Nie zatrzymujmy technologicznej lokomotywy

Materiał przygotowany we współpracy z Vivus Finance
opublikowano: 09-09-2019, 22:00

Nadmierna regulacja rynków finansowych niekoniecznie lepiej ochroni konsumenta, za to utrudni innowatorom wejście na rynek. A chodzi o to, żeby nie tylko na niego weszli, ale też rozwijali się globalnie — uważają uczestnicy krynickiej dyskusji

Już za kilka dni zacznie obowiązywać dyrektywa PSD2. Dla sektora finansowego to ogromna zmiana, która oznacza wejście w erę tzw. open bankingu. O tym, jakie wyzwania niesie ze sobą, dyskutowali uczestnicy panelu „Polska nie jest już samotną wyspą”, który odbył się podczas XXIX Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Uczestnicy krynickiej dyskusji jako zagrożenie dla rynku
pożyczek wskazali jego przeregulowanie, za szansę rozwoju uznali zaś szybki
rozwój technologii, które są bardzo przychylnie przyjmowane przez klientów
Zobacz więcej

SZANSE I UTRUDNIENIA:

Uczestnicy krynickiej dyskusji jako zagrożenie dla rynku pożyczek wskazali jego przeregulowanie, za szansę rozwoju uznali zaś szybki rozwój technologii, które są bardzo przychylnie przyjmowane przez klientów Fot. Marek Wiśniewski

— Dyrektywa składa się z dwóch części: PIS (payment information service) i AIS (accounting information service). Z części AIS, która dotychczas nie była uregulowana prawnie, korzystamy od wielu lat. Z mojej perspektywy ta dyrektywa porządkuje technologię, ale sama nie wprowadza jakiegoś przełomu. Aby zacząć wykorzystywać w pełni możliwości, jakie daje wymiana danych, potrzebujemy co najmniej kilku miesięcy testów. Teraz dostajemy dostęp do danych transakcyjnych klientów, ale to ich agregacja i analiza może być podstawą nowych modeli biznesowych. To jeszcze przed nami — podkreślała Ewa Wernerowicz, prezes Vivusa.

Z tym, że dyrektywa nie jest jeszcze w pełni dopracowana, zgodził się Artur Granicki z Kancelarii Wardyński. Jego zdaniem dopiero czas pokaże, w jakim stopniu zawarte w niej rozwiązania są niezbędne do rozwoju rynku finansowego i usług płatniczych.

To dopiero początek

— Ta dyrektywa jest rewolucyjna przede wszystkim dla spółek, w tym start-upów, które chcą działać na rynku finansowym w zakresie usług płatniczych, bo zmusza banki do dzielenia się tymi usługami. W ten sposób daje konsumentowi wybór, z czyich usług chce korzystać. Daje też wielu małym podmiotom fintechowym możliwość wejścia na ten rynek, obniżając bardzo wysoki dotąd próg wejścia — zauważył Artur Granicki.

— Dyrektywę PSD2 powinniśmy traktować jako wstęp do czegoś dużo dalej idącego, jeżeli będziemy dbali o to, żeby się rozwijała i podmioty działające na jej podstawie dobrze funkcjonowały. Miejmy nadzieję, że dyrektywa PSD3, która na pewno kiedyś przyjdzie, będzie dużo bardziej dopracowana i dużo szersza niż obecna — mówił Bartosz Berestecki z PayU.

Uczestnicy dyskusji zastanawiali się, czy rynki europejski i polski nie są przeregulowane i czy nie byłoby lepiej zostawić im trochę więcej swobody i sprawdzić, czy obecne przepisy nie są wystarczające.

— Od czasu ostatniego kryzysu w USA trwa wyścig w tworzeniu kolejnych regulacji. Chciałbym jednak, żebyśmy zrobili sobie małą przerwę, zobaczyli, jak to zadziała, komunikowali się z rynkiem. Mamy do tego dużo narzędzi, np. nasze przedstawicielstwa i związki, które kontaktują się z władzami, z nadzorem i starają się wszystko tłumaczyć. Transparentnie dzielimy się wszystkimi dobrymi i złymi regulacjami. Wydaje mi się, że to jest właśnie kierunek do tworzenia najlepszych regulacji — ocenił Bartosz Berestecki.

Polacy nie owieczki

Uczestnicy dyskusji zwracali uwagę, że unijne przepisy niekiedy nadmiernie chronią klientów.

— W kwietniu tego roku powołano z ramienia siedmiu państw członkowskich grupę roboczą High Level Group ds. opracowania nowej unii rynku kapitałowego (jestem jej członkiem). Jednym z podstawowych stwierdzeń, które udało nam się wypracować, jest to, że w Europie mamy problem ideologiczny: konsument jest traktowany jak biedna owieczka,której trzeba na siłę pomagać, bo sama sobie nie poradzi. I dokładnie w ten sposób postępujemy w Polsce — stwierdził Artur Granicki.

Dodał, że w ten sposób nie tylko UE obniża swoją konkurencyjność na rynku światowym, ale Polska robi to również w skali rynku unijnego, rozszerzając pewne regulacje.

— Wychodzi się z założenia, że polski konsument nie jest gotowy na pewne rozwiązania, bo jest na zbyt wczesnym etapie rozwoju, cokolwiek to znaczy — powiedział prawnik z Kancelarii Wardyński.

Dodał, że kluczowa jest zmiana mentalności, która powinna polegać na większym zaufaniu wolnemu rynkowi. W przeciwnym razie stracą nie tylko firmy, lecz również konsumenci, którzy będą mieli mniejszy wybór usług i ich dostawców, bo ci wycofają się z biznesu lub w ogóle w niego nie wejdą.

Strach przed gigantami

W kontekście rosnącej konkurencji paneliści zwracali uwagę także na rosnącą rolę graczy typu GAFA (Google, Amazon, Facebook, Apple).

— Boimy się amerykańskich gigantów, bo mogą przyjść i zbudować skalę. Są również Chiny, które też mają swoich graczy. To dwie jurysdykcje, które są dużo mniej uregulowane niż europejska. Dzięki temu łatwiej budują skalę i rosną w siłę, by konkurować i zagrażać europejskim podmiotom — mówił Tomasz Owczarek z Mastercard.

— O uprzywilejowanej pozycji gigantów internetowych mówię od paru lat i w zasadzie wszystkie scenariusze dotyczące rynku finansowego się sprawdzają. Na przykład te dotyczące arbitralnego para-nadzoru wprowadzanego poprzez liczne zakazy i mgliście napisane regulaminy. To jest też pytanie do krajowych nadzorców rynku: czy chcą oddać część kompetencji w ręce korporacji, a jeżeli nie to jaki jest pomysł na uporządkowanie tej kwestii. Już w tym momencie przy planowaniu nowej oferty równie ważne jak wytyczne regulatora rynku mogą być zasady akceptacji reklam przez big-techy — zastanawiała się szefowa Vivusa.

A może zamiast tworzyć nowe przepisy, wystarczy egzekwować prawo już obowiązujące? Takiego zdania była Ewa Wernerowicz.

— W tej chwili my, jako duzi gracze i liderzy rynku, musimy działać zgodnie z prawem, zupełnie transparentnie. To my jesteśmy najbardziej wystawieni na wszelkiego rodzaju kontrole, które nieustająco przewijają się przez nasze firmy. Jeżeli nastąpi przeregulowaniebranży, a nadal będzie popyt na pewnego rodzaju usługi, to zmaleje ich podaż. Nadal będą świadczone, ale już niekoniecznie legalnie lub bardzo selektywnie prowadzone. Natomiast na pewno zmaleje transparentność — zauważyła prezes Vivusa.

Po pierwsze: nie szkodzić

O przypadku złego prawa wspominał także Artur Granicki. — To nawet nie jest kwestia tego, czy polski rynek jest wyjątkowo przeregulowany. Mamy np. ustawę antylichwiarską, która moim zdaniem tak naprawdę wspomaga lichwę. Jeżeli nie będziemy mieli legalnych podmiotów, które są w stanie udzielać pożyczek, to będziemy mieli „panów w bramie”, tak jak w latach 90. Po prostu cofamy rynek o kilkadziesiąt lat — mówił prawnik z Kancelarii Wardyński. Dodał, że jedną z kluczowych kwestii dla działania polskiego rynku i jego znaczenia na rynku globalnym jest trochę rezerwy przy nadmiernych regulacjach. Ewa Wernerowicz zwróciła uwagę, że technologia obecnie rozwija się w takim tempie, że regulacje za nią nie nadążają. — Czekamy na kolejny krok Unii Europejskiej, która pracuje nad dyrektywą o kredycie konsumenckim i to moją branżę interesuje najbardziej.

Pytanie, w jaki sposób UE sobie poradzi z bardzo różnymi regulacjami w tym temacie w różnych krajach. Czy uda się zunifikować dostępność kredytu, np. dla Polaka z zagranicy i w drugą stronę, czy tym razem jeszcze się to nie nastąpi — zastanawiała się szefowa Vivusa. Przytoczyła raport Banku Światowego, który jest zdania, że w pewnych kwestiach, np. kosztów kredytu konsumenckiego, pole do popisu należy zostawić samym rynkom.

— To zwiększanie konkurencji zmniejsza ceny, a nie na odwrót. Przeregulowany rynek jest mniej konkurencyjny, ponieważ mniej podmiotów może spełnić wymagania tych regulacji — przekonywała Ewa Wernerowicz.

Technologiczny wyścig

Podkreśliła, że Polska może się pochwalić wieloma sukcesami w kwestii technologii, np. jednym z najbardziej technologicznie rozwiniętych banków. Naszą słabością jest jednak brak wybiegania z myśleniem i planowaniem do przodu, a także to, że polskie firmy i rozwiązania nadal mają tylko skalę lokalną. Co można zrobić, by to zmienić?

— Przede wszystkim realnie pomagać start-upom. Jednak trzeba też pomagać firmom, które już się rozwinęły, w poszerzaniu działalności na rynki zagraniczne. Jeżeli my tego nie zrobimy, to wkrótce wejdzie do nas ktoś z innego kraju, a my jesteśmy teraz w pierwszym wagonie pociągu technologicznego, jeżeli chodzi o finanse. Za chwilę dosiądą się do nas tłumy, bo niestety nie wykonujemy skoku do przodu, tylko za bardzo skupiamy się na tym, co jest. Trzeba działać szybciej — powiedziała Ewa Wernerowicz.

Artur Granicki wskazał na jeszcze jeden pozytywny aspekt polskiego rynku.

— Myślę, że są nim właśnie konsumenci, którzy w Polsce są bardzo przyzwyczajeni do nowych technologii i otwarci na nie. I to oni tak naprawdę wymuszają na firmach, instytucjach i organach państwa rozwój rynku fintechowego — podsumował prawnik.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał przygotowany we współpracy z Vivus Finance

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu