Nie brakuje chętnych na polskie obligacje

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 11-02-2010, 00:00

Mimo zawieruchy w strefie euro, polskie papiery skarbowe rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Pomaga w tym bank centralny

Ministerstwo Finansów (MF) sprzedało wczoraj na przetargu obligacje dwuletnie o wartości 5,5 mld zł. Popyt był ponaddwukrotnie wyższy, a średnia rentowność nie przekroczyła 5 proc. Była więc niższa niż na poprzednich aukcjach i na rynku wtórnym. To dobra wiadomość, bo oznacza, że inwestorzy wciąż dobrze oceniają wiarygodność Polski i na razie nie ma zagrożenia w realizacji dość wyśrubowanego planu pożyczkowego rządu. Po ostatniej aukcji jest on wykonany już w 20 proc.

Tymczasem obawy o zaspokojenie potrzeb państwa można było mieć jeszcze jesienią, gdy resort finansów zapowiedział większy deficyt budżetowy na 2010 r. Pierwszy z przetargów obligacji, jaki zorganizowano po ujawnieniu tych informacji, uznano za nieudany. Sprzedano bowiem papiery za 1,1 mld zł, choć maksymalna oferta sięgała 2 mld zł. Popyt wyniósł natomiast ledwie 2,16 mld zł. Wówczas komentowano, że odrzucenie przez MF mniej korzystnych ofert to celowy zabieg, który ma stworzyć wrażenie, że rząd nie poszukuje desperacko chętnych na obligacje i może sobie pozwolić na grymasy nad ceną. Dziś potrzeby pożyczkowe państwa planowane na ten rok są nawet nieco niższe, niż wówczas planowano (197 wobec 204 mld zł brutto, a więc uwzględniając rolowanie starego zadłużenia) ze względu na większą skalę przetargów zamiany oraz brak emisji bonów skarbowych pod koniec 2009 r.

Specjaliści podkreślają, że jednym z ważniejszych czynników, które resort finansów stawiają w stosunkowo komfortowej sytuacji, jest nadpłynność polskiego sektora bankowego. Dilerzy obligacji zwracają uwagę, że bankom relatywnie taniego finansowania dostarcza Narodowy Bank Polski. "To forma pośredniej interwencji na rynku i sztuczne kreowanie popytu. Ale to sytuacja charakterystyczna nie tylko dla naszego kraju" — mówią dilerzy. Dodają, że resort finansów nie bez przyczyny sprzedaje przede wszystkim papiery o krótszym terminie wykupu, bo właśnie takie są pilnie poszukiwane przez krajowe instytucje.

Zagranica także nie odpuszcza naszego rynku. Wczoraj Michael Gomez, zarządzający funduszami rynków wschodzących w Pacific Investment Management (PIMCO), największym na świecie towarzystwie funduszy obligacji, przyznał, że zwiększył zaangażowanie w papiery dłużne Polski. Impulsem do takiej decyzji była… wiadomość o rychłej pomocy dla Grecji, jaka miałaby spłynąć z Niemiec i z Unii Europejskiej.

"Są pewne pozytywne sygnały, że coś się szykuje dla Grecji. Dodaliśmy ekspozycję na Polskę w naszym funduszu rynków wschodzących, częściowo, bo uważamy, że wyprzedaż wkrótce się skończy. Z perspektywy fundamentów jesteśmy całkiem optymistyczni co do perspektyw Polski" —powiedział Michael Gomez.

Kilka tygodni temu wyraz temu dali też inni inwestorzy, którzy na pniu rozkupili polskie obligacje denominowane w euro. Oferta opiewała na 3 mld EUR, a popyt przekroczył 7,5 mld. "Książka ofert była otwarta zaledwie przez dwie i pół godziny. To pokazuje, jak dobrze Polska jest widziana przez inwestorów zarówno w przypadku emisji za granicą, jak i w kraju" — mówiła z satysfakcją Anna Suszyńska, zastępca dyrektora Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów.

20%

Takie jest wykonanie rocznego planu pożyczkowego budżetu państwa po wczorajszej aukcji obligacji. To dobry wynik jak na początek lutego.

NBP pomaga bankom,

banki kupują papiery

Robert Hryciuk

Na razie sprzedaż obligacji idzie dobrze, ale daleki byłbym od hurraoptymizmu. Przede wszystkim dlatego, że dziś spora część popytu jest dość sztucznie wykreowana. Banki mają dostęp do względnie taniego finansowania z banku centralnego. Ma ono przede wszystkim krótkoterminowy charakter, co wynika właśnie z tego, że MF oferuje głównie papiery o krótszym — do dwóch lat — terminie wykupu. Obligacje 5- i 10-letnie na rynku wtórnym nie cieszą się już tak dużym wzięciem.

Problemy Grecji i Portugalii są pierwszym sygnałem, że deficyty i rosnące zadłużenie mogą się stać ogólnoeuropejskim utrapieniem. Na razie wyglądamy na tym tle całkiem dobrze, m.in. dzięki perspektywom dość solidnego wzrostu gospodarczego. Co będzie za pół roku — trudno jednak przewidzieć.

Są chętni na polskie

obligacje skarbowe

Piotr Bujak

Polskie obligacje wciąż cieszą się relatywnie dużym zainteresowaniem inwestorów, co jest odzwierciedleniem wiarygodności polityki polskiego rządu i uznania dla stabilnych fundamentów naszej gospodarki. W krótkim i średnim terminie nic nam nie zagraża. Także zawierucha w tzw. peryferyjnych krajach Unii Europejskiej nie przeszkadza w tym, by znajdować chętnych na obligacje. Oczywiście, pogorszenie sytuacji fiskalnej na pewno jest odnotowywane, podobnie jak przesunięcie się w czasie perspektyw wejścia do strefy euro. Kolejne przetargi pokazują jednak, że nie wpływa to istotnie na popyt na polskie papiery skarbowe.

Niewątpliwie plasowaniu kolejnych emisji pomaga też nadpłynność w krajowym sektorze bankowym, ale nie można przeceniać tego czynnika. Gdyby wiarygodność Polski spadła, krajowi inwestorzy też odwróciliby się od papierów rządowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy