Nie daj się omamić fałszywym prorokom zarządzania

Mirosław Konkel
01-07-2011, 09:41

Uważaj na coachów, mentorów i szkoleniowców, którzy wmawiają ci, że tylko z ich pomocą osiągniesz sukces.

Prawdziwi trenerzy stawiają na samodzielność swoich podopiecznych. Naciągacze chcą ich od siebie uzależnić.
Zobacz więcej

Prawdziwi trenerzy stawiają na samodzielność swoich podopiecznych. Naciągacze chcą ich od siebie uzależnić.

Trenerzy i eksperci obiecują nową wiedzę i umiejętności, a często także zmianę postaw pracowników. Bez tego – tłumaczą – przedsiębiorstwo nie sprosta coraz większej konkurencji na rynku. Autentyczna troska o klienta czy żerowanie na jego naiwności?

Próba manipulacji

Zdaniem Grzegorza Kossona, trenera w zakresie marki osobistej, odpowiedź zależy od tego, z jakimi doradcami lub firmami szkoleniowymi mamy do czynienia. Jednym – stwierdza – zależy tylko na zysku. Inne również chcą zarobić, ale uczciwie. Korzystając z ich usług, można z powodzeniem uzupełnić deficyty, które zauważa u siebie szef, zespół albo cała korporacja.

Doradca przestrzega przed coachami, mentorami i szkoleniowcami, którzy wmawiają swym podopiecznym, że jedynie z ich pomocą osiągną sukces.

- Prawdziwi guru biznesu nie uzależniają menedżerów od siebie. Przeciwnie. Chcą, by wzięli oni odpowiedzialność za siebie, za innych ludzi i powierzone im zadania. Natomiast szarlatani i naciągacze próbują wykazać, jacy to uczestnicy ich programów są niesamodzielni i jak bardzo potrzebują profesjonalnej opieki – mówi Grzegorz Kosson.

Na marginesie – identycznie w ciężkim roku 2008 postępowały niektóre ośrodki psychiatryczne. Najpierw straszyły tzw. białe kołnierzyki wizją masowych załamań nerwowych, depresji i samobójstw z powodu kryzysu, a następnie reklamowały otwierane specjalnie dla nich oddziały wsparcia.

Na targowisku idei

Jack Welch jako prezes General Electric (GE) zwalniał ludzi na potęgę. Za to pracownikom, którzy w firmie zostali, gwarantował kursy i studia na najwyższym poziomie. Nawet zbudował ośrodek szkoleniowo-konferencyjny, by podnieść kwalifikacje i potencjał intelektualny załogi. Jednocześnie zerwał współpracę z armią konsultantów GE. Bo między nimi a przedsiębiorstwem widział konflikt interesów. Uważał, że korporacja chce rozwiązać swoje problemy, tymczasem doradcy je mnożą, aby zdobyć nowe zlecenia. Gdy już przeszkolą pracowników z zarządzania energią, powiedzą, że dla dalszego rozwoju potrzebne są im kolejne zajęcia: a to budowa zespołu, a to asertywność, a to inteligencja emocjonalna. „Ani się obejrzymy, a ci, pożal się, Boże, eksperci, będą w naszej firmie na etacie” – przestrzegał Jack Welch.

- Jest jeszcze inny sposób na sztuczne wykreowanie potrzeb szkoleniowych: starym teoriom, koncepcjom, metodom nadaje się nowe, chwytliwe nazwy – ostrzega Grzegorz Kosson.

Na to zjawisko zwraca uwagę również prof. Krzysztof Obłój, specjalista ds. zarządzania, w książce „Pasja i strategia zarządzania”. Jak zauważa, zwyczajny marketing stał się strategiczny, podobnie zarządzanie ludźmi, logistyka czy finanse. Obniżka cen to dziś strategia dyskontowa. Już od dawna nie ma analizy konfiguracyjnej, jest za to „błękitny ocean”. Nie dość, że brzmi ładniej, to jeszcze lepiej się sprzedaje!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Nie daj się omamić fałszywym prorokom zarządzania