 30 proc. przyznanych środków na pięć lat opłata wyniosłaby powyżej 1 mld zł, a przy wykorzystaniu 100 proc. środków - 1,4 mld zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP, JKW

Polecane