Niemcy to duży plus dla optymistów

  • Marek Rogalski
opublikowano: 24-01-2013, 12:15

Wzrost styczniowych indeksów PMI wyraźnie powyżej oczekiwań przy mocnej aprecjacji euro względem azjatyckich walut to nie łatwa sztuka, która jednak Niemcom się udała.


To zapowiedź rysującego się wyraźniejszego ożywienia w drugim półroczu, co każe odrzucić wcześniejsze pesymistyczne założenia uwzględniające negatywny wpływ zbyt drogiego euro. Optymizm nieco studzi fakt, iż będziemy świadkami narastających podziałów w Eurostrefie – silne Niemcy kontra reszta, co pokazały dzisiaj słabe dane z Francji. Niemniej w krótkim horyzoncie ryzyko inwestycyjne znów maleje na co wskazują jednak lepsze od oczekiwań dane z Chin, a także wczorajsze głosowanie w Kongresie, które przesunęło problem zadłużenia USA z lutego na maj. W najbliższym czasie uwagę rynku może przyciągać kwestia zwrotu części pożyczek, jakie zaciągnęły rok temu europejskie banki w ramach programu LTRO. Dla części instytucji to kwestia wizerunku, dlatego też duża skala repatriacji może poprawić nastroje wokół euro.
Rewelacyjne odczyty niemieckich danych nt. indeksów PMI (chociaż to wstępne dane za styczeń) tak naprawdę ucinają jakiekolwiek negatywne spekulacje związane z negatywnym wpływem wspólnej waluty na potencjalne ożywienie w Niemczech. Oczekiwania wynosiły 46,8 pkt. dla przemysłu i 52 pkt. dla usług, a faktyczne odczyty wskazały na figury rzędu 48,8 pkt. i 55,3 pkt. Dobrym testem na ile ta poprawa jest wiarygodna na dłuższą metę będzie jutrzejszy odczyt indeksu IFO. Oczekuje się, iż nastroje w biznesie poprawiły się w styczniu do 103 pkt. z 102,4 pkt. w grudniu, ale tutaj rynek będzie oczekiwał znacznie lepszego wyniku.
Na dziennym wykresie EUR/USD ponownie mamy do czynienia z dość ciekawą sytuacją, kiedy dzienna świeca nie zamyka się poniżej 1,3290. Wczoraj po południu pisałem, iż jest to konieczny warunek do tego, aby rozpocząć wyraźniejszy impuls spadkowy. Tym samym w obecnej sytuacji warto się zastanowić na ile prawdopodobny jest alternatywny scenariusz, który był prezentowany przed dwoma tygodniami. Dla łatwiejszego zobrazowania bazuje on na ujęciu tygodniowym.
Biorąc pod uwagę lepsze dane z Niemiec, a także fakt, iż w krótkim horyzoncie inwestorzy nie będą mieć powodów do większego niepokoju (Kongres podniósł wczoraj limit zadłużenia USA do 19 maja, a PMI w Chinach wzrósł do najwyższego poziomu od 22 miesięcy oddalając obawy, iż ożywienie z IV kwartału może nieco przyhamować), a nawet otrzymają dodatkowe argumenty do zwyżki. To kwestia repatriacji środków z tzw. LTRO, czyli gigantycznych 3-letnich pożyczek (łączna kwota przekroczyła 1 bln EUR), jakie zaciągnęły banki komercyjne w ECB w zeszłym roku. Za kilka dni instytucje dostaną możliwość wcześniejszej spłaty zadłużenia i nie można wykluczyć, iż część z nich ze względów wizerunkowych z tego skorzysta oddając część pożyczonej sumy. Dla rynku może być to sygnał, iż kończy się kolejny etap kryzysu w strefie euro (pierwszym sygnałem były słowa szefa ECB z 10 stycznia, kiedy to stwierdził, iż decyzja o utrzymaniu stóp procentowych była jednomyślna). Oczywiście na dłuższą metę wcale nie musi być to zgodne z prawdą. Wystarczy chociażby wskazać ryzyko związane z wyborami parlamentarnymi we Włoszech, ponowne kłopoty peryferyjnych gospodarek będące wynikiem coraz większego rozdźwięku pomiędzy Niemcami, a resztą strefy euro, oraz zbyt silnej wspólnej waluty, która będzie utrudniać konkurencyjność na zagranicznych rynkach, czy też możliwą niestabilność polityczną w Grecji. Tyle, że nie zmieni to faktu, iż EUR/USD ma obecnie więcej szans na test okolic 1,35, aniżeli na spadek w okolice 1,31.




© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski – Główny analityk walutowy DM BOŚ

Polecane