Nie mam żadnych wyrzutów sumienia

Jarosław Królak ,Tomasz Siemieniec
10-03-2010, 00:00

Jest twarda wobec firm. Nie drży jej ręka przy nakładaniu kar. Bardziej jednak niż karać woli się układać.

Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, pokazuje ludzką twarz

Jest twarda wobec firm. Nie drży jej ręka przy nakładaniu kar. Bardziej jednak niż karać woli się układać.

"Puls Biznesu": Odbieramy sporo sygnałów od przedsiębiorców, którym zaszła pani za skórę. Ma pani świadomość skali niechęci, a wręcz nienawiści do siebie?

Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel: Jestem w szczęśliwej sytuacji, bo bezpośrednio nie odbieram telefonów. Mam sekretariat, z którego może nie wszystkie sygnały do mnie trafiają... Czytam natomiast korespondencję i nie wynika z niej, że wzbudzam negatywne odczucia. Być może żyję w świecie iluzji. Rozumiem, że ukarani nie są z tego powodu szczęśliwi. Jednak zdecydowana większość naszych działań jest skutkiem informacji właśnie od przedsiębiorców, którzy czują się pokrzywdzeni i proszą o interwencję. Nie jesteśmy policjantem wyskakującym zza drzewa i wlepiającym mandaty. W 2009 r. prowadziliśmy 177 postępowań, a w 109 stwierdziliśmy praktyki ograniczające konkurencję. To dużo na tle innych krajów, jednak bardzo mało w stosunku do liczby firm działających w Polsce. Ścigamy — po pierwsze — tych, którzy z racji silnej pozycji rynkowej dyskryminują innych nieuczciwymi praktykami. Po drugie — kartele. Takie zmowy niszczą rynek, bo go zaczynają w pełni kontrolować i narzucać swoje warunki innym.

W krajach anglosaskich za udział w kartelu można iść do więzienia. W Polsce to nie jest przestępstwo…

Naruszenia prawa antymonopolowego to w Polsce delikty administracyjne, za które grozi tylko odpowiedzialność finansowa. Wewnątrz naszego urzędu pojawiły się dyskusje, czy nie należałoby wprowadzić finansowej odpowiedzialności menedżerów biorących udział w kartelu. Być może ten model odpowiedzialności pozwoliłby skuteczniej walczyć z tego typu patologiami.

Pracujecie nad projektem?

Na tym etapie nie ma żadnego projektu. Pomysł jeszcze nie wyszedł poza UOKiK. Najpierw trzeba zainicjować publiczną debatę na ten temat i uzyskać polityczną zgodę.

Uda się przekonać premiera?

Trudno mi to stwierdzić. Uważam jednak, że finansowa odpowiedzialność menedżerów zawierających kartele jest lepszym rozwiązaniem niż wsadzanie ich do więzień.

Gdzie przebiega ta cienka linia między nielegalnym porozumieniem a swobodą umów? Nie ingerujecie zbytnio w swobodę gospodarczą?

Przepisy, na podstawie których działamy, nieco ograniczają swobodę gospodarczą. Ta linia jednak wcale nie jest taka cienka. Prawo jasno określa nasze uprawnienia. Musimy udowodnić łamanie przepisów.

Nigdy nie zarzucono pani nadużycia kompetencji?

Pojawiło się kilka wniosków do premiera o usunięcie mnie ze stanowiska za rzekome nadużycie uprawnień.

Była pani u premiera na dywaniku?

Nie. Przeważająca część naszych decyzji jest przecież kontrolowana przez sąd cywilny i ich merytoryczną słuszność sprawdza niezawisła instytucja.

Czuje pani mocne poparcie premiera?

Nie mam bezpośredniego kontaktu z panem premierem, który mnie powołał na to stanowisko. Skoro cały czas pełnię tę funkcję, to zakładam, że ma do mnie zaufanie.

Często zdarzają się pomyłki?

Bardzo rzadko. Mamy system kontroli orzecznictwa. Dbamy o to, aby każda nasza decyzja miała mocne oparcie w materiale dowodowym. Od początku musimy myśleć o wygraniu w sądzie, bowiem praktycznie wszystkie decyzje o karach są zaskarżane do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Od lat wygrywamy jednak ponad 80 proc. spraw.

Czyli jednak...

Mówiąc o sprawach wygranych mam na myśli te, w których sąd nie zmienia nawet przecinka. Dla mnie sprawa jest przegrana nawet wówczas, gdy sąd tylko obniży wysokość kary. Nie przypominam sobie jednak przypadku abyśmy przegrali z kretesem w ostatnim czasie.

UOKiK jest instytucją, która nakłada najwyższe kary na przedsiębiorców. Nierzadko idą one w dziesiątki milionów złotych. Nie drży ręka przy podpisywaniu takich sankcji?

Nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Każda nasza decyzja jest gruntownie przemyślana i oparta na mocnych dowodach. Przy ich wydawaniu myślę o rynku, przedsiębiorcach i konsumentach poszkodowanych przez nielegalne praktyki.

Jak firmy się bronią?

Odwołują się do sądu. Duże zazwyczaj zatrudniają prawników z najlepszych kancelarii. Bywa jednak, że niektórzy przedsiębiorcy przyznają nam rację. Podejmują z nami współpracę i uznają w całości lub w części zarzuty. Jeśli nie wyrządzili dużych szkód dla rynku, to przyjmujemy ich zobowiązanie do zaniechania niedozwolonych praktyk i w ogóle nie nakładamy kary finansowej. Jesteśmy europejskim liderem w decyzjach zobowiązaniowych, bez orzekania kar. W latach 2004-09 było ich 67.

Ostatnio w UOKiK chyba coraz mniej pija się herbatki. Co takiego się wydarzyło, że za pani kadencji aktywność urzędu wyraźnie wzrosła?

Mam dobry kontakt z urzędnikami. Może dlatego, że wywodzę się z tej grupy zawodowej — w UOKiK pracuję od 12 lat. Każdy wie, jakie ma zadania i jak je wykonać. UOKiK ma szczęście do urzędników, którzy lubią tu pracować.

W ubiegłym roku ściągnęliście od ukaranych firm rekordową kwotę 83 mln zł. Gdzie te pieniądze trafiają?

Trafiają do budżetu państwa. Dzięki Bogu nie do nas. To stawia nas poza podejrzeniami o interesowność. W decyzji o karze jest podawany numer rachunku w NBP.

Co jest miarą sukcesu? Kary, skuteczność czy liczba prowadzonych postępowań?

Nie ma jednej miary. Wszystkie aspekty naszej działalności są równie istotne. Może to kogoś zdziwi, ale bardzo ważny jest dla nas także udział w procesie legislacyjnym i dbałość o to, aby w ustawach nie znalazły się rozwiązania niekorzystne dla rynku czy konsumentów. Trudno mi oceniać, czy jesteśmy urzędem skutecznym, wiem jednak, że jesteśmy urzędem ambitnym.

Czy spotkała się pani z politycznymi naciskami, aby jakiemuś przedsiębiorstwu odpuścić, a innemu baczniej się przyjrzeć?

Powiem dyplomatycznie: wszystkie nasze dotychczasowe decyzje były wydane zgodnie z regułami sztuki.

Ma pani wzór idealnego urzędnika?

Nie mam jednego wzoru.

Jest pani porównywana do Anny Streżyńskiej, szefowej UKE, która zdobyła uznanie bezkompromisową walką z monopolami na rynku telekomunikacyjnym.

Mam duży szacunek do Anny Streżyńskiej. Tego typu plastyczne porównania nie są dla mnie ani motywujące, ani denerwujące, ale też nie bronię się przed nimi. Jest to element pewnej rzeczywistości publicznej.

Lepiej się pracuje z kobietami czy z mężczyznami?

Z ludźmi mądrymi i chętnymi do pracy.

Jak wygląda parytet w UOKiK?

Przeważają kobiety, lecz w kierownictwie jest równowaga płci.

Czuje się pani spełniona w tej pracy?

Jeszcze nie. Wyznaczyłam sobie horyzont, lecz nie powiem, jaki.

Stanowisko prezesa UOKiK nie jest kadencyjne. W każdej chwili może pani zostać odwołana. Myśli pani, że po wyborach parlamentarnych nadal będzie pełnić tę funkcję?

Nie myślę w tych kategoriach. Planów na ten rok mamy bardzo dużo i chcę skupić się na ich realizacji.

Jarosław Królak

Tomasz Siemieniec

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak ,Tomasz Siemieniec

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nie mam żadnych wyrzutów sumienia