Niemiecki motor polskiego eksportu traci moc

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 14-11-2012, 00:00

Nasi sąsiedzi zahaczają o recesję. Dane makro układają się w całą serię negatywnych niespodzianek

Polski eksport od kilku miesięcy znowu przeżywa trudne chwile. We wrześniu dynamika sprzedaży zagranicznej spadła do najniższego poziomu od października 2009 r. (-0,3 proc. r/r). Popyt na polskie produkty słabnie, bo nasi główni partnerzy handlowi doświadczają drugiego dna kryzysu. Moc traci zwłaszcza gospodarka niemiecka — motor polskiego eksportu (trafia tam ponad jedna czwarta wszystkich wysyłanych za granicę towarów „made in Poland”). I wszystko wskazuje na to, że te problemy potrwają jeszcze kilka kwartałów.

Epidemia strachu

W latach 2010-11 Niemcy były jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek Unii Europejskiej. Nawet tamtejsi ekonomiści byli zaskoczeni, jak szybko kraj pozbierał się po recesji z 2009 r. Jeszcze na początku 2012 r. wydało się, że ten pozytywny proces będzie kontynuowany. Od kilku miesięcy optymizm jednak gaśnie, bo dane makro układają się w całą serię negatywnych niespodzianek. Dziś ekonomiści niemieccy zastanawiają się, czy gospodarka wejdzie w recesję, czy tylko się o nią otrze.

— Pojawia się coraz więcej dowodów na to, że niemiecka gospodarka znowu wchodzi w okres turbulencji. Spodziewamy się, że w czwartym kwartale 2012 r. PKB w ujęciu kwartalnym skurczy się o 0,2 proc., po czym nieznacznie przyspieszy do 0,1 proc. W całym 2013 r. prognozujemy wzrost zaledwie o 0,5 proc. — twierdzi Ralph Solveen, ekonomista Commerzbanku.

Według ankiety agencji Bloomberg, mediana prognoz na 2013 r. mówi o wzroście gospodarczym Niemiec równym 0,8 proc.

W porównaniu z załamaniem gospodarczym z 2009 r. to i tak niezły wynik, ale nie na tyle dobry, by można było liczyć na odbicie w polskim eksporcie. Co sprawiło, że Niemcy wpadli w kłopoty? Pośrednim powodem był kryzys zadłużeniowy w strefie euro. Niepewna przyszłość Eurolandu wystraszyła niemieckich przedsiębiorców, co schłodziło koniunkturę. Przedsiębiorcy obawiają się o przyszłość, dlatego ograniczają wydatki inwestycyjne, co osłabia popyt wewnętrzny i schładza koniunkturę.

— Gospodarka niemiecka przypomina samochód, w którym kierowca próbuje ruszyć, ale zapomniał, że ma zaciągnięty hamulec ręczny. Cała machina jest zdrowa, sprawna i gotowa do jazdy, ale przez jeden element jest to niemożliwe — tłumaczy Ralph Solveen.

Według prognoz, w 2013 r. inwestycje w Niemczech przestaną spadać, ale znaczącego ożywienia nie należy się spodziewać. Nakłady na środki trwałe wzrosną tylko o 1,6 proc. Czy ożywienie nastąpi w 2014 r. — to zależy przede wszystkim od tego, jak potoczy się sytuacja fiskalna w Grecji i Hiszpanii.

Z daleka od ognia

Prognozy inwestycji w Niemczech to ważna wskazówka dla polskich eksporterów, którzy żyją w Niemczech z popytu konsumpcyjnego, np. wysyłając tam maszyny produkcyjne, sprzęt budowlany itp. Firmy te muszą się nastawić na to, że w perspektywie jeszcze kilku kwartałów nie dojdzie do znaczącego ożywienia popytu. W lepszych nastrojach powinni być menedżerowie firm, które nastawione są na klienta detalicznego, np. sprowadzające żywność, zabawki czy meble. Choć niemiecka gospodarka zbliża się do recesji, tamtejszy rynek pracy pozostaje stabilny.

Na koniec października bezrobocie w Niemczech wyniosło 6,5 proc., czyli dokładnie tyle samo, ile przed rokiem. Jak wynika z mediany prognoz, w ciągu dwóch lat stopa bezrobocia pozostanie stabilna. Niemiecki rynek pracy podobnie zachowywał się w poprzedniej fali kryzysu — wykazał dużą elastyczność i bezrobocie nie wzrosło.

— W tym i przyszłym roku konsumpcja będzie wspierać wzrost gospodarczy Niemiec. Na rynku pracy panuje spokój, w dodatku konsumenci w przyszłym roku zyskają na niższych składkach na ubezpieczenia społeczne, lekkiej obniżce stawek podatku dochodowego i niskiej inflacji — wylicza Stefan Schneider, ekonomista Deutsche Banku.

OKIEM EKSPERTA

Posucha może potrwać lata

MARCIN MROWIEC

główny ekonomista Banku Pekao

Kryzys w Niemczech nie powinien wpłynąć na polskie firmy wysyłające tam towary konsumpcyjne. Kłopoty może mieć natomiast grupa tych eksporterów, którzy nastawieni są na odbiorców przemysłowych, czyli stanowią ogniwo w łańcuchu dostaw tamtejszej gospodarki, np. produkują urządzenia lub komponenty do tamtejszych produktów. Inwestycje spadają i jeszcze przez lata może nie nastąpić istotne odbicie. Nasze firmy nie mogą nawet liczyć na tzw. efekt zastąpienia, czyli że w czasie kryzysu nabywcy będą wybierać tańsze, polskie zamienniki. Niemieckie firmy nie chcą inwestować nie dlatego, że nie mają pieniędzy, ale dlatego, że nie czują potrzeby zwiększania mocy wytwórczych. Kwestia ceny ma tu drugorzędne znaczenie.

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu