Niemiecki bezrobotny uderzy nas po kieszeni

Rafał Białkowski ,Jacek Kowalczyk
12-11-2009, 00:00

Zagranica coraz chętniej kupuje polskie produkty. Entuzjazm może jednak ostygnąć, bo Niemcy czeka druga fala kryzysu.

Czai się problem dla eksporterów, ale na razie brną do przodu

Zagranica coraz chętniej kupuje polskie produkty. Entuzjazm może jednak ostygnąć, bo Niemcy czeka druga fala kryzysu.

W eksporcie coraz wyraźniej czuć odwilż. Według danych Narodowego Banku Polskiego, we wrześniu polska sprzedaż zagraniczna wyniosła 9,41 mld EUR. To najwięcej od października ubiegłego roku, a więc od wybuchu kryzysu finansowego na świecie. Ekonomiści obstawiali wynik słabszy o 0,5 mld EUR.

Kula u nogi

W porównaniu z wrześniem 2008 r. eksport nadal się kurczył — o 17,1 proc. Ale to wyraźnie lepszy wynik niż w ostatnich miesiącach, kiedy zagraniczna sprzedaż spadała w tempie powyżej 20 proc.

— Wysoki poziom eksportu był w znacznym stopniu skutkiem dopłat do zakupu nowych samochodów w krajach UE. Chociaż ten efekt będzie w następnych miesiącach wygasał, to dzięki ożywieniu gospodarczemu eksport będzie dalej rósł. W styczniu roczna dynamika wyjdzie na plus — twierdzi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.

Według wczorajszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, na pozycji największego naszego odbiorcy eksportu umacniają się Niemcy. Trafia tam już ponad 26 proc. naszych towarów. Uzależnienie od niemieckiego rynku pomagało nam, kiedy tamtejszy rząd pompował miliardy euro w gospodarkę. Teraz jednak zza zachodniej granicy docierają niepokojące sygnały.

Z listopadowych danych instytutu ZEW wynika, że choć obecna sytuacja niemieckiej gospodarki poprawia się, to w 2010 r. nie powinniśmy spodziewać się zaskakującego przełomu (patrz wykres).

— Analitycy i inwestorzy sygnalizują, że w 2010 r. ożywienie będzie postępowało małymi krokami — ocenia Wolfgang Franz, szef instytutu ZEW.

Bez kroplówki

Jednym z powodów będzie kiepska sytuacja na rynku pracy.

— Pełne skutki kryzysu gospodarczego dopiero się ujawnią. Względnie niski poziom bezrobocia to wyłącznie skutek przedłużenia okresu wypłacania zasiłku uzupełniającego pracownikom zatrudnionym w niepełnym wymiarze godzin — mówiła wczoraj w swoim exposé Angela Merkel, kanclerz Niemiec.

Zdaniem Larsa Bosse, dyrektora generalnego Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej, rynek pracy będzie prawdziwym wyzwaniem dla Niemiec.

— W 2010 r. liczba bezrobotnych przekroczy 4 mln [z 3,2 mln w październiku — red.] — uważa Lars Bosse.

Dlatego bardzo ważne jest odbicie w niemieckim eksporcie, który jest kołem zamachowym gospodarki.

— Ze względu jednak na ciągle słabą ekspansję gospodarki światowej niemiecki eksport będzie rósł powoli, a popyt wewnętrzny — bardzo powoli. Nie ma co liczyć na przełom w inwestycjach firm. Chyba że rząd poradzi sobie z ożywieniem rynku kredytów dla przedsiębiorstw — twierdzi Lars Bosse.

To zła informacja dla polskich eksporterów.

— Wzrost zamówień z Niemiec wobec firm nad Wisłą w 2010 r. będzie umiarkowany — prognozuje Lars Bosse.

Rafał Białkowski

Jacek Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Białkowski ,Jacek Kowalczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Niemiecki bezrobotny uderzy nas po kieszeni