(Nie) dobra zmiana ustawy hazardowej

18-07-2016, 22:00

Projekt zmian ustawy hazardowej budzi tyle samo zastrzeżeń, ile obecny kształt rynku gier i zakładów wzajemnych

Nowy rząd postanowił od nowa uregulować rynek hazardowy w Polsce. Powstał projekt ustawy, która ma uporządkować to, co od lat nie działa dobrze. Jednak pomysły, które przedstawiła władza, budzą wiele wątpliwości. Dlatego „Puls Biznesu” zorganizował spotkanie, w trakcie którego przedstawiciele różnych środowisk — politycy, prawnicy i przedsiębiorcy — mogli wyrazić swoje opinie o planowanych zmianach w ustawie hazardowej. W rozmowie wzięli udział posłowie: Janusz Cichoń z PO i Paweł Pudłowski z Nowoczesnej, PSL reprezentował Marcin Zieliński. W debacie uczestniczyli także prawnicy: prof. Robert Gwiazdowski, mec. Marcin Górski i mec. Krzysztof Budnik oraz przedstawiciele firm działających na rynku gier i zakładów: Stanisław Matuszewski, prezes Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych, oraz Wojciech Michałowski, prezes Etoto. Na spotkanie nie udało się przybyć żadnemu reprezentantowi Prawa i Sprawiedliwości ani przedstawicielowi rządu. Jednak redakcja otrzymała pismo od Ministerstwa Finansów, które stało się głosem resortu w dyskusji. Spotkanie poprowadził redaktor „Pulsu Biznesu” Wojciech Kowalczuk.

CZAS NA NOWE PRAWO:
Zobacz więcej

CZAS NA NOWE PRAWO:

Uczestnicy debaty widzą wiele możliwych rozwiązań sytuacji rynku hazardowego, które nie będą tak kontrowersyjne jak monopol państwa. Grzegorz Kawecki

Potrzeba zmian

Punktem wyjścia do dyskusji nad planowanymi zmianami było omówienie obecnych przepisów dotyczących rynku hazardowego. O jego dzisiejszym kształcie decyduje ustawa wprowadzona przez rząd koalicji PO-PSL w 2009 r.

— Ustawa istotnie była restrykcyjna. Była też pisana w bardzo szybkim tempie. Ale jej celem było ograniczenie hazardu w Polsce, czego wymagała ówczesna sytuacja. Popełniliśmy sporo błędów, ale zależało nam, by ten istotny z ekonomicznego i społecznego punktu widzenia problem rozwiązać jak najszybciej. I ten cel w 2009 r. osiągnęliśmy. Na pewno ta ustawa wymaga poprawek, które przynajmniej po części wprowadza projekt autorstwa obecnego rządu. Pytanie, czy na pewno są to rozwiązania, które w skuteczny sposób uregulują ten rynek. Moim zdaniem są to dość karkołomne rozwiązania, np. kontrowersyjny pomysł blokowania stron internetowych nielegalnych operatorów — komentuje Janusz Cichoń.

W efekcie ustawy z 2009 r. mamy dziś na rynku hazardowym praktycznie zdelegalizowany segment gier karcianych, rynek zakładów sportowych w 90 proc. przejęty przez szarą strefę i działające bez zezwoleń automaty.

— W Polsce jest pięć legalnych firm organizujących zakłady bukmacherskie. Więcej nie może sobie pozwolić na płacenie gigantycznych podatków. Wkraczają więc do gry nielegalni bukmacherzy, przez których rozumiem zagranicznych operatorów, niemających pozwolenia na działalność w Polsce, ale ściągających i tak graczy z naszego kraju, obchodząc polskie podatki. Wyprowadzają w ten sposób z naszego kraju około 4 mld zł — podkreśla Wojciech Michałowski.

Stanisław Matuszewski, prezes Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych, dodaje:

— W 2015 r. wygasły wszystkie zezwolenia na automaty i salony gier. Branża istnieje i rozwija się, choć powinna zanikać. Wygasły pozwolenia na działanie większość automatów, mimo to ich operatorzy dalej działają, bo polskie przepisy zostały uznane za niezgodne z prawem unijnym. Sytuacja jest więc kuriozalna.

Nowe, nie lepsze

Projekt nowej ustawy ma na celu uzdrowienie rynku. Czy jednak nowe oznacza lepsze?

— Dzisiejsza sytuacja wynika z tego, co zarządziła władza w 2009 r., czyli restrykcyjnej ustawy hazardowej, będącej odpowiedzią na zaistniałą wtedy aferę. Dzisiaj pojawia się nowy projekt, który, owszem, poprawia pewne błędy poprzedniego rządu, ale może spowodować nowe. Wygląda on bowiem tak, jakby jego twórcy nie zdawali sobie sprawy, jak wygląda rynek hazardowy w Polsce — zauważa Robert Gwiazdowski. Nowy projekt w dużej mierze skupia się na sytuacji graczy. Wiele zapisów dotyczy bowiem przeciwdziałaniu uzależnieniom od hazardu.

— Bardzo cenne jest to, że rząd dostrzega popyt na usługi hazardowe i chce zająć się sytuacją graczy, umożliwiając im w bezpieczny sposób zaspokajanie potrzeby tego typu rozrywek. Jednak z drugiej strony nowy projekt zdaje się zupełnie pomijać inną ważną sprawę, a mianowicie sytuację przedsiębiorstw prowadzących legalną działalność, choć obecnie poza koncesją. Tymczasem to one mogłyby w sposób legalny zaspokajać potrzeby graczy — mówi Krzysztof Budnik.

Intencje ustawodawcy z 2009 r. były jasne — chodziło o ograniczenie hazardu. Zdaniem uczestników debaty trudno jednoznacznie stwierdzić, jakie cele przyświecają obecnemu rządowi.

— Coraz bardziej czytelne staje się, że intencją jest zdobycie pieniędzy. A jeśli tak, to w rzeczywistości ustawodawca będzie napędzał hazard. W nowej ustawie pojawia się zapis, że jednym ze sposobów walki z uzależnieniem będzie wyświetlanie graczom, ile już przegrali. Z informacji, które uzyskałem od psychologów, wynika, że przyniesie to dokładnie odwrotny skutek, niż zakłada ustawa. Niewielu graczy gra po to, by zarobić. Większość chce odzyskać to, co straciła. W związku z tym pokazywanie takiej osobie, ile przegrała, powoduje, że jeszcze bardziej chce się ona odegrać. To dowodzi, że projekt ustawy stworzyły osoby niemające pojęcia o tym, jak działa mózg osoby uzależnionej od hazardu, mimo że jako swój cel podają przeciwdziałanie uzależnieniu. Drugim zapisem, o którym chciałbym wspomnieć, jest ten dotyczący blokowania stron internetowych. To nie rozwiąże niczego, nie przy dzisiejszych rozwiązaniach technicznych. Prawdziwy problem tkwi w podatkach, a konkretnie w ich wysokości. Gdyby w Polsce były one mniejsze, wielu operatorów zagranicznych rejestrowałoby się w Polsce i tu płaciło daniny. Obecnie im się to po prostu nie opłaca. Natomiast blokowanie stron nie udało się jeszcze w żadnym kraju poza Koreą Północną. To nie jest dobry wzorzec — podkreśla Marcin Zieliński.

Zdaniem mecenasa Marcina Górskiego, nie tyle nowy rząd popełnia nowe błędy, ile w kolejnych propozycjach następujących po sobie rządów bez przerwy przewijają się podobne.

— Jednym z najpoważniejszych problemów jest absolutne ignorowanie sfery badań naukowych, które powinny być podstawą szafowania takimi stwierdzeniami, jak to, że ustawa ma na celu przeciwdziałanie uzależnieniom od hazardu. Tymczasem obecny projekt ustawy zakłada monopol państwa na tym rynku, zaś badania naukowe, po które wystarczy sięgnąć, jasno pokazują, że monopol absolutnie nie przysłuży się ograniczeniu uzależnień od hazardu, bo to właśnie państwa, które wprowadziły monopol, mają z tym zjawiskiem największy problem. Absurdalny jest zresztą pomysł, że jakimkolwiek rozwiązaniem zaproponowanym przez władzę da się zmienić ludzkie nawyki, w tym skłonność do hazardu. To samo tyczy się walki z szarą strefą. Im więcej regulacji i walki z nią, tym bardziej ta szara strefa się powiększa. Politycy nie są od karania, lecz od stanowienia prawa, które reguluje stosunki społeczne. Potrzebujemy w tej chwili na pewno kontroli uzależnień, ale nie załatwi tego monopol państwa na hazard. Można byłoby np. wykorzystać doświadczenie Norwegii, gdzie wprowadzono karty, które limitują dzienny limit

gry dla każdego użytkownika, a przy okazji ułatwiają kontrolą fiskalną — dodaje Marcin Górski. Jego opinię w sprawie badań podziela prezes Matuszewski.

— Są przesłanki, by twierdzić, że nowy projekt ustawy powstał bez konsultacji z fachowcami. Dowodzi tego jedno z jej podstawowych założeń, czyli koncentracja na walce z uzależnieniem od gry na automatach. Istnieją badania, które pokazują, że spośród gier hazardowych automaty powodują najmniej uzależnień. Dużo więcej tego typu patologii powodują np. zdrapki czy zakłady sportowe – mówi Stanisław Matuszewski.

Bardzo ostro rządowe pomysły zrecenzował reprezentant partii Nowoczesna.

— Uważam, że ustawa z 2009 r. była beznadziejna, ponieważ nie zrealizowała zakładanych celów. Większość graczy nie gra bowiem w Polsce i pieniądze uciekają od nas do innych krajów. Mamy nowe propozycje wysunięte przez obecny rząd, które moim zdaniem skazują rynek na powrót do zamierzchłej przeszłości. Propozycja blokowania stron internetowych w czasach, gdy bez problemu można te blokady obejść, jest bezsensownym pomysłem. Powinno się zacząć od tego, czego na razie brakuje, a więc od eksperckich i społecznych konsultacji. W dużym uproszczeniu sytuacja wygląda tak — rządowi potrzeba pieniędzy na ustawę 500+, więc Ministerstwo Finansów szuka, skąd je wziąć, i wskazuje na hazard, który wydaje się pod tym względem obiecujący. Nie tak powinno to wyglądać — przekonuje Paweł Pudłowski. Zdaniem Stanisława Matuszewskiego konsekwencją wprowadzenia proponowanych zmian ustawy będzie to, że… nie zmieni się nic.

— Konsekwencją znowelizowania ustawy w kształcie, który proponuje omawiany projekt, będzie obarczenie ogromem obowiązków wielu ludzi — od celników po sędziów i prokuratorów. Czyli właściwie niewiele się zmieni, bo obecnie też zmagamy się z podobnym bałaganem. I tutaj pragnę wyrazić moje ogromne zdziwienie. Bo jak to możliwe, że nowy rząd powtarza szereg błędów już popełnionych przez poprzedników, nie wyciągnąwszy z nich żadnych wniosków? — pyta Stanisław Matuszewski.

Przeciw monopolowi

Największe kontrowersje uczestników debaty budzi jednak główne założenie ustawy, czyli pomysł wprowadzenia monopolu państwowego na hazard. Zdaniem prof. Gwiazdowskiego powinno to obudzić natychmiastowy sprzeciw, bo monopol państwa w jakiejkolwiek sferze może doprowadzić do nadużyć i patologii. Zresztą pomysł wydaje się sprzeczny z resztą zapisów w projekcie.

— Skoro ustawa zakłada, że w ramach monopolu państwowego w Polsce będzie działać 60 tys. automatów, to jak jednocześnie ta ustawa zrealizuje jedno ze swych głównych założeń, a więc przeciwdziałanie uzależnieniom od hazardu? — pyta prof. Gwiazdowski. Wydaje się, że to nie jedyna nieścisłość, na którą można natrafić, czytając projekt ustawy. W piśmie nadesłanym przez Ministerstwo Finansów znajduje się zapis: „Gry na automatach do gier stanowią jedną z najbardziej uzależniających i społecznie niebezpiecznych form hazardu. Wprowadzenie monopolu państwa w tym zakresie proponowane jest w celu ochrony osób grających. (…) Działalność prowadzona przez podmiot wykonujący monopol państwa objęta będzie daleko idącymi ograniczeniami co do lokalizacji salonów oraz zasad urządzania gier na automatach”. Tymczasem z badań przytoczonych przez Wojciecha Michałowskiego wynika, że gry na automatach są najmniej uzależniającą formą hazardu.

— Jeżeli państwo podejmuje jakiekolwiek decyzje w tak istotnych sprawach jak np. ograniczanie zjawiska uzależnienia od hazardu, to napisanie projektu ustawy powinno poprzedzić przeprowadzenie solidnych badań, co tu i teraz naprawdę sprzyja uzależnieniom itd. Bez nich żadna ustawa w niczym nie pomoże — podsumowuje Marcin Górski.

Inne metody

Z drugiej strony pojawiają się głosy, by nie negować projektu w całości, ponieważ samo to, że rząd chce zająć się problemem rynku hazardowego, już zasługuje na docenienie.

— Ważne jest docenienie, że ustawodawca dostrzega istnienie rynku usług gier hazardowych. To jest zerwanie z hipokryzją, która przez ostatnie lata przejawiała się w udawaniu, że to zjawisko po prostu w naszym kraju nie istnieje. Fakt, że rząd chce osiągać z tego rynku dochody dla budżetu państwa, też nie świadczy o niczym złym. Rynek zalegalizowany powinien przynosić dochody państwu. Pytaniem słusznym jest, czy wybrano odpowiednie metody jego regulacji. Monopol nie jest dobrym środkiem, z tym zgadzamy się wszyscy. Jeśli ma być tak, że urzędnicy mają decydować w ramach monopolu państwa np. o lokalizacji salonu gier, to jest to element korupcjogenny. Postulowałbym powrót do systemu wydawania pozwoleń i koncesji przedsiębiorcom prywatnym, którzy mogą zaoferować bezpieczne granie i zrobią to lepiej niż ustawodawca — mówi mec. Budnik.

Uczestnicy debaty widzą wiele możliwych rozwiązań sytuacji rynku hazardowego, które nie będą tak kontrowersyjne jak monopol państwa. Najczęściej przewija się zalecenie wzięcia przykładu z państw, gdzie udało się uregulować tę sferę.

— Przykładowo: w Niemczech wprowadzono ograniczenia w samych automatach. Po tym, jak gracz zwycięży, przez jakiś czas, 2-3 minuty, automat nie działa — podaje Stanisław Matuszewski. Zaś prof. Gwiazdowski dodaje, że w tym samym kraju największa możliwa wygrana wynosi 500 euro. A to z psychologicznego punktu widzenia bardzo dobry środek przeciwdziałający rozwojowi uzależnień od hazardu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / (Nie) dobra zmiana ustawy hazardowej