Czytasz dzięki

Niedogodności i koszty, których można uniknąć

opublikowano: 21-06-2020, 22:00

Przewlekłe schorzenia leczone w nieoptymalny sposób sprawiają, że rynek pracy traci cenne kadry. Z okazji Światowego Tygodnia Kontynencji eksperci biją na alarm i wskazują, że jest grupa pacjentów, dla których choroba nie oznacza wyroku śmierci, ale skutecznie eliminuje ich z życia społecznego i aktywności zawodowej

Inkontynencja to jeden z najbardziej powszechnych, acz skrzętnie skrywanych, intymnych problemów zdrowotnych współczesnej cywilizacji. Zdaniem WHO schorzenia związane z szeroko rozumianym nietrzymaniem moczu (NTM) mają status choroby społecznej, która bez względu na wiek i płeć dotyka nawet 8 proc. populacji Polek i Polaków. Na całym świecie z problemem tym mierzy się nawet 423 mln osób. Niestety nie wszyscy pacjenci są lub też chcą być świadomi swoich problemów zdrowotnych.

— Świadomość pacjentów dotycząca samego schorzenia jest rzeczywiście niewielka. Zdecydowanie częściej tego typu dolegliwości zgłaszają kobiety, bo zazwyczaj to one najsilniej odczuwają objawy silnie wpływające na jakość ich życia — wskazuje dr n. med. Honorata Błaszczyk, lekarz rodzinna i prezes łódzkiego oddziału Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

Niejednorodne schorzenie

Jak wskazują eksperci, nietrzymanie moczu jest przypadłością, która obejmuje każdy niezależny od woli wyciek moczu z pęcherza moczowego. Przyczyny tego zjawiska bywają różnorakie i mogą być uzależnione od płci i wieku pacjenta. Jednak wspólnym mianownikiem problemu jest ogromny wstyd, jaki wiąże się z występowaniem tego schorzenia, oraz niechęć pacjentów do mówienia o swoich problemach z funkcjonowaniem układu moczowego.

Naukowcy wskazują, że znacznie częściej z problemem tym stykają się kobiety. Czynnikiem predestynującym je do pojawienia się przykrych objawów ze strony układu moczowego są przebyte naturalne porody, menopauza czy poddawanie się zabiegom ginekologicznym. Światowe szacunki mówią wręcz, że nawet 10 proc. wszystkich dorosłych kobiet może się borykać z tym problemem.

Gospodarka traci miliardy

Jak wyliczają autorzy raportu „Pacjent z NTM w systemie opieki zdrowotnej”, tylko na przestrzeni lat 2011-18 szacunkowe koszty bezpośrednie z tytułu zachorowań na NTM (obejmujące m.in. finansowanie badań diagnostycznych, wizyt lekarskich, leków czy w końcu środków chłonnych), ponoszone w Polsce, uległy podwojeniu do kwoty ponad 0,57 mld zł w 2018 r., a w całym analizowanym okresie wyniosły ponad 3 mld zł.

Eksperci zwracają również uwagę na wartości związane z kosztami absencji chorobowej spowodowanej NTM (w tym również te wynikającej z generowanych przez to schorzenie zaburzeń psychicznych). Szacując, że NTM dotyka nawet 621 tys. osób aktywnych zawodowo, wyliczony na tej podstawie koszt z tytułu utraty produktywności w wyniku NTM tylko w 2018 r. wyniósł 1,58 mld zł i był wyższy w porównaniu z poprzednim rokiem o 4,52 proc.

Zakłócony rytm pracy

Klinicyści zwracają uwagę, że nadal w naszym kraju problemem jest nie tylko wstyd pacjentów, którzy niechętnie lub na późnym etapie choroby zgłaszają się do gabinetów lekarskich, lecz również to, że dostęp do leczenia NTM nie jest optymalny. Za przykład stawiają jedno ze schorzeń z grupy NTM, tj. zespół pęcherza nadreaktywnego, czyli OAB (over active bladder).

— OAB to schorzenie, które dotyka kobiety bez względu na wiek. Oczywiście częstość jego występowania jest skorelowana z wiekiem, ale mamy również pacjentki w bardzo młode, np. nastoletnie, które zgłaszają się do naszych gabinetów z tym problemem. Niemniej jednak ten odsetek jest niższy niż w przypadku kobiet w okresie pomenopauzalnym. W ogólnej populacji możemy szacować, że nawet kilkanaście procent kobiet codziennie zmaga się z tą dolegliwością. Niestety wielu lekarzy nadal nie wie, że nietrzymanie moczu — w tym również zespół pęcherza nadreaktywnego — można leczyć skutecznie i nie jest on nieodłącznym elementem starzenia, z którym trzeba się pogodzić — wyjaśnia dr hab. n. med. Paweł Miotła, lekarz ginekolog z II Katedry i Kliniki Ginekologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Jak wyjaśnia Mariusz Blewniewski, lekarz urolog z Oddziału Urologii Ogólnej, Onkologicznej i Czynnościowej, II Kliniki Urologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, w przypadku mężczyzn OAB to efekt łagodnego rozrostu stercza.

— Dlatego musimy mieć świadomość, że wraz ze starzeniem się społeczeństwa problem ten będzie narastał — wskazuje urolog.

Profilaktyka i leczenie

Klinicyści podkreślają jednocześnie, że w przypadku OAB niezwykle ważna jest właściwa profilaktyka, zmiana stylu życia i wdrożenie leczenia farmakologicznego.

— Sprowadza się to w pierwszej kolejności do ograniczenia spożywania produktów o działaniu diuretycznym (moczopędnym). Oznacza to, że pacjenci zmagający się z OAB powinni zrezygnować m.in. z kawy, cytrusów, ostrych przypraw, alkoholu, papierosów. Jeśli pacjent jest w stanie wytrzymać w takim reżimie, wówczas może liczyć na złagodzenie uporczywych objawów i poprawę komfortu życia — wskazuje Mariusz Blewniewski.

Zaznacza jednocześnie, że utrzymanie restrykcyjnego stylu życia, a także zmniejszenie masy ciała (o minimum 10 proc.) może ograniczyć przykre objawy ze strony pęcherza nawet o 50 proc. Zmniejszenie kłopotliwych objawów możliwe jest również dzięki zastosowaniu farmakoterapii. Jednak dostępnej w Polsce farmakoterapii nie można w żaden sposób uznać za optymalną.

— Jedynymi refundowanymi lekami są preparaty antycholinergiczne, nazywane również antymuskarynowymi. Leki te w większości państw stosowane są jako preparaty pierwszego rzutu — wskazuje prof. dr hab. Tomasz Rechberger, specjalista ginekolog położnik, kierownik II Katedry I Kliniki Ginekologii UM w Lublinie.

Zaznacza jednak, że preparaty te mogą dawać uporczywe skutki uboczne, takie jak zaburzenia widzenia czy suchość w jamie ustnej. Co więcej, powinny być stosowane z dużą dozą ostrożności w przypadku osób mających symptomy niewydolności nerek. Zdaniem klinicystów inne grupy leków — o zdecydowanie lepszym profilu bezpieczeństwa — z uwagi na brak refundacji dla wielu pacjentów są nieosiągalne. Polska pod tym względem znajduje się na niechlubnym ostatnim miejscu w Europie. Jednocześnie prof. Rechberger zwraca uwagę, że druga linia leczenia OAB jest już refundowana w takich krajach jak Czechy, Węgry czy Bułgaria.

621 tys. Tyle aktywnych zawodowo osób może się w Polsce borykać z problemem inkontynencji, który przekłada się zarówno na ich komfort życia, jak i produktywność.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Markiewicz

Polecane