Nie tylko na pogodę pod psem

Agnieszka Roowicz
opublikowano: 25-10-2018, 22:00

Szwalnia na Kaszubach, grafik w Szczecinie, wykonawca nadruków na południu Polski, a Karolina Gadomska, właścicielka marki, w Warszawie. Z tej wirtualnej współpracy i prawdziwej miłości do rottweilerów powstają ubrania Rottlove. Motyw psiej łapki jest znakiem jakości.

Karolina Gadomska jest z wykształcenia zootechnikiem. Pochodzi z Bytowa, studiowała na Akademii Rolniczej w Szczecinie. Kilka lat temu zachciało się jej dużego miasta, więc spakowała walizkę i przyjechała do Warszawy. Najpierw znalazła pracę sklepie Reserved, gdzie przez trzy miesiące była stylistką. Potem pracowała w firmie weterynaryjnej, zajmując się sprzedażą diet leczniczych dla psów i kotów. Zawsze lubiła zwierzęta, psy, a szczególnie rottweilery. Najpierw towarzyszy z dzieciństwa, z którymi się wychowała, potem te, które u niej pomieszkiwały, gdy jako wolontariuszka udzielała się w Fundacji Rotka. W końcu pojawił się jej pierwszy adoptowany „rottek” Kenzo.

Firma z misją. Część zysków ze sprzedaży ubrań i akcesoriów z metką Rottlove — m.in. tiszertów, topów, spodni dresowych, bluz, kurtek, czapek — Karolina Gadomska, właścicielka marki, przeznacza na wspieranie potrzebujących zwierząt.
Wyświetl galerię [1/7]

Firma z misją. Część zysków ze sprzedaży ubrań i akcesoriów z metką Rottlove — m.in. tiszertów, topów, spodni dresowych, bluz, kurtek, czapek — Karolina Gadomska, właścicielka marki, przeznacza na wspieranie potrzebujących zwierząt. FOT. MAREK WIŚNIEWSKI, MATERIAŁY PRASOWE

Czarna miłość

Po paru latach w firmie weterynaryjnej zaczęła myśleć o zajęciu, które dawałoby jej więcej satysfakcji.

— Zobaczyłam kiedyś na wybiegach dużej marki modowej tiszerty z wizerunkiem rottweilera. Zdałam sobie wtedy sprawę, że rzadko widuję w sklepach ubrania z takim motywem — twierdzi Karolina Gadomska.

Kiedyś udało się jej kupić koszulkę z rottweilerem, a koledzy dopytywali, skąd ją ma. Dało jej to do myślenia. Doszła do wniosku, że zrobi coś dla miłośników tej rasy. Zastanawiała się jednak, jak to „ugryźć”. Nie chciała robić infantylnej koszulki ze zdjęciem pieska. Przyglądając się projektom ubrań marek, które lubi, wpadła na pomysł, żeby uczucia do rottweilerów tylko subtelnie zasygnalizować metką z psim logo. Była zima, więc przyszło jej do głowy, żeby zrobić komin na szyję. Wymyśliła nazwę, skonsultowała ją z koleżanką zajmującą się PR-em, kupiła domenę rottlove.pl. Koleżanka graficzka pomogła zaprojektować logotyp. Karolina Gadomska znalazła odpowiedni materiał na kominy: pikowaną czarną dzianinę kupioną pod Łodzią. Pierwszy i ostatni raz użyła materiału niepolskiej produkcji.

— Zaryzykowałam i zainwestowałam w wykonanie metek, których musiałam od razu zamówić sto — wspomina projektantka.

Pierwsze 15 kominów uszyła jej mama krawcowa trzy lata temu. Były czarne jak maść rottweilerów.

— Sprzedawałam je na stronie Fundacji Rotka tuż przed Bożym Narodzeniem. Rozeszły się w dwa dni — wspomina Karolina Gadomska.

Postanowiła wyprodukować też czapki. Metek miała cały zapas. Szare, prosto skrojone czapki z cienkiej bawełny także uszyła jej mama. I też sprzedawane były przez stronę fundacji.

— Od początku przyjęłam założenie, że część zysków będę przekazywała na wsparcie dla zwierząt — wyjaśnia Karolina Gadomska, która od dwóch lat co miesiąc przekazuje też stałą kwotę na akcję karmimypsiaki.pl.

Fundacja Rotka promowała jej akcesoria, a ona przekazywała procent z ich sprzedaży. Czapki szybko znalazły nabywców, a ponieważ zbliżała się wiosna, klienci zaczęli się dopytywać, czy będą też koszulki. Nie byli to tylko właściciele rottweilerów, ale miłośnicy psów w ogóle.

— Postanowiłam iść za ciosem i zrobić tiszerty. Tym razem mama odmówiła współpracy — mówi Karolina Gadomska.

100 procent zaangażowania

Wrzuciła do wyszukiwarki hasło: szwalnia, niskie nakłady. Trudno było taką znaleźć. Te w okolicach Warszawy miały minima produkcyjne i ceny, na które nie było jej stać. W końcu znalazła szwalnię, gotową uszyć 20-30 tiszertów, blisko jej rodzinnego domu na Kaszubach. Daleko, ale od razu wsiadła w samochód i pojechała na spotkanie.

— Przyznałam, że nie znam się na projektowaniu i szyciu ubrań, nie wiem, jak zrobić tiszert. Okazało się, że w szwalni pracuje konstruktorka, która pomogła mi stworzyć wzór. Nadal korzystam z usług tej szwalni, ustalając szczegóły na odległość. Jedynym mankamentem naszej współpracy jest to, że jeśli szwalnia dostanie duże zlecenie, moje, małe, musi czekać w kolejce — przyznaje właścicielka marki Rottlove.

W związku z tym miewa braki w magazynie. Postanowiła znaleźć w okolicach Warszawy szwalnię na „czarną godzinę”, ale gdy sprawdziła ceny, okazały się zaporowe. Nadal zleca więc wszystko szwalni z Kaszub, dzięki której zdobyła też kontakty do dostawców znakomitej jakości polskich dzianin i materiałów. Szukając szwalni, zastanawiała się, co miałoby być na koszulce. Przypomniała sobie o mieszkającym w Szczecinie koledze ze studiów zootechnicznych. Zapytała go, czy zaprojektowałby dla niej wizerunek rottweilera na koszulkę. Najlepiej geometryczny, bo takie jej się wtedy podobały, i nawiązujący do logotypu marki. Kolega chętnie się zgodził, wszystko uzgodnili przez telefon i internet. Współpracują do dziś. On też stworzył kolejny, bardziej uniwersalny motyw: geometryczną łapę. Powstały również slogany: Girl and dog czy No paw no love.

— Zdecydowałam się robić ubrania dla miłośników wszystkich psów, nie tylko rottweilerów — wyjaśnia Karolina Gadomska.

Po dwóch miesiącach sprzedawania akcesoriów przez stronę fundacji Rotka, właścicielka rotweilera Kenza stworzyła własny funpage na Facebooku i założyła działalność gospodarczą. Zdobyła dofinansowanie na otwarcie firmy, mogła więc zainwestować w materiały i zlecić szycie. W międzyczasie znalazła pracę w branży odzieżowej, w dziale handlowym dużej polskiej marki. Dzięki temu dowiedziała się sporo o rynku ubrań, nawiązała cenne kontakty — na przykład z firmami wykonującymi nadruki na odzieży. Po sukcesie tiszertów postanowiła zrobić kolejny krok i stworzyć stronę internetową ze sklepem. Zrobiła ją samodzielnie na wykupionej wcześniej domenie.

— Nie była doskonała, ale działała — przyznaje Karolina Gadomska.

Po jakimś czasie kolega z działu marketingu firmy turystycznej, dla której teraz pracuje, stworzył lepszą.

Ma dwa typy klientów. Pierwsi to psiarze. Kupują zwykle przez internet i są bardzo aktywni w mediach społecznościowych.

— Znajdują mnie zwykle, widząc ubrania Rottlove na innych miłośnikach psów — twierdzi Karolina Gadomska.

Drugi rodzaj klientów to odwiedzający targi modowe w Warszawie, na których projektantka pojawia się raz w miesiącu. Na razie najwięcej swoich produktów sprzedaje właśnie dzięki targom.

— Klienci, którzy tam się pojawiają, kupują ubrania niezależnie od tego, czy mają psa czy nie. Wystarczy, że rzecz im się spodoba, jest wygodna — mówi Karolina Gadomska.

Na razie 90 proc. jej klientów to panie, a wśród nich — wiele lekarek weterynarii, które poznała, pracując w branży weterynaryjnej. Dlatego też większość jej wyrobów skierowana jest do kobiet. Ale w planach Rottlove są kolejne produkty dla mężczyzn. Przez stronę internetową i na targach sprzedaje 50-60 ubrań miesięcznie. I znacznie więcej, bo około setki, akcesoriów. W tym kierunku planuje dalszy rozwój. Na razie w ofercie Rottlove są tiszerty, topy, spodnie dresowe, bluzy, kurtki bomberki, czapki basebolówki i zimowe oraz skarpetki. Pierwsze modele były czarne, szare i białe. Teraz są już wersje w kolorach zielonym i czerwonym, w tym roku pojawi się też granat.

— Chciałabym wprowadzić więcej kolorów, ale polski rynek jest pod tym względem oporny — uważa Karolina Gadomska.

Na przykład bordowe dresy nie bardzo się sprzedawały. Klienci cenią za to oryginalne nadruki i świetną jakość ubrań, którym nie szkodzą nawet bardzo intensywne spacery i zabawy z psami. Zdjęcia kolekcji robi znajoma fotografka albo narzeczony. Karolina Gadomska zawsze na nich występuje. Ma doświadczenie, bo w czasie studiów pracowała jako fotomodelka.

— Lubię stawać przed obiektywem i w 100 proc. identyfikuję się ze swoją marką — twierdzi projektantka.

Kenzo, z którym najczęściej jest na zdjęciach, nie protestuje, będąc „twarzą” marki. Na razie Karolina Gadomska nie rezygnuje z pracy na etacie, swoją firmą zajmuje się popołudniami. Czasami miewa wolne weekendy, ale nawet wtedy zakłada rzeczy Rottlove na spacery z Kenzo i robi minisesje zdjęciowe.

— Sprawia mi to przyjemność, nie traktuję tego jak ciężkiego obowiązku — twierdzi projektantka.

Ciekawe, czy Kenzo ma podobne podejście do swojej „pracy” w Rottlove?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Roowicz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Nie tylko na pogodę pod psem