Nie wlewać pieniędzy do dziurawych naczyń

Jacek Zalewski
opublikowano: 22-01-2008, 00:00

Prawa autorskie do tytułu ma premier Donald Tusk, który wczoraj zgłosił taki postulat podczas inauguracyjnej sesji Białego Szczytu. Rzeczywiście, kluczem do wszelkich reform systemu ochrony zdrowia jest rozpoznanie, co dzieje się z potężnym strumieniem pieniędzy już obecnie trafiających do niewydolnego systemu publicznego. Przecież w Polsce podobno niemożliwa jest choćby realna wycena zabiegów i usług medycznych. Dlatego zgadzamy się, że dopiero po uszczelnieniu zbiornika, z którego ogromne pieniądze wyciekają, okaże się, czy ma sens podwyższanie składki powszechnej, czy pójście drogą dobrowolnych ubezpieczeń dodatkowych.

Sześciogodzinna debata w warszawskim Centrum Dialogu przypominała nieco posiedzenia Trójstronnej Komisji do spraw Społeczno-Gospodarczych, która tylko teoretycznie stanowi trójkąt. I po stronie związkowej, i wśród pracodawców zasiada tam po kilka podmiotów, które same ze sobą nie mogą się dogadać. Ba, także po stronie rządowej w wielu sprawach ujawniają się rozbieżne interesy resortów, powiedzmy, finansów i gospodarki. Podobnie wyglądał rozkład sił przy stołach szczytu — zasiadły nie tylko dwie podstawowe strony sporu o pieniądze, czyli pracownicy służby zdrowia oraz pacjenci. Wśród ludzi w białych fartuchach występuje kilkanaście podmiotów. O co innego chodzi lekarzom i pielęgniarkom, a w grupie lekarzy — zatrudnionym etatowo i kontraktowym etc. Wczoraj zwarta okazała się tylko strona rządowa, ale dlatego że reprezentował ją premier oraz minister Ewa Kopacz. Kiedy cała koncepcja pójdzie do nieuchronnych uzgodnień międzyresortowych, w naturalny sposób ujawnią się różne w wielu istotnych szczegółach opinie innych ministrów. Jeśli reforma ma wytrzymać ileś tam lat, takiego krytycznego spojrzenia na nią ze wszystkich stron uniknąć się po prostu nie da.

Wczoraj ustalony został wstępnie czasowy horyzont debaty, która ma potrwać około dwóch miesięcy — w grupach roboczych i na posiedzeniach plenarnych, a skończyć się podpisaniem końcowej umowy, z ewentualnym protokołem rozbieżności. Na razie nie wiadomo, jak dorobek szczytu miałby się przełożyć na konkrety legislacyjne. Z góry wiadomo, że w obecnym parlamencie nie pójdzie tak łatwo, jak na przykład w ostatnim Sejmie PRL-owskim, który w 1989 r. ustalenia Okrągłego Stołu bez szemrania wykonał — w tym skrócenie własnej kadencji, utworzenie Senatu oraz przyjęcie półwolnej ordynacji wyborczej.

Symbolicznym nawiązaniem do tamtych czasów jest koncepcja podstolika politycznego, z udziałem wszystkich klubów parlamentarnych, który na bieżąco odnosiłby się do propozycji wynegocjowanych przez uczestników szczytu. Trudno dziś ocenić, czy taka równoległa koncepcja pracy wypali, ale może to być szansa, aby tym razem cała para nie poszła w gwizdek.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy