Nie ma siły do wzrostów

Katarzyna Płaczek
opublikowano: 26-06-2006, 00:00

Z ostatnich sesji nie wynikło nic dobrego dla warszawskiej giełdy. Samo wyhamowanie spadków niesie ulgę i chwilę wytchnienia. Jednak niekoniecznie wiąże się z możliwością odbudowy portfela — nie licząc oczywiście pojedynczych spółek z indeksu MIDWIG. Jest to tym bardziej przykre, że czas na wzrostową korektę był bardzo dogodny — mieliśmy w tym okresie do czynienia z dużą poprawą nastrojów na rynkach zagranicznych. Dodatkową zachętą stały się nadspodziewanie dobre dane o produkcji przemysłowej, zdecydowanie wyższej od oczekiwanej przez rynek. Ale przełomu nie było — wzrosty WIG20 powstrzymywał poziom 2650 pkt, który był w minionym tygodniu testowany aż trzykrotnie. Bez powodzenia.

Ostatecznie korekta przybrała płaski charakter, co niestety można odczytywać tylko w jeden sposób — jako zapowiedź dalszej przeceny akcji. Co więcej, wydaje się bardzo prawdopodobne, że kolejna fala spadkowa okaże się równie dynamiczna jak poprzednie. Kupujących nie było stać na przeprowadzenie jakiegoś większego kontrataku. Najwyraźniej skończyły się fundusze, o czym świadczą niskie obroty na ostatnich sesjach. Kolejnym, niepozostawiającym już żadnych wątpliwości, potwierdzeniem tej tezy będzie zejście indeksu poniżej ostatniego dna (2450 pkt). Nie sądzę jednak, by warto się wystawiać obecnie na jakiekolwiek ryzyko. Można je było podjąć na początku ubiegłego tygodnia, jednak w obliczu niemocy, jaką zaprezentowali kupujący, nie wydaje się, by jeszcze istniała szansa na wzrosty. Tym bardziej że analiza techniczna ich nie wróży. Biorąc pod uwagę wydarzenia (ważne posiedzenie Fed, duża szansa na podwyżski stóp w USA) — na rynkach może być trudno o beztroskie zakupy.

Ponadto wiele do myślenia daje dymisja Zyty Gilowskiej, minister finansów. Rynek czuł to przez skórę — Zyty Gilowskiej nie było już na posiedzeniu Komisji Trójstronnej i podczas prezentacji budżetu na przyszły rok. W takiej atmosferze trudno szukać jakichś argumentów przeciwko dalszej wyprzedaży walorów. Analizując natomiast sytuację WIG20 — potencjał spadkowy wcale nie został wyczerpany. Wygląda na to, że indeks największych spółek kieruje się w stronę długoterminowej i podstawowej linii trendu wzrostowego, czyli 2200 pkt. I być może dopiero spadek do tego poziomu uaktywni popyt.

Wniosek z minionego tygodnia — gdy dobre informacje nie działają pobudzająco na rynek, jest to wyraźny znak, że obecne spadki wcale nie oznaczają tylko i wyłącznie korekty hossy. A ostatnie dni przyniosły kolejne rozczarowanie, u którego podstaw leży zwątpienie w taki charakter fali spadkowej zapoczątkowanej na poziomie 3350 pkt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Płaczek

Polecane