Niemcy ze Stoenu nie zapłacą kary

Joanna Barańska
16-01-2007, 00:00

Stoen nie zapłaci ponad 7 mln zł kary — zdecydował wczoraj Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Regulator rażąco naruszył przepisy.

Regulator działał na polityczne zamówienie

Stoen nie zapłaci ponad 7 mln zł kary — zdecydował wczoraj Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Regulator rażąco naruszył przepisy.

Stoen, przedsiębiorstwo energetyczne dostarczające prąd dla Warszawy i okolic, został ukarany ponad 7 mln zł decyzją prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE) z listopada 2005 r. Karę nałożono za „nieutrzymywanie sieci w należytym stanie technicznym” i „niedotrzymywanie warunków koncesji”.

— Czuliśmy się jak w „Procesie” Kafki. Ukarano nas, ale za co dokładnie, nie wiemy. Na początku mogliśmy się tylko domyślać, że za awarię izolatora na stacji zasilania Warszawa Południowa — mówi Wojciech Graczyk, prokurent spółki należącej do niemieckiego koncernu RWE.

Ciemności kryją stolicę

W październiku 2004 r. zerwanie izolatora pozbawiło prądu znaczną część Warszawy, a mieszkańcy podwarszawskich miejscowości odczuwali skutki awarii jeszcze przez kilka tygodni. Zdaniem Stoenu, decyzja o karze sprowadziła się do zakazania stosowania tego typu urządzeń w sieci, do czego prezes URE nie ma prawa. Prawnicy spółki podkreślali, że nie ma żadnych norm nakazujących stosowanie takich czy innych izolatorów, felerne urządzenie montowano w latach 80., kiedy inne nie były dostępne, stosuje się je w sieciach w całym kraju, a spółka systematycznie modernizuje sieć i wymienia stare izolatory na nowe.

Rażący gwałt na prawie

Na wczorajszej rozprawie przed Sądem Ochrony Konkurencji i Konsumentów (SOKiK) przedstawiciele URE twierdzili, że zużycie tego konkretnego urządzenia było widoczne gołym okiem, a to, że w całym kraju stosuje się wadliwe czy stare elementy, nie zwalnia Stoenu z odpowiedzialności za awarię.

SOKiK jednak umorzył postępowanie administracyjne w tej sprawie, co oznacza, że karę uznał za niebyłą.

— Tak rażące pogwałcenie przepisów postępowania rzadko widać przed tym sądem — zaczął uzasadnienie wyroku sędzia Bogdan Gierzyński.

Pastwił się dalej.

— Karę nałożono na ewidentne zamówienie polityczne. Całe postępowanie zaczęło się od pisma ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego, którego prezydent nawet nie podpisał. Podpisali je panowie Draba i Urbański z ratusza, ale w aktach nie ma śladu upoważnień dla tych panów. Powiedzmy jednak, że URE wszczął postępowanie z urzędu — mówił sędzia.

I wyliczał: URE podparł się niepoświadczonymi za zgodność protokołami badania urządzeń, załączył analizę „uszkadzalności” obiektów, napisaną nie przez biegłego sądowego, a przede wszystkim nie wskazał żadnej normy, która nakazywałaby wymianę urządzeń i którą Stoen jakoby naruszył.

— Nawet zarzucając niedotrzymanie warunków koncesji, URE nie raczył dołączyć do akt tej koncesji, więc sąd nie może zbadać tego zarzutu. URE po prostu nie przeprowadził żadnego postępowania dowodowego, a to nie Stoen ma udowadniać, że nie zaniechał konserwowania sieci — podsumował sędzia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Barańska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Niemcy ze Stoenu nie zapłacą kary