Nie pozwolimy uciec rywalom zbyt daleko

Agnieszka Berger, Tomasz Siemieniec
07-10-2003, 00:00

Prezes Polkomtelu chętnie rozważyłby propozycję wprowadzenia spółki na giełdę. Jego zdaniem, firma poradzi sobie bez inwestora strategicznego.

„Puls Biznesu”: Wolałby Pan być szefem firmy Vodafone Plus czy TDC Plus?

Jarosław Pachowski: Z pewnością nie zaryzykuję odpowiedzi na to pytanie, zanim kryteria każdego z tych związków nie zostaną precyzyjnie określone.

Wkrótce na polskim rynku zaistnieją dwie duże grupy — Polska Telefonia Cyfrowa, operator sieci Era, zamieni się w Deutsche Telekom, a Idea Centertel w ramach France Telecom przekształci się w Orange. Czy w tych warunkach wyobraża Pan sobie dalsze funkcjonowanie jako Plus?

Doskonale wyobrażam sobie funkcjonowanie w dowolnym otoczeniu. A to, co Państwo zapowiadają, nie musi się tak szybko urzeczywistnić. Zakup PTC jest przesuwany. Marka Orange miała się pojawić na początku roku i... nie pojawiła się. Trzeba pamiętać, że dzisiejsze brandy rodzimych telekomów, w które zainwestowano setki milionów złotych, są w Polsce kilkadziesiąt razy lepiej rozpoznawalne niż marki wielkich firm zachodnich. Mówimy o relacji 1-2 proc. do ponad 90 proc. Zmiana brandu jest więc jedną z najpoważniejszych i najbardziej ryzykownych decyzji. Będę obserwował konkurentów, ale szanując ich rozwagę, wątpię, by taka decyzja została podjęta pochopnie.

Czy Polkomtel bez strategicznego partnera poradzi sobie z UMTS?

Możemy uruchomić UMTS w ciągu kilku miesięcy. Pieniądze na ten cel i tak musimy zdobyć sami. Nie wyłoży ich żaden strategiczny partner. Jesteśmy jedną z najbardziej wiarygodnych finansowo polskich firm i banki — krajowe i zagraniczne — chętnie z nami współpracują.

Polscy akcjonariusze Polkomtelu ogłosili jednak zamiar sprzedaży swoich pakietów. Ma to nastąpić w przyszłym roku. Jak odbije się na działalności firmy przejęcie kontroli przez inwestora branżowego?

O skutkach takich kroków porozmawiamy, kiedy one nastąpią i poznamy ich charakter.

Ma Pan wątpliwości?

Moje wątpliwości nie mają tu specjalnego znaczenia. Mówimy o bardzo poważnej grze kapitałowej.

W cieniu przygotowań do sprzedaży zdaje się odżywać idea stworzenia krajowej grupy telekomunikacyjnej wokół Polkomtelu. Co Pan o tym myśli?

Nie wiem, czy odżywa. Nie wiem, czy w ogóle kiedykolwiek żyła...

Porozmawiajmy w takim razie hipotetycznie. Czy Pan widzi jakieś biznesowe korzyści z powstania takiej grupy z Tel-Energo, Telbankiem, NOM czy Telefonią Dialog?

Ależ czerpać korzyści ze współpracy w takim gronie można bez tworzenia jakiejkolwiek grupy! Zresztą kiedy ten zarząd był powoływany, rada nadzorcza przyjęła uchwałę o nieangażowaniu się w żadne grupy. Polkomtel nie prowadzi nad tym prac i nie deklaruje zainteresowania nimi. Obserwujemy, oczywiście, co się dzieje na rynku i gdyby pojawiły się nowe podmioty, przeanalizowalibyśmy z pewnością możliwości współpracy. Jednak bardziej jestem zainteresowany tym, żeby reguły gry dla wszystkich podmiotów były równe.

A nie są...

Nie. Jeśli cały potencjał TP SA, odziedziczony po wielu latach funkcjonowania na zmonopolizowanym rynku, wspiera tylko jednego z operatorów telefonii mobilnej, nie można mówić o równych szansach.

Gdyby Polkomtel połączył siły z Tel-Energo, mógłby uniezależnić się od TP SA.

Może, ale uważam, że TP SA, zgodnie ze swoim interesem, powinna na takich samych prawach użyczać swoich możliwości technicznych wszystkim operatorom.

Według najnowszych badań, Polkomtel zajmuje trzecią pozycję wśród operatorów komórkowych. Czy zamierzają Państwo się z tym pogodzić?

Wielokrotnie komunikowaliśmy, że statystyczna liczba klientów, choć ważna, nie jest dla nas kryterium dominującym. Jeśli w skali 16 mln abonentów różnice między operatorami są rzędu 200-300 tys., to nie są one znaczące. Znacznie większą wagę przywiązujemy do jakości oferowanych usług, jakości abonentów i efektywności funkcjonowania. Pod tym względem wypadamy zdecydowanie dobrze.

To znaczy, że nie interesuje Państwa agresywna strategia pozyskiwania abonentów nawet za wysoką cenę? Stawiają Państwo na rentowność?

Stawiamy na harmonijny rozwój. Ale z pewnością nie pogodzimy się z utratą znaczącej części rynku. 1 proc. nie spędza nam snu z powiek, ale nie dopuścimy do tego, żeby zrobiło się z tego 10 proc. Naszym celem nie jest wywracanie statystyki rynku do góry nogami. Nie stawiamy sobie za cel zdobycia 40 proc., ale jeśli nasi konkurenci będą do tego dążyć, odpowiemy adekwatnie do tego, co będzie działo się na rynku.

Czym docelowo zamierzają Państwo konkurować z rywalami — cenami połączeń czy też nadal superatrakcyjnymi ofertami dotowanych telefonów?

Jestem przeciwnikiem komórek za złotówkę, bo to wypacza realną wartość zarówno telefonów, jak i usług. Polska bije pod tym względem wszelkie rekordy. W skrajnym przypadku możemy stać się po prostu dealerami firm produkujących telefony komórkowe. Tymczasem dla nas produktem nie jest aparat, lecz usługa. Ustanawiając wysokie ceny połączeń, konieczne dla zbilansowania dopłat do aparatów, sami blokujemy sobie możliwości rozwoju produktu. Niestety wpadliśmy w Polsce w te koleiny i dziś niełatwo zmienić przyzwyczajenia klientów.

Czy Polkomtel zainwestował już jakieś środki w UMTS?

Na razie prowadzimy prace na poziomie testowym, żeby — kiedy nadejdzie właściwy moment — być gotowymi do sprawnego wprowadzenia nowej technologii.

A kiedy on nadejdzie? W tym roku na wniosek operatorów regulator przesunął termin o 2 lata, ale jednocześnie zapowiedział, że nie chciałby rozpatrywać podobnych wniosków co roku.

Opóźnienie we wprowadzaniu UMTS to świadoma decyzja rynkowa. Nie są gotowi dostawcy sprzętu. Przede wszystkim jednak polski klient nie potrzebuje dziś tej technologii. Kluczowe pytanie brzmi: czy istnieje produkt, którego nie moglibyśmy zaoferować, opierając się na dzisiejszej technologii? Odpowiedź brzmi: nie. Więc po co obciążać klienta kosztami wprowadzenia UMTS?

Mimo wszystko obliguje Państwa termin. Są też zobowiązania koncesyjne...

Na szczęście mamy również rozsądne władze, które nas do niczego nie zmuszają. To jeden z rzadkich przypadków, kiedy Polak jest mądry przed szkodą...

Żeby obniżyć koszty wprowadzenia UMTS, może warto byłoby zbudować wspólną sieć?

Oczywiście. Rozmawiamy na ten temat z innymi operatorami. Nie da się prawdopodobnie zbudować w pełni wspólnej sieci, bo korzystamy z różnych systemów. Ale tam, gdzie to możliwe, z pewnością będziemy współpracować.

A co zamierzają Państwo zrobić w sprawie opłat koncesyjnych? Czy wzorem operatorów stacjonarnych wystąpią Państwo o ich umorzenie lub zamianę na inwestycje?

W ubiegłym roku zawarliśmy w tej sprawie gentlemen’s agr- eement z polskim rządem. Z niepokojem obserwujemy ciszę wokół tej kwestii. Nie chcemy nikogo ponaglać — zwłaszcza że chwilowo mamy przerwę w uiszczaniu rat — ale oczekujemy, że ten problem zostanie w porę rozwiązany, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami.

Banki wyceniają Polkomtel na 2 mld USD. Akcjonariusze mówią o 3 mld USD. Która z wycen jest bliższa rzeczywistości?

Na razie, dopóki nie ma umowy sprzedaży, to jest problem wirtualny. Rozbieżności między ocenami banków inwestycyjnych sięgają 100 proc. Co innego, gdybyśmy byli notowani na giełdzie...

Chciałby Pan tego?

To bardzo poważna decyzja, ale z pewnością ciekawa i warta przeanalizowania. W gronie zarządu też budzi pewne zainteresowanie, choć nie musimy szukać nowych źródeł finansowania. Generujemy dodatnie cash flow. Gdyby nie dywidenda, zaczęlibyśmy już spłacać kredyty długoterminowe.

Czy w tym roku akcjonariusze również wezmą dywidendę?

To będzie ich suwerenna decyzja. Niezależnie od tego, jaka ona będzie, nie istnieje zagrożenie dla płynności spółki.

Jaki zysk planują Państwo w tym roku?

Podobny jak w ubiegłym. Na pewno przekroczymy 0,5 mld zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger, Tomasz Siemieniec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nie pozwolimy uciec rywalom zbyt daleko