Nie wybieraj wielkiej płyty

Mariusz Kania
05-09-2006, 00:00

W pierwszym półroczu 2006 agencja Metrohouse przeprowadziła analizę ofert warszawskiego rynku mieszkań. Przedmiotem zainteresowań była tzw. wielka płyta. Z analiz wynika, że mieszkania oferowane w tej technologii są średnio o 15 proc. tańsze od budowanych innymi metodami. Różnice między cenami wielkiej płyty i średnimi cenami rynkowymi wahają się od 3 do 25 proc. i zależą głównie od jakości osiedla i budynku, wysokości domu oraz lokalizacji. Na jednym biegunie można umieścić wysokie bloki (10-12 pięter) z wielkiej płyty na Jelonkach, w których ceny mieszkań są niższe o 25 proc. od średnich rynkowych, a na drugim — mieszkania w niskich budynkach (2-3 piętra) otoczone zielenią i w doskonałej lokalizacji na bliskim Żoliborzu. Tutaj różnica cen w stosunku do średniej rynkowej jest minimalna — około 3 proc.

Wielka płyta przeznaczona jest dla osób, które kupują mieszkania na własne potrzeby. Dlatego też stanowi alternatywę dla mniej zamożnych. Mieszkania te nie są produktem inwestycyjnym. Jeśli traktuje się zakup nieruchomości jako inwestycję, to znacznie lepszą lokatą jest mieszkanie zbudowane w innej technologii, np. z cegły.

Z raportu wynika, że 41 proc. nabywców kupujących mieszkania na rynku wtórnym w ostatniej kolejności wybiera oferty mieszkań z wielkiej płyty, 35 proc. badanych deklaruje, że na wstępie odrzuca takie propozycje. Czyli aż 76 proc. klientów jest niechętnie nastawionych do tej technologii. Tylko dla 22 proc. jest obojętne, z jakich materiałów zbudowany jest budynek, a 2 proc. badanych chce kupić mieszkanie w wielkiej płycie.

Znakiem rozpoznawczym naszego regionu są olbrzymie osiedla zbudowane z wielkiej płyty. Na pewno nie da się zburzyć, szacowanego na 12 mln lokali mieszkalnych, zasobu obiektów. Trzeba o nie dbać i je rekonstruować. Z inwestycyjnego punktu widzenia jawi się następujący obraz w przyszłości: osiedla będą się wyludniać i będzie się zmieniać na niekorzyść struktura ich mieszkańców. Coraz częściej w wielkiej płycie znajdziemy przyjezdnych i mniej zamożne rodziny. Stanie się też ona najtańszym produktem na rynku wynajmu. W przyszłości będzie jednym z najtrudniejszych produktów do sprzedania.

Analizując regiony stolicy, gdzie nie warto inwestować, na pierwszym miejscu należy wskazać mieszkania i domy mające wady lokalizacyjne — np. sąsiedztwo kominów chociażby w rejonie Augustówki, oczyszczalni ścieków (Choszczówka) czy zakładów przemysłowych, np. Polfa na Tarchominie. W następnej kolejności są to dalekie peryferie Warszawy ze złą komunikacją miejską. Jednak lokalizacje podmiejskie cieszą się powodzeniem wśród osób poszukujących tańszych mieszkań. Zawsze więc da się je sprzedać, choć z mniejszym zarobkiem. Ciekawym przykładem w Warszawie jest osiedle za Żelazną Bramą z maleńkimi mieszkaniami, w złym standardzie, z karaluchami. Wydawałoby się, że jest to miejsce, gdzie trudno sprzedać mieszkanie. I tu niespodzianka. Zawsze znajdzie się na nie klient z Chin, Wietnamu czy Korei. To miejsce powoli staje się warszawskim China Town. Kolejnym miejscem, które wbrew pozorom jest popularne to rejon Szmulek czy Stara Praga. Te dzielnice są teraz wręcz modne! Na Starej Pradze mieszkania chętnie kupują artyści, płacąc za nie spore kwoty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Kania

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Nie wybieraj wielkiej płyty