Nerwy: Coraz gorsze na giełdzie nastroje

Piotr Kuczyński
opublikowano: 30-11-2007, 00:00

Listopad rozpoczął się na GPW spadkiem indeksów. W części była to reakcja na to, co się działo na giełdach amerykańskich, ale tylko w niedużej części. Na innych rynkach rozwijających się, a nawet na rozwiniętych rynkach europejskich, ze szczególnym uwzględnieniem giełdy niemieckiej, niepokój był nieznaczny, a straty indeksów — niewielkie. Wygląda na to, że rzeczywiście zaczęła obowiązywać teoria „decoupling” (desynchronizacji). Wedle niej, nawet jeśli USA zwolnią, to globalny wzrost miałby podźwignąć inne kraje — szczególnie rozwijające się. Ja w tę teorię nie wierzę.

Taka gwałtowna przecena — i to na tle spokoju panującego na innych rynkach europejskich — sygnalizowała, że polscy zarządzający oceniają sytuację zdecydowanie gorzej niż ich zagraniczni koledzy. Warto też odnotować, że nasza giełda często zachowuje się słabo przed sezonem raportów kwartalnych spółek — zarządzający podejmują decyzje po ich publikacji.

Jednak po zakończeniu tego sezonu sytuacja też się nie poprawiła. Widać było, że publikowane przez spółki kwartalne wyniki nie uzasadniają dotychczasowych wycen. Dynamika zysków znacznie spadła, a wiele spółek rozczarowało. Co prawda w czasach hossy nikomu wysokie wyceny nie przeszkadzają, nawet wtedy, gdy potrafią drastycznie odbiegać od racjonalnych poziomów (wystarczyło spojrzeć w czerwcu na nasze mniejsze średnie spółki czy na chińskie indeksy). Ale w niespokojnych czasach — a takie przecież nastały — analitycy i zarządzający trzeźwieją i mówią: jest za drogo.

Przyczynili się też do spadków rodacy, wycofując kapitały z funduszy małych i średnich firm. Nie wiadomo również, czy przeceny częściowo nie zawdzięczamy (paradoksalnie, bo przecież dla rynków to partia pierwszego wyboru) wygranej w wyborach Platformy Obywatelskiej. Mówi się bowiem o zwiększeniu możliwości inwestowania OFE za granicami Polski, a to przecież mogłoby doprowadzić do zmniejszenia zaangażowania funduszy w akcje polskie. Fundusze mogą też szykować kapitały (sprzedając drogie akcje ze swojego portfela) na zapowiadane przez nowy rząd duże prywatyzacje.

Poza tym nastroje wśród polskich ekonomistów pogarszają się — i trudno się temu dziwić. Ostatnie dane makro i zawirowania na światowych rynkach nie mogą nastrajać optymistycznie. Mocny złoty uderza w nasz eksport, zwalnia też dynamika wzrostu produkcji przemysłowej. Jednocześnie wzrost płac i żywności szybko podnosi inflację, co zmusi Radę Polityki Pieniężnej do kolejnych podwyżek stóp, co dodatkowo schłodzi gospodarkę.

Zwalnia również gospodarka USA. To spowolnienie tempa wzrostu wkrótce przeniesie się również do strefy euro (widać już pierwsze symptomy), a z czasem przesiąknie także do Polski. No i pogłębia się kryzys na światowych rynkach kredytowych i pojawiają się pierwsze oznaki poważniejszych zawirowań na rynku akcji. l

Przecena: Warszawska giełda zanurkowała dużo głębiej niż rynki zachodnie

Zmiana indeksów na światowych giełdach 15.10-15.11.2007

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu