Nie tylko linie produkcyjne

Agata Hernik
opublikowano: 30-06-2009, 00:00

Pod względem wydatków na badania wleczemy się w ogonie Europy. Ale jeśli przyjrzeć się gospodarce, to wcale nie jest źle.

Innowacyjność to więcej niż technologia

Pod względem wydatków na badania wleczemy się w ogonie Europy. Ale jeśli przyjrzeć się gospodarce, to wcale nie jest źle.

Według badań Eurostatu, aż 42 proc. przedsiębiorstw w Unii Europejskiej to firmy innowacyjne. Średnią zawyżają Niemcy (65 proc.), Austria (52 proc.), Dania, Luksemburg i Irlandia (po 52 proc.). Polska, z 25 proc., wypada dramatycznie. Według Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, ponad połowa firm konkuruje obniżając ceny, a zaledwie garstka buduje pozycję bazując na innowacyjnych produktach i usługach.

Trudne słowo

Dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekspert PKPP Lewiatan, uważa, że potocznie innowacje kojarzą się z nowymi technologiami.

— Należy uświadamiać przedsiębiorców i pracowników, że to pojęcie szersze. Mówiąc prosto, innowacyjność jest wprowadzeniem czegoś nowego do życia gospodarczego. Nie ma znaczenia czy to światowa nowość, czy też ulepszenie. Skoro przedsiębiorstwo wprowadza coś, czego wcześniej nie stosowało, jest to innowacja — tłumaczy Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Definicja opracowana w latach 90. przez OECD i podana w przewodniku "Oslo Manual", mówi, że innowacja to wprowadzenie do praktyki nowego lub znacząco ulepszonego rozwiązania w odniesieniu do procesu, produktu, marketingu lub organizacji.

Rafał Brzoska, prezes InPost, firmy należącej do grupy Integer. pl, która od początku roku pozyskała 22,2 mln zł dofinansowania z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, definiuje innowacyjność prościej. Według niego, to łamanie stereotypów i bycie o krok przed konkurencją. Kluczowa jest umiejętność przewidywania trendów i konsekwentnie realizowana strategia działań. A tego w polskiej gospodarce jeszcze brakuje.

— Moim zdaniem, polskie firmy dopiero się uczą innowacyjności. Nasza gospodarka jest w fazie rozkwitu i nieustających zmian. Choć jeszcze wiele musimy się nauczyć od zachodnich sąsiadów, cały czas próbujemy i zdobywamy nową wiedzę. Polscy przedsiębiorcy zaczynają dostrzegać potencjał innowacyjności — uważa Rafał Brzoska.

Idzie ku lepszemu

Ten potencjał widać w Rankingu Najbardziej Innowacyjnych Firm w Polsce "Kamerton Innowacyjności 2008", opracowanym przez PKPP Lewiatan i BRE Bank. Wzięły w nim udział 374 przedsiębiorstwa.

— Strategia Lizbońska zaleca, by na badania i rozwój wydawać 2-3 proc. PKB. Średnia unijna wynosi 1,8 proc. My ją zaniżamy: w Polsce na ten cel przeznacza się 0,5-0,6 proc. PKB. Ale z moich obserwacji wynika, że wcale nie jesteśmy tacy najgorsi. Przede wszystkim wydatków na badania, które jeszcze nie zostały zakończone, nie można wliczyć w koszt uzyskania przychodu. Firmy wolą zaksięgować je jako wydatki na inwestycje, by nie płacić dodatkowo podatku. Nie ma też narzędzi do zbadania, jak np. zmiany organizacyjne wpływają na efektywność firmy. Myślę, że czynniki, na podstawie których ocenia się innowacyjność polskiej gospodarki, są w istocie znacznie zaniżone — twierdzi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

W Polce nie ma też tradycji współpracy biznesu z środowiskiem akademickim. Dr Starczewska-Krzysztoszek tłumaczy, że obie grupy inaczej podchodzą do badań. Naukowcy chcą latami pracować nad wynalazkiem, aż będą z niego w pełni zadowoleni. Przedsiębiorcy chcą zaś szybkich efektów.

To nie jedyny grzech popełniany przez przedsiębiorców względem innowacyjności.

— Niezwykle ważne jest, abyśmy my, jako pracodawcy, umieli stwarzać takie warunki, by pracownicy nie bali się podejmować ryzykownych, innowacyjnych działań, byśmy umieli zawczasu dostrzegać i inwestować w ludzi, którzy codziennie są gotowi podważać status quo — tłumaczy Mariusz Grendowicz, prezes BRE Banku.

Skąd pieniądze?

— Przy opracowaniu dokumentów i kompleksowego biznesplanu warto współpracować z profesjonalnymi doradcami. Ta praktyka jest powszechnie stosowana przy późniejszej realizacji projektu unijnego. Należy pamiętać, że prace nad przygotowaniem wniosku są niezwykle czasochłonne, dlatego dobrym rozwiązaniem może się okazać oddelegowanie jednego z pracowników wyłącznie do celów projektu UE — radzi Rafał Brzoska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Hernik

Polecane