Nie internetowe wahadło, lecz stabilność gospodarki

Marcin Daniecki
03-08-2001, 00:00

Nie internetowe wahadło, lecz stabilność gospodarki

Niniejszą wypowiedzią nawiązuję do tez p. Jarosława Grabowskiego z Super Media, zaprezentowanych w tekście „Internetowe wahadło wraca do stanu równowagi” („PB” nr 142 z 23 lipca). Niestety, autor nie wyjaśnia do końca, czy producenci takich nowinek jak internet oraz łączność bezprzewodowa mają służyć giełdzie czy też odwrotnie. I dalej — ważniejsza jest giełda czy gospodarka?

Szalona moda na internet? A dlaczego nie, skoro stawia mu się pomnik, pisząc to słowo z dużej litery (wyjaśnienie redakcji „PB” — tak ustala Nowy Słownik Ortograficzny PWN z roku 1999). Internet to nic innego jak połączenie wyrazów „international” i „network”. Przecież słowa „brunch”, będącego kombinacją „breakfast” z „lunch”, nie pisze się z dużej litery i nie robi z niego transcendentnego zjawiska. Transcendentny nie był nawet „poker kłamców”, opisany przez tradera (handlarza) w banku inwestycyjnym Salomon Brothers, Michaela Lewisa. Na nic się zdało to, że czysta gra (gambling) oraz ryzyko (hazard) należały do dobrego tonu w środowisku wygłodniałych sukcesu handlarzy na Wall Street, skoro firma Lehman Brothers padła na łopatki. Nie da się tego wyjaśnić nadejściem tak zwanej ery internetu, o której wówczas nikt jeszcze nie słyszał. Dlatego nie internet oraz inne tego typu zabawki stały się przyczyną bessy na Nasdaq i jej pochodnych.

Praktycznym wyjaśnieniem jest fakt, że świat, a szczególnie gospodarka amerykańska, nie może sobie poradzić z astronomicznym zadłużeniem i (jak niektórzy twierdzą) przeinwestowaniem, które dokonało się za rządów niedawnego gościa „PB”, Billa Clintona. Amerykanie w coraz mniejszym stopniu ufają swoim akcjom, zaś w coraz większym są przekonani, że na ich szyjach może zacisnąć się pętla pułapki zadłużeniowej (chyba że nawis recesyjny zostanie zdjęty przez jakąś falę wyścigu zbrojeń). Wszak kolejki po bony obiadowe oraz kartki są niemiłym wspomnieniem (produktem ubocznym?) „American dream”. Na pierwszy ogień idzie wszystko, co jest najmniej pewne i nie ma oparcia w starej gospodarce.

Poza tym wszystkim — kiedy Nasdaq rozpoczynał w roku 1971 działalność, to wcale nie miał być rynkiem dla e-czegoś tam. Był i jest alternatywą dla hermetycznej oraz starającej się utrwalić duopol giełdy nowojorskiej (NYSE) i jej młodszej siostry giełdy Amex. Do znudzenia trzeba przypominać, iż Nasdaq to nie tylko high- -tech. No, chyba że ma być dyżurnym chłopcem do bicia za cudze błędy.

Na zakończenie taka refleksja — czy to nie akurat branża medialna przyczyniła się do takiego nakręcenia spirali oczekiwań w związku z internetem oraz niepomiernie rozbudziła żądzę zysku w stosunku do tego efemerycznego zjawiska?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Daniecki

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nie internetowe wahadło, lecz stabilność gospodarki