Nie tylko kasa się liczy

Mirosław Konkel
opublikowano: 16-02-2007, 00:00

Dla coraz większej liczby osób bardziej niż płaca liczą się w pracy wartości: kultura organizacyjna, możliwość rozwoju czy podnoszenia kwalifikacji.

Zarobki ważne, ale atmosfera ważniejsza

Dla coraz większej liczby osób bardziej niż płaca liczą się w pracy wartości: kultura organizacyjna, możliwość rozwoju czy podnoszenia kwalifikacji.

Marek, młody menedżer w jednej z poznańskich firm konsultingowych, zarabiał miesięcznie kilka średnich krajowych wynagrodzeń. Koledzy pukali się więc w głowę, gdy pod koniec ubiegłego roku napisał wypowiedzenie. Dlaczego to zrobił? Nie mógł znieść, że szef lubi mieć wokół siebie dwór. Nie czuł się dobrze wśród pochlebców i lizusów.

— Najbardziej denerwowało mnie to, że inni przypisywali sobie moje zasługi. A jak coś nie wyszło — bez względu na to, kto zawinił — z reguły to ja ponosiłem całą odpowiedzialność — wspomina Marek.

Do przełożonych ma również pretensje o niejasne kryteria awansowania w firmie.

— Inni pięli się w górę, mimo że na to nie zasługiwali. Moja kandydatura w ogóle nie była brana pod uwagę, choć robiłem wszystko, by pokazać się z jak najlepszej strony — opowiada menedżer.

Gra zespołowa

Pracy w niezdrowej atmosferze nie wyobraża sobie także Marcin Wyczyński, menedżer produktu w gdańskiej firmie DGT, oferującej systemy telekomunikacyjne.

— W większych organizacjach każdy próbuje ugrać swoje. W naszej firmie, która wraz ze strukturami przybocznymi zatrudnia zaledwie 250 osób, konieczna jest gra zespołowa — stwierdza Marcin Wyczyński.

Jest zadowolony, że w jego dziale, który tworzą specjaliści elektronicy, mechanicy i programiści, obce jest — popularne gdzieniegdzie — podejście typu: osiem godzin, teczka i do domu.

— Kiedy ludzie są dobrze traktowani, identyfikują się ze swoim przedsiębiorstwem. A wówczas potrafią dać z siebie wszystko — tłumaczy gdański menedżer.

Przyznaje, że otrzymywał od head-hunterów propozycje przejścia do konkurencji. Odrzucał jednak te oferty, chociaż pod względem finansowym były nader atrakcyjne.

— Tutaj i tak zarabiam przyzwoicie. A w dużej firmie człowiek czuje się jak trybik w maszynie. Niewiele zależy od jego inwencji. To zaś prowadzi do monotonii i stagnacji — mówi Marcin Wyczyński.

Łowcom głów nie dał się skusić nawet wtedy, gdy cztery lata temu jego firma miała problemy w związku z zapaścią w całej polskiej gospodarce.

— Wiedziałem, że trudności są przejściowe. Zostałem, czego ani przez moment nie żałowałem — twierdzi Marcin Wyczyński.

Przede wszystkim rozwój

Nie popaść w rutynę — taki cel wyznaczyła sobie Magdalena Wierzbołowska, p.o. dyrektor finansowy Xelion Doradcy Finansowi.

— Nie bądźmy hipokrytami: w życiu ważne jest zarówno być, jak i mieć. Niemniej po zaspokojeniu tak zwanych potrzeb podstawowych na plan pierwszy wysuwa się rozwój osobisty — przekonuje Magdalena Wierzbołowska.

Przez kilka lat pracowała w Deloitte, jednej z największych firm doradczych. Była tam supervisorem w dziale audytu. Postanowiła jednak zrobić w swojej karierze krok dalej. Sprawdzić się w projektach biznesowych. Z tego powodu w 2003 r. przeszła do Xeliona.

— Spółka dopiero rozpoczynała działalność, a początki zwykle są najbardziej dynamiczne. Chciałam poczuć tę atmosferę, spróbować czegoś nowego — tłumaczy swoją decyzję pani dyrektor.

Takich osób, jak Marcin Wyczyński z DGT czy Magdalena Wierzbołowska z Xeliona, będzie w Polsce coraz więcej. Nie wątpi w to Jacek Karczewski, psycholog, właściciel sopockiej firmy Karczewski Doradztwo Personalne.

— Po przekroczeniu pewnego progu zarobków znaczenia nabierają parametry społeczne, na przykład kultura organizacyjna firmy, możliwość rozwoju, podnoszenia kwalifikacji, wyzwania, charakter pracy i jej sens — zauważa Jacek Karczewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy