"Nie będzie drugiego dna recesji"

Adrian Boczkowski
opublikowano: 29-09-2009, 06:47

Główne niebezpieczeństwa za nami, ale o  stabilnym wzroście możemy zapomnieć — uważa Stuart Green, główny ekonomista HSBC.

Wielu uczestników rynku kapitałowego wciąż spodziewa się, że powrót światowej gospodarki i rynków finansowych do formy będzie miał kształt litery W. Po dnie w I kwartale tego roku i późniejszym dynamicznym odbiciu powinniśmy więc spodziewać się ponownego nurkowania, po którym nastąpiłby długotrwały, właściwy wzrost.

— To praktycznie niemożliwe. Po upadku Lehman Brothers przed rokiem ujawniło się wiele poważnych rodzajów ryzyka dla rynków. Dzięki działaniom banków centralnych i rządów udało się ich uniknąć. Ryzyko podwójnego dna zminimalizowało się, a pewność prognoz zwiększyła się — mówi Stuart Green, główny ekonomista HSBC, jednego z największych globalnych banków.

To on w zeszłym roku trafnie przewidział, że USA już w tym roku zaczną wychodzić z recesji, a Polska okaże się najsilniejszą gospodarką w Europie.

Mimo różnych podejść do walki z kryzysem rosną bilanse banków centralnych, ale spada presja płynnościowa (spread OIS). Głównego ekonomistę HSBC najbardziej niepokoi jednak załamanie popytu na kredyty.

— To obecnie jeden z większych problemów. Trzeba patrzeć na wartości realne, a nie dynamikę, która jest jedynie efektem bardzo niskiej bazy — argumentuje Stuart Green.

Jego zdaniem, nie powinniśmy przeceniać wyników sondażowych (mocno rosnące indeksy nastrojów) i roli Chin.

— Zdolność Chin do wyciągnięcia światowej gospodarki z kryzysu może być przez wielu ekspertów przeszacowana. Łączne spożycie indywidualne Chińczyków jest mniejsze niż samych Francuzów, nie mówiąc o ogromnej przepaści w stosunku do USA — tłumaczy Stuart Green.

Jego zespół patrzy na przyszły rok z coraz większym optymizmem. Najnowsze prognozy HSBC mówią o 0,7 proc. r/r wzrostu PKB w strefie euro (wcześniej 0,1 proc.) i aż 1,4 proc. wzrostu w Niemczech (-4,9 proc. w br.). Co z Polską? 1 proc. wzrostu w tym roku, 2 proc. w przyszłym i 3,4 proc. za dwa lata. Euro ma kosztować w latach 2010-11 przeciętnie 3,6 zł, a dolar — 2,4 zł.

Więcej we wtorkowym Pulsie Biznesu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane