Nie ubywa chętnych na świadectwa

Agata Ałykow
opublikowano: 16-09-2010, 00:00

Spowolnienie gospodarcze nie zniechęciło firm do starań o certyfikaty jakościowe.

Choć rynek certyfikacyjny zwolnił, to kryzys nie wyrządził na nim większych spustoszeń

Spowolnienie gospodarcze nie zniechęciło firm do starań o certyfikaty jakościowe.

Jerzy Kludziński, kierownik działu zajmującego się certyfikacją systemów zarządzania w Urzędzie Dozoru Technicznego, nie potwierdza wpływu kryzysu na rynek certyfikacji.

— Jeżeli porównamy lata 2008 i 2009, to odnotowujemy przyrost dochodu z przyznawanych przez nas certyfikatów. Wynosi on 4 proc. To dużo, zważywszy, że rok 2008 był dla firm najtrudniejszy. Na palcach jednej ręki mógłbym policzyć instytucje i firmy, które nie dokończyły procedur ze względu na kłopoty w gospodarce — twierdzi Jerzy Kludziński.

Jego zdaniem ostatnie miesiące są jeszcze lepsze pod tym względem. Urząd Dozoru Technicznego odnotował 20-procentowy wzrost zainteresowania uzyskaniem certyfikatów w stosunku do roku 2009.

— Jak sądzę, wynika to z faktu, że dopiero teraz wiele firm kończy procedury wdrażania systemu i jego certyfikacji, które zazwyczaj zajmują wiele miesięcy. Inne przystąpiły do tych zabiegów dopiero w tym roku, ale chcą jeszcze wykorzystać na ten cel zapasy finansowe i przyznane dotacje — ocenia Jerzy Kludziński.

Kto się stara…

O certyfikaty starają się zarówno firmy produkcyjne, usługowe, jak i samorządy lokalne.

Choć certyfikatorzy przyznają, że ich tegoroczne wyniki są niezłe, to nie ukrywają także, że trudno je porównywać z zainteresowaniem, jakim certyfikacja cieszyła się przed laty. Prawdziwy boom na certyfikaty to końcówka lat 90. i początek nowego stulecia. Potem ożywienie nadeszło wraz z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Firmy czuły się wówczas szczególnie zmotywowane do starania o pozyskanie takiego dokumentu.

Polskie firmy starały się podążać za wzorcami zachodnioeuropejskimi. Tam zaś pierwszy standard zarządzania powstał pod koniec lat 70., opracowany przez British Standards Institution. Dekadę później BS 5750 przekształcono w ISO 9000, a ten z kolei zainspirował powstanie kolejnych norm. W 2000 roku ISO zostało mocno udoskonalone, co sprawiło, że już po pięciu latach od ustabilizowania tej normy w przeszło 160 krajach wydano grubo ponad 700 tysięcy certyfikatów ISO 9001: 2000. ISO stało się więc rozpoznawalne na całym świecie. Dzisiaj własne standardy ma niemal każda branża: producenci żywności, laboratoria, producenci aut i części zamiennych, placówki opieki medycznej, przewoźnicy kolejowi, spawacze, firmy zajmujące się obrotem informacją, a nawet biura tłumaczeń. Regulacje dotyczą m.in. zarządzania firmą, jej wpływu na środowisko, bezpieczeństwa pracy, utrzymania atrakcyjności i rzetelności konkretnych usług czy produktów.

…i po co?

Do czego firmom potrzebne są certyfikaty? Duża grupa to te, które w ich pozyskaniu upatrują konkretną korzyść. Znają normę bardzo dokładnie i starają się zrobić wszystko, by spełnić wymogi z nią związane. Liczą przy tym, że przedsiębiorstwo rzeczywiście będzie działać sprawniej i efektywniej. Są też firmy, które zostały przymuszone do starań o certyfikat ze względu na udział w przetargach lub przez ważnego dla nich kontrahenta. O świadectwo starają się, gdy startują w przetargach ogłaszanych np. przez NFZ lub gdy wywodzą się z branży, w której posiadanie takiego dokumentu jest nieodzowne, by przetrwać na rynku. W niektórych przypadkach posiadanie certyfikatu otwiera też drzwi do dotacji z Unii Europejskiej. Można bowiem ubiegać się o unijne wsparcie na pozyskanie certyfikatu, a także na rozwój firmy, która taki dokument już posiada.

Kręta droga

Uzyskanie certyfikatu nie jest ani proste, ani tanie. W przypadku małej firmy, zatrudniającej nie więcej niż 10 pracowników, procedurę tę można skrócić do trzech, czterech miesięcy. Gdy w przedsiębiorstwie zatrudnionych jest do pół tysiąca pracowników, zabiegi o certyfikat mogą potrwać nawet rok.

Koszty uzyskania certyfikatu także zależą od wielkości firmy. Mała zapłaci za dokument około 5 tys. zł, duża — wielokrotność tej sumy.

W momencie, w którym wszystkie wymagania ISO 9001 są już spełnione, nadchodzi czas na zewnętrzny audyt certyfikujący. Przeprowadza go niezależna jednostka akredytująca. Jej pracownicy sprawdzają istniejące procedury oraz wydane instrukcje, a potem upewniają się, czy wszystko zostało zastosowane w praktyce. Dopiero na tej podstawie można wydać certyfikat. Jest on ważny przez trzy lata. W trakcie jego obowiązywania przeprowadza się audyty nadzorujące, organizowane zazwyczaj raz w roku. Mają one sprawdzić, czy system nadal działa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Ałykow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu