Nie cieszmy się z gestu Rosji

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 08-01-2008, 00:00

Choć politycy i inwestorzy zareagowali entuzjastycznie na wieść o zniesieniu przez Rosję embarga na polskie mięso, fakty każą studzić emocje.

Dla wielu czołowych firm rosyjskie embargo jeszcze nie zniknęło

Choć politycy i inwestorzy zareagowali entuzjastycznie na wieść o zniesieniu przez Rosję embarga na polskie mięso, fakty każą studzić emocje.

Gdy tuż przed świętami gruchnęła długo oczekiwana wiadomość o zniesieniu przez Rosję zakazu importu polskiego mięsa, media, politycy i inwestorzy giełdowi zareagowali euforią. Kursy akcji mięsnych notowanych na giełdzie PKM Duda i Beef-Sanu poszybowały w górę. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie to, że żadnej z tych firm nie ma na liście zakładów dopuszczonych do sprzedaży na rynek rosyjski. Dziwnych faktów w tej sprawie jest jednak dużo więcej.

Kubeł zimnej wody

Po pierwsze, podpisane z Rosją memorandum o zniesieniu embarga dotyczy mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego. W dalszym ciągu obowiązują rosyjskie ograniczenia w imporcie produktów roślinnych, co dla polskiej gospodarki ma nawet większe znaczenie niż problem z eksportem mięsa (patrz infografika).

Co ciekawe, na opublikowanych przez Inspekcję Weterynaryjną listach polskich zakładów z sektora mięsa czerwonego, które uzyskały prawo eksportu na rynek rosyjski, próżno szukać wielu znanych firm. Nie ma tam nie tylko wspomnianych już giełdowych spółek. Nie ma też żadnego zakładu grupy Animex, która jest największą firmą mięsną w Polsce. Brakuje również wielu znanych producentów z branży drobiarskiej (m.in. giełdowego Indykpolu) oraz mleczarskiej.

Firmy, które nie załapały się na rosyjskie listy, nie tracą jednak nadziei. I nie są bez szans.

— Pod koniec roku, przed podpisaniem memorandum, polskie zakłady znowu wizytowali rosyjscy inspektorzy. Nie skontrolowali jednak wszystkich chętnych firm, w tym kilku bardzo dobrych — wyjaśnia dr Ewa Lech, główny lekarz weterynarii.

Światełko w tunelu

Dla producentów i eksporterów mięsa, a także innych wyrobów, których nie ma na rosyjskiej liście, a którzy chcieliby zdobyć niezbędne uprawnienia, zorganizowane mają być w tym roku kolejne kontrole.

— Zbieramy wnioski chętnych zakładów. Na naszej liście jest ich już ponad 80 i pewnie będzie więcej. Sprawę bardzo ułatwiłoby nam wskazanie przez firmy ich rosyjskich kontrahentów — mówi Ewa Lech.

Wnioski o kontrolę złożyły już m.in. giełdowe PKM Duda, Beef-San i Indykpol, a także Animex. To tylko czubek góry lodowej, bo w branżach, które objęte były ograniczeniami, działają setki firm, a na rosyjskich listach znalazło się zaledwie 70 podmiotów, w tym wiele ferm.

Dla niektórych zakładów chcących szybko uruchomić eksport wyrobów gotowych pochodzenia zwierzęcego furtką może być punkt drugi polsko-rosyjskiego memorandum. Daje on polskim służbom weterynaryjnym prawo dopuszczenia do eksportu tych zakładów, które były wskazane do kontroli w 2007 r., lecz nie zostały skontrolowane. Jednak i one będą później musiały przejść rosyjski audyt.

Kokosy dla nielicznych

Analitycy nie kryją sceptycyzmu w sprawie szybkiego powrotu na rosyjski rynek.

— Temat eksportu polskiej żywności do Rosji, a w szczególności mięsa, został przejaskrawiony. Prawda jest taka, że nie był on wcale duży, a w Rosji sprzedawały się głównie elementy mięsa drugiego i trzeciego sortu. Embargo nie odbiło się zbytnio na kondycji ekonomicznej naszych producentów, zwłaszcza że zwiększyli oni eksport do krajów UE, w tym m.in. państw bałtyckich, oraz Białorusi, skąd nasza żywność i tak trafiała do Rosji — mówi Andrzej Kalicki, kierownik zespołu FAMMU, badającej handel zagraniczny Fundacji Programów Pomocy dla Rolnictwa.

Ostrzega też przed ryzykiem związanym z przyszłą sytuacją polityczną.

Wiktor Szczepaniak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy