Nie przyszła góra do Mahometa…

Adam Sofuł
opublikowano: 08-07-2008, 00:00

Można wiele rzeczy zarzucić polskiej polityce zagranicznej, ale nie można odmówić jej finezji. I oczywiście stanowczości. W piątek, czyli całkiem niedawno, premier Donald Tusk obwieścił, że amerykańska oferta w sprawie tarczy antyrakietowej jest niezadowalająca. Spokojnie czekamy na nowe propozycje. Była stanowczość. Tematem numer jeden stało się, czy amerykańska sekretarz stanu Condolezza Rice odwiedzi w tym tygodniu Polskę. Nie minęły trzy dni i szef polskiego MSZ Radosław Sikorski wyruszył do Waszyngtonu, by spotkać się z szefową amerykańskiej dyplomacji. Nie przyszła góra do Mahometa, chciałoby się powiedzieć. Mamy więc także finezję.

Waszyngtońskie spotkanie zakończyło się niczym, bo tak można interpretować komunikaty o wzajemnym zapoznaniu się ze swoimi stanowiskami w sprawie umowy o instalacji tarczy. Od tego można zaczynać negocjacje. Ale taka rozmowa nie może stanowić ich zwieńczenia. Condolezza Rice (zawsze mile widziana, jak podkreślają urzędnicy MSZ wszystkich szczebli) nie przyjedzie do Polski i mamy gotowy nowy dramat narodowy. Abstrahując od sensowności instalacji tarczy na naszym terytorium (i realności projektu), trudno się dopatrzeć w postępowaniu polskich władz konsekwencji. Jeżeli uważamy, że oferta amerykańska jest niezadowalająca, to poczekajmy na lepszą. A tak można odnieść wrażenie, że polski rząd przestraszył się własnej stanowczości.

Budząca grozę stanowczość staje się powoli znakiem firmowym polskich władz. Nie tak dawno pod hasłem „pierwiastek albo śmierć” ruszał na szczyt Unii Europejskiej polski prezydent. Pierwiastka nie było, śmierci na szczęście też nie — był za to traktat lizboński. Z Niceą i Joannitą. Traktat tak dobry, że na wszelki wypadek prezydent zażądał specjalnej ustawy, żeby przypadkiem nikt go nie mógł zmienić. Tak dobry, że nie można go teraz podpisać, bo stał się bezprzedmiotowy. Na każdym etapie tej traktatowej telenoweli, obfitującej (jak to w telenoweli) w zaskakujące zwroty akcji prezydent był stanowczy. Niemal tak, jak obecnie rząd w sprawie tarczy.

Polska polityka zagraniczna stała się w ostatnich latach nie tylko orężem walki politycznej na arenie wewnętrznej. Stała się też najwyraźniej sposobem odreagowania narodowych i nie tylko narodowych kompleksów. W ostatnich latach trudno się oprzeć wrażeniu, że we wszelkich negocjacjach międzynarodowych w mniejszym stopniu chodzi o uzyskanie zadowalającego rezultatu, a bardziej o międzypartyjną licytację: kto twardszy. Twardość stała się wartością samą w sobie. Stąd tak często w ostatnich latach przy okazji różnego rodzaju negocjacji zamiast argumentów słychać uderzenia pięścią w stół. To może być nawet skuteczna strategia, tyle że czasem jak się mocno walnie, to potem ręka boli.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu